Pięciu synów, ojciec bez opieki

82-letni pan Piotr Gryniewicz z Sypitek niedaleko Ełku znalazł się w dramatycznej sytuacji. Jest wdowcem, ma pięciu synów. Właśnie zakończył leczenie w ełckim szpitalu i nie ma dokąd wracać. Żaden z synów nie chce przyjąć ojca do swojego domu. Jedyną osobą, którą interesuje los staruszka, jest jego koleżanka z dawnych lat. Stan pana Piotra pogarsza się. Mężczyzna z trudem mówi, z trudem wstaje z łóżka.

- On należał do Kombatanckiego Związku Dzieci Wojny Rzeczypospolitej. Ja byłam wiceprzewodniczącą. To jest nasz członek. O jego sytuacji dowiedziałam się, jak zaczął chorować. W 2011 roku zasłabł i go uratowałam. Zaczęłam wtedy dzwonić do jego synów. Jeden z nich, ten najbardziej zamożny, przedsiębiorca, powiedział żebym dała spokój. Więcej nie dzwoniłam – opowiada Zofia Bokuniewicz, znajoma pana Piotra.

Reporterka: Przepisał pan jednemu synowi całe gospodarstwo?
Pan Piotr: Tak. Taką głupotę zrobiłem. Myślałem, że on najlepszy będzie, że przy nim dam radę do śmierci dożyć. (…) Jak trzeźwy, to człowiek, a jak napije się, to jak zwierze. Mówił: że po lekarzach woził mnie nie będzie, że jak będzie źle, to wezwie pogotowie, akt zgonu zrobi i po będzie po mnie.

- Mieszkał u tamtego syna, to mu przekazał. Dopóki syn do Niemiec jeździł, to on mieszkał tam sam i pilnował wszystkiego. Jak syn przywiózł żonę, to ojciec już niepotrzebny – opowiada Zofia Bokuniewicz, znajoma pana Piotra.

- Stan pana Piotra się pogarsza i będzie się pogarszał, bo taka jest specyfika i jego wieku i choroby. Ta pani już jest zmęczona opieką nad nim. Zwróciła się do nas z prośbą o pomoc. Nie możemy umieścić pana w żadnym ośrodku opiekuńczym, bo nie ma wolnych miejsc – informuje Helena Rewińska ze Szpitala Pro-Medica w Ełku.

W trakcie realizacji reportażu zapadła decyzja o wypisaniu pana Piotra ze szpitala i przewiezieniu do jego rodzinnego domu. Kiedy czekaliśmy na transport medyczny, do pani Zofii zadzwonił najmłodszy syn staruszka. Właśnie wsiadał na prom do Szwecji. To fragment rozmowy z nim:

Reporterka: Czy pan może go do siebie do domu przyjąć, zanim pan wróci ze Szwecji.
Syn: Ja jeszcze nie jestem w domu.
Reporterka: Ja wiem, ale żona jest w domu, tak?
Syn: Żona akurat dzisiaj też wyjechała.
Reporterka: To co zrobić z pana ojcem?
Syn: Nie wiem. Janek (Syn, któremu pan Piotr przepisał gospodarstwo- przyp. red.) powiedział, że go przyjmie, że absolutnie nie ma nic przeciw
Reporterka: Ale wie pan, że pana tata był duszony?
Syn: Wiem. Ale jeżeli on sobie uświadomi, to wtedy się bardzo szybko zmieni.
Reporterka: Przecież to nie jest problem znany od dzisiaj, bo pani Zosia do was dzwoni i prosi. Nie umieliście się dogadać, żeby któryś z synów zabrał tatę?
Syn: To jest Janka  obowiązek. Tata wszystko przekazał dla Janka i było tak umówione.

- Nie chcę tam jechać, nie chcę, żeby mnie udusił – protestował pan Piotr.

We wrześniu ubiegłego roku pan Piotr uciekł z rodzinnego domu. Schronienie znalazł u pani Zofii. Kobieta sama jest ciężko chora i boi się, że nie poradzi sobie z opieką nad mężczyzną. Wróciliśmy do syna staruszka, aby zapytać dlaczego nie chce opiekować się ojcem.

- Jak chce, niech tu mieszka, ale ja się nim opiekować nie będę. Zbyt dużo fałszerstwa na mnie powiedział – usłyszeliśmy od syna pana Piotra.

Na jaką pomoc może liczyć pan Piotr ze strony pomocy społecznej?

Reporterka: Czy pan uzgadniał wcześniej z synem pana Piotra, że ojciec wróci ze szpitala do domu?
Urzędnik: Kontaktowaliśmy się telefonicznie i pan Jan powiedział, że pan Gryniewicz ma swoje miejsce, swoje mieszkanie i klucze do tego mieszkania. Jak najbardziej może tam przyjechać i mieszkać.
Reporterka: Czy w takim układzie zapewnicie opiekunkę panu Piotrowi?
Urzędnik: Zobaczymy, co będzie w naszej mocy. Poczekamy, jak wróci pani kierownik.
Reporterka: Ale ten człowiek nie ma czasu czekać, bo jest w stanie krytycznym. To kiedy możecie rozpatrzeć wniosek o opiekunkę?
Urzędnik: A co pani myśli, że ja wyciągnę z kieszeni opiekunkę i dam?

Próbowaliśmy skontaktować się również z pozostałymi synami pana Piotra. Niestety żadnego nie zastaliśmy w mieszkaniu. Teraz cały ciężar opieki nad schorowanym panem Piotrem spadł na panią Zofię.

- Jakie oni serce mają, jakie sumienie. Przecież ich może to samo spotkać od własnych dzieci  - mówi Zofia Bokuniewicz, znajoma pana Piotra.

- Nie che znać takich synów. Ja im poświeciłem wszystko, a oni jednego ojca nie mogą utrzymać. Dzięki Zosi żyję. Dzięki ci, dzięki ci kochana – rozpacza pan Piotr.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl