Po Siennicy mordowali w Warszawie?

Interwencja na tropie morderców z Siennicy. Jedna z najbardziej brutalnych zbrodni w historii Polski wciąż pozostaje niewyjaśniona. Bandyci zastrzelili małżeństwo N. i ich dwoje dzieci. Syna wcześniej torturowali, a córkę zgwałcili. Wiele wskazuje na to, że ci sami sprawcy wkrótce dokonali kolejnej rzezi. Tym razem w Warszawie. Jako pierwsi i skojarzyliśmy ze sobą obie sprawy.

Siennica to mała wieś koło Nasielska. 18 lat temu doszło tam do jednej z najbardziej mrocznych zbrodni w historii Polski. Jej ofiarą padła czteroosobowa rodzina. Powszechnie znani i szanowani państwo N. Opowiadaliśmy o tym w maju bieżącego roku.

- Sprzedawali drzewka. Później sąsiad wziął masarnię w Nasielsku i 4 lata prowadził tę masarnię - mówi sąsiadka zamordowanej rodziny.

- Mordercy z zimną krwią zamordowali zarówno Janusza N., jak również jego małżonkę i dwójkę jego dzieci – opowiada Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

Jest wieczór, 25 stycznia 1996 roku. Państwo N. są w domu. Jedzą kolację. Około godziny 19 ktoś puka do drzwi. Otwiera ojciec rodziny, pan Janusz. Następnego dnia rano jeden z pracowników znajduje jego zmasakrowane ciało.

- Uważamy, że pan Janusz został zastrzelony w momencie, gdy otwierał drzwi wejściowe. Jego żona próbowała walczyć, były porozrzucane talerze, sprzęty, dokumenty – opowiada Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.

To fragment zeznań Grzegorz W., byłego pracownika Janusza N., który znalazł ciała rodziny:

„W kolejnym pomieszczeniu zobaczyłem syna pana N. Miał związane ręce i zakrwawioną twarz. (…) Powiedziałem, że pojadę powiadomić policję.”

- Chłopiec próbował zapobiec zbrodni, bronić swoich rodziców. Znalazł gdzieś pistolet gazowy i pobiegł z nim do przestępców. Niestety broń się zacięła. Mordercy odebrali mu tę broń i torturowali go. Być może chcieli dowiedzieć się, gdzie rodzice trzymają jakieś kosztowności – opowiada Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

- Został skrępowany, a następnie zastrzelony prawie z przyłożenia w tył głowy. Na górze uczyła się do sesji jego siostra. Najpierw pobito ją, założono kajdanki na ręce i zerwano z niej odzież. Została brutalnie zgwałcona. Dostała strzał w środek czoła – mówi Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.

Opuszczając dom, mordercy nie zabierają ze sobą niczego wartościowego. Na miejscu zbrodni śledczy zabezpieczają ich odciski palców, zapach i DNA. Znajdują też łuski. Okazuje się, że tydzień wcześniej z tej samej broni zamordowano żonę właściciela jednego z warszawskich kantorów.

- Za sprawą może stać bardzo bezwzględna grupa tzw. kantorowców. Oni na tyle udowodnili swoje bestialstwo, okrucieństwo i bezwzględność, że ten wątek warto drążyć. Ja bym tam szukał – mówi Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

3 marca 1998 roku, w Warszawie ginie kolejna rodzina. To starsze małżeństwo: 68-letni Władysław oraz 61-letnia Alicja K. Razem z nimi zamordowany zostaje ich 35-letni syn Robert. Zostają znalezieni w swoim mieszkaniu. Wszyscy giną od strzałów w głowę.

- Starszy mężczyzna nawet nie zdążył wstać od biurka. Jego ciało znaleziono przy biurku. Na miejscu brak było śladów włamania, ingerencji wytrychu w zamku kraty czy drzwi. Najbardziej prawdopodobna wersja, że zabiła osoba, którą domownicy znali – informuje Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

- Strzały padły z broni pierwotnie gazowej, przerobionej na ostrą. Takiej samej broni, prawdopodobnie przygotowanej przez tego samego rusznikarza, użyto w Siennicy – mówi Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy. 

- Strzały były oddawane wręcz z taką, można powiedzieć, świadomą znajomością anatomii człowieka. Zabójca musiał wiedzieć, jak najskuteczniej przy użyciu broni palnej odebrać komuś życie. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że są to te same osoby, co w Siennicy – dodaje Jan Gołębiowski, psycholog kryminalny, były policjant.

Mordercy działają tak jak w Siennicy. Do mieszkania wchodzą najprawdopodobniej około 19. Posługują się identycznym modelem broni. Nie jest to jednak ten sam egzemplarz. W latach 90. nikt nie próbuje więc łączyć ze sobą tych spraw.

- Podobna broń, ale nie ten sam egzemplarz. Biegły jednoznacznie stwierdził, że broń ta nie została użyta w żadnym innym zdarzeniu – mówi Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

- Ten sam typ broni, ten sam model, ten sam kaliber. Być może także to samo źródło pochodzenia broni – zastanawia się Jan Gołębiowski, psycholog kryminalny, były policjant.

Wszystko wskazuje na to, że pistolet wyposażony był w tłumik. Chociaż do zbrodni doszło w pełnym ludzi wieżowcu, nikt nie usłyszał ani jednego strzału. Z mieszkania zniknęła kamera, faks i należący do pana Roberta neseser. W środku znajdowały się pieczątki i dokumentacja prowadzonej przez niego firmy.

Kilka dni przed zabójstwem jedna z sąsiadek widziała w windzie dwóch podejrzanie zachowujących się mężczyzn. Wysiedli i skierowali się w stronę drzwi państwa K. Jeden z nich wyraźnie starał się ukryć twarz. Mimo to śledczym udało się stworzyć jego portret.

- Minęło kilka lat, ale nie na tyle dużo, żeby te osoby zniedołężniały i przestały umieć posługiwać się bronią. A zło w człowieku pozostaje do końca – mówi Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl