Kredyt zniszczy rolnika i sąsiadów

Dariusz Czarnocki zaciągnął kredyt i wybudował nowoczesną pieczarkarnię. Grzybów uprawiać jednak nie może. Ekspertyza budowlana wykazała bowiem, że hala powstała niezgodnie z projektem. Jej wykonawca temu zaprzecza. Pan Dariusz musi czekać, aż spór rozstrzygnie sąd. Mężczyzna nie ma z czego spłacać kredytu, bank grozi licytacją jego majątku.

46-letni Dariusz Czarnocki ze wsi Saawice Bronisze niedaleko Sokołowa Podlaskiego w 2010 roku wziął kredyt z unijnym dofinansowaniem oprocentowania. Łącznie 800 tysięcy złotych na budowę pieczarkarni.

- Bank udzielił mi kredytu, więc zgłosiłem się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z wnioskiem o dofinansowanie takiego czegoś. Pożyczkę podżyrowali mi poręczyciele. Na pierwszy kredyt, czyli na budowę pieczarkarni, to było podżyrowane przez dwóch poręczycieli, sąsiadów – opowiada Dariusz Czarnocki.

W 2012 roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zlecił ekspertyzę stanu pieczarkarni. Okazało się, że budynek jest niezgodny z projektem. Do dziś hala nie jest poprawiona. Skontaktowaliśmy się z wykonawcą budynku w tej sprawie.

- Wszystko jest w normie. A to, że pan Czarnocki sam sobie twierdzi, że ten budynek jest do rozbiórki, to nie jest tak, jak on to myśli. Budynek nie jest też do poprawki. Ja buduję tyle lat i z nikim nie miałem problemu – powiedział nam wykonawca. 

To fragment ekspertyzy technicznej pieczarkarni: „Budynek w sposób istotny odbiega od założeń projektowych. Nieprawidłowości stanowią niebezpieczeństwo awarii i zagrożenie dla osób przebywających w obiekcie. Budynek pieczarkarni został wykonany niezgodnie z projektem.”

- Sąd zdecyduje, czy wykonawca musi to poprawić czy nie – mówi Dariusz Czarnocki, właściciel pieczarkarni.

Pan Dariusz nie może rozpocząć produkcji. Ma za to nieczynną pieczarkarnię i dwumilionowe zadłużenie, które bank będzie zmuszony zlicytować. To przeraża nie tylko pana Dariusza, ale również jego poręczycieli. 

- Bank nakazuje mi rozpoczęcie produkcji i grozi licytacją. Nie ma produkcji, nie ma spłaty kredytu. Mógłbym produkować pieczarki, ale musiałbym narazić pracowników na pracę w obiekcie, który grozi katastrofą budowlaną, złamać przepisy – tłumaczy właściciel pieczarkarni.

- Przedstawiał mi dokumenty, racja jest po jego stronie, więc jak mogę mieć do niego pretensje? On też ma dzieci, nie sądzę, że umyślnie wprowadził je w takie kłopoty - mówi pani Anna, która podżyrowała kredyt panu Dariuszowi.

- W tym momencie mielibyśmy 432 tys. zł do spłaty, plus odsetki. To kilka lat naszej ciężkiej pracy, powiedzmy 10 lat pracy – dodaje Wiesława Lipka, która również poręczyła kredyt.

Bank już wypowiedział kredyt przedsiębiorcy. Licytacja gospodarstw pana Dariusza i jego poręczycieli jest nieunikniona. Pan Dariusz, żeby spłacić kredyt, musiałby uruchomić produkcję w wadliwym budynku.

- Zabezpieczeniem tego kredytu jest moje gospodarstwo. Odziedziczyliśmy je po rodzicach męża, a w tej chwili będziemy musieli je oddać, żeby zapłacić za kredyt, który zaciągnął pan Czarnocki. To będzie coś niewyobrażalnego dla teścia, że majątek jego życia pójdzie za dług, który nawet nie należy do jego rodziny – mówi pani Anna, która podżyrowała kredyt panu Dariuszowi.

- Albo licytacja, albo produkowanie niezgodnie z przepisami i narażenie pracowników na niebezpieczeństwo, przebywania w tym obiekcie. Na dzień dzisiejszy nie ma dobrego wyjścia – podsumowuje pan Dariusz.*

* skrót materiału

Reporterka: Klaudia Szumielewicz

kszumielewicz@polsat.com.pl