Koszmarny poród. Skrzywdzili zdrowe dziecko

Lekarz ze szpitala w Grajewie kazał pani Annie rodzić siłami natury, mimo że kobieta miała za sobą już dwie cesarki. Zabiegi wykonano ze względu na wąski kanał rodny pani Anny. Trzeci poród miał się odbyć jak poprzednie. Niestety, lekarz w ostatniej chwili zdecydował inaczej. Pawełek nigdy już nie będzie samodzielny.

- Dwie cesarki i żeby trzecie samemu urodzić, to jest nie do pojęcia! Widać jaki się urodził. Całe życie jest skazany na kogoś – mówi Anna Stelmaszyńska, matka Pawełka.

Ten poród miał być taki jak poprzednie. 38-letnia Anna Stelmaszyńska dwoje dzieci urodziła przez cesarskie cięcie w szpitalu w Grajewie. Lekarze prowadzący ciąże mówili, że rodzenie siłami natury w wypadku pani Anny jest po prostu niemożliwe.

- Przy Pawełku lekarz powiedział, że na 100 procent będzie cesarka, bo mam wąski kanał rodny i nie urodzę sama. Ale niestety cesarki nie zrobił – rozpacza pani Anna.

- Słyszałem wszystko jak żona rodziła, krzyczała. Po pewnym czasie urodziła to dziecko i cisza, jak na pustyni. Wreszcie otworzyli drzwi i wynieśli dziecko. To drąg wynieśli, a nie żywe dziecko,  nie krzyczało – opowiada Wiesław Stelmaszyński, ojciec Pawełka.

Pawełek urodził się 30 listopada 2012 roku w zamartwicy. Otrzymał 1 punkt w skali Apgar. Pierwsze dwa tygodnie życia spędził w inkubatorze. Nie oddychał samodzielnie. Rodzina nie wiedziała, czy dziecko w ogóle przeżyje.

- Pawełek ma dziecięce porażenie mózgowe, czterokończynowe porażenie spastyczne, padaczkę. Często choruje na zapalenie płuc, oskrzeli, ma zwiotczenie krtani, nie ma funkcji ssania i przełykania – opowiada Dorota Babowicz, siostra pani Anny.

- Byliśmy szoku, bo dziecko do samego końca miało super wyniki - mówi Wiesław Stelmaszyński, ojciec Pawełka.

Państwo Stelmaszyńscy robią wszystko, aby ratować swoje dziecko.  Od urodzenia z miejscowości Surały koło Grabowa regularnie jeżdżą z synem na rehabilitację do Łomży, Białegostoku i do Warszawy. Aby opłacić dojazdy i wizyty lekarskie, sprzedali większość zwierząt hodowlanych, a resztę gospodarstwa wydzierżawili. Są w tragicznej sytuacji finansowej.

- Gospodarstwo idzie w przepaść, ale ja już na to nie patrzę. Najważniejsze jest dziecko. Wszystko idzie na dzieciaka, ale skąd tu wziąć. To potężne pieniądze – rozpacza pan Wiesław Stelmaszyński, ojciec Pawełka. Mama chłopca dodaje: Nigdy mu nie zapomnę, że tak skrzywdził dziecko.

- Podjąłem taką decyzję, bo była szansa urodzenia drogami natury. I tak się odbyło. Gdybym wiedział, że tak się stanie, to bym podjął decyzję o cesarskim cięciu. Tego jednak nie da się przewidzieć – tłumaczy Sławomir Cymek, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego, wicedyrektor Szpitala Ogólnego im. dr Witolda Ginela w Grajewie.

Jednak do tej pory nikt nie wyjaśnił państwu Stelmaszyńskim, kto odpowiada za kalectwo ich dziecka. Szpital nie poczuwa się również do odpowiedzialności finansowej. Choć Pawełek ma już prawie dwa lata, jego rodzice cały czas są zdani wyłącznie na siebie.

- Szpital stanął na stanowisku, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że jego personel ponosi za to odpowiedzialność i odmówił nam wypłaty odszkodowania – mówi Rafał Sienkiewicz, pełnomocnik państwa Stelmaszyńskich z kancelarii SSSC.

- Poczuwamy się do odpowiedzialności, że to dziecko jest uszkodzone. Kwestia odszkodowania, to nie temat na rozmowę tutaj, ale poczuwamy się. Myślę, że nie można od tego uciec. Jest coś, co się stało w tym szpitalu – powiedział nam Sławomir Cymek, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego, wicedyrektor Szpitala Ogólnego im. dr Witolda Ginela w Grajewie.

Czy złożone przed kamerą deklaracje zamienią się w praktyczne działania i rodzice Pawełka otrzymają pomoc? Używany wózek dla chłopca kosztuje 6 tys. zł. Dziecku  już wkrótce trzeba będzie kupić również łuski ortopedyczne za około 600 zł. W rodzinie już dziś brakuje pieniędzy. Państwo Stelmaszyńscy obawiają się o przyszłość swojego najmłodszego synka.

- Z punktu widzenia dotychczasowej historii tej pani, trzeba przyznać, że ryzyko porodu drogami natury było ryzykiem dużym. Nie tylko chodzi o płód, ale także o zdrowie kobiety – ocenia dr n. med. Grzegorz Południewski, ginekolog.

- Przepraszam rodzinę za to, że ma wielki problem i wielki ból. To jest dramat ludzki, nie mogę nic więcej powiedzieć, jak przepraszam – mówi Sławomir Cymek, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego, wicedyrektor Szpitala Ogólnego im. dr Witolda Ginela w Grajewie.

- Najbardziej się obawiam, że mnie kiedyś nie będzie. Mam córkę w szóstej klasie podstawówki. Już ją dzisiaj uczę, że będzie się musiała zająć Pawełkiem, jak mnie nie będzie. Ona powiedziała, że go nie zostawi – rozpacza pani Anna.*

* skrót materiału

Reporterka: Milena Sławińska

mslawinska@polsat.com.pl