Znów razem! Tuż przed świętami odzyskali dzieci

Wielkie szczęście w rodzinie Chłystków z Widuchowej. Pani Elżbieta i pan Adam dzięki uporowi i ciężkiej pracy odzyskali sześcioro swoich dzieci. W czerwcu sąd zabrał je z domu i rozdzielił. Stało się to zaledwie miesiąc po tym, jak w rzece utopił się najstarszy syn państwa Chłystków – 14-letni Mateusz.

Na taką chwilę szczęścia państwo Chłystkowie czekali długo. Po pół roku odzyskali sześcioro swoich ukochanych dzieci.

- Jestem szczęśliwy, wszystkie są już w domu – mówi pan Adam Chłystek, ojciec dzieci.

Historię państwa Elżbiety i Adama Chłystków – rodziców siedmiorga dzieci - pokazaliśmy państwu w lipcu tego roku. Los ich nie oszczędzał. 23 maja tego roku stracili najstarszego syna. 14-letni Mateusz poszedł z kolegami pobawić się nad Odrę. Do domu nigdy już nie wrócił. Utopił się.

Nim rodzina doszła do siebie po stracie syna, czekał ją kolejny cios. Państwo Chłystkowie dostali z sądu wezwanie na sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej nad sześciorgiem pozostałych dzieci. Sprawę wniosła pomoc społeczna. 13 czerwca odbyła się pierwsza rozprawa. Jej wynik był dla państwa Chłystków szokiem - odebrano im dzieci.

- Jak ja przyjechałem, to już ich nie było, ani się pożegnać, nic – rozpaczał Adam Chłystek.

- To jest rozwiązanie tymczasowe. Po całym postępowaniu sąd podejmie decyzję, w jaki sposób ograniczyć czy też w ogóle ograniczać władzę rodzicielską tym osobom.  Na dzień dzisiejszy, dla dobra dzieci sąd podjął taką decyzję – tłumaczył w lipcu Tomasz Szaj, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie.

- To jest porażka nas wszystkich, nikt tego nie chciał – mówiła pracownica Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Widuchowej

Jednym z zarzutów wobec państwa Chłystków były fatalne warunki mieszkaniowe. Rodzina własnymi siłami buduje swój dom. W czasie budowy gnieździła się w jednym pokoju w domu u babci. Niedawno dostała jednak mieszkanie socjalne. Dziś po ciasnym pokoju nie ma śladu.

- Tu są trzy pokoje: dwa duże, jeden mały – opowiada Elżbieta Chłystek, matka dzieci.

Nowe warunki niewiele jednak dawały. Państwo Chłystkowie w nowym, przygotowanym dla dzieci mieszkaniu mieszkali sami, bo sąd nie oddawał im dzieci. Rodzice co piątek, mimo dzielącej ich odległości 40 kilometrów, odwiedzali dzieci.

- Człowiek jechał do pracy, ale pracować się nie chciało, bo te myśli cały czas były o dzieciach, nawet odliczałem, aby jak najszybciej ten piątek się zbliżał – mówi pan Adam.

10 grudnia na ostatniej rozprawie zeznawali nauczyciele dzieci ze szkoły, którzy za rodzicami stali murem od początku. I stał się cud! Sąd zdanie zmienił.

- Nastąpiła radykalna zmiana w nastawieniu tejże rodziny. Dużo się przez ten czas nauczyli, współpracowali z ośrodkami, w których dzieci przebywały, z pedagogami, z wychowawcami. Ta sytuacja powoduje, że możemy wierzyć tym ludziom, iż sytuacja ulegnie poprawie i w tym celu dzieci zostały zwrócone – mówi Tomasz Szaj, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Dramat państwa Chłystków skończył się w ubiegły piątek. Towarzyszyliśmy rodzinie w powrocie do domu.

- Jak już się dowiedzieli, to na pewno siedzą jak na szpilkach, spakowani – mówi pan Adam.

- Lżej mi na sercu, gdy widzę, że wszyscy jesteśmy razem. Nieraz spać nie mogłam,  myślałam o nich. Dzięki telewizji dzieci wróciły do domu. Inaczej trudno byłoby je odzyskać – cieszy się Leokadia Kozioł, babcia dzieci.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz-Przesmycka

ibrachacz@polsat.com.pl