Cała Praga śpiewa

Na warszawskiej Pradze znani są od dawna, tej jesieni usłyszała o nich cała Polska. Seniorzy z zespołu „Cała Praga Śpiewa” to finaliści polsatowskiego show „Must Be The Music. Tylko muzyka”. Grupa śpiewa m.in. przedwojenne szlagiery i warszawskie przyśpiewki. Swoją przebojowością i radością zaraziła miliony Polaków. Odwiedziliśmy seniorów podczas wigilijnego spotkania.

Warszawska Praga, ulica Brzeska. Tu w Domu Dziennego Pobytu spotykają się seniorzy z całej dzielnicy. Tu dostają ciepłe posiłki, ale też tu właśnie mają swoje miejsce i nie są sami. Na Brzeskiej zaczęła się ich przygoda ze śpiewaniem.

- Często nie są w stanie przygotować sobie gorącego posiłku, po to tu jesteśmy. Oprócz tego są dodatkowe atrakcje, by wypełnić im czas. Chronimy ich przed samotnością. Pomagamy im w tym, aby po raz kolejny uwierzyli we własne siły – opowiada Anna Chabiera, kierownik Domu Dziennego Pobytu Praga-Północ.

- Do Domu Dziennego Pobytu trafiłam w 2004 roku na skutek złamania czterech kręgów kręgosłupa. Nie radziłam już sobie – mówi pani Teresa Korczak.  

- Po śmierci żony, która zmarła 8 lat temu, byłem samotny w domu. Myślałem  co zrobić z czasem, przyszedłem do klubu – opowiada Zbigniew Karwacki, członek zespołu.

Kilka lat temu wspólne śpiewanie i pomoc profesjonalnych muzyków zaowocowały stworzeniem zespołu „Cała Praga Śpiewa”. O zespole, który wykonuje przede wszystkim stare praskie piosenki, usłyszała cała Polska dzięki programowi „Must Be The Music. Tylko muzyka”.

- Jak dostaliśmy cztery razy „Tak”, to mi płynęły łzy szczęścia. Nie sądziłam, że na stare lata taka radość mnie dopadnie, takie szczęście. Tworzymy zgraną, serdeczną rodzinę. Jeśli z czymś mam problem, to z wielka radością mi pomagają – wspomina pani Teresa Korczak, która śpiewa w zespole.

- Cały ten chór i zespół to jest ucieczka od samotności. Tutaj się czujemy jak w rodzinnym gronie – dodaje Zbigniew Karwacki, członek zespołu.

Seniorzy z zespołu nagrywają płytę, ale do pełni szczęścia brakuje im miejsca. W Domu Dziennego Pobytu po prostu się nie mieszczą. Liczą, że uda się znaleźć miejsce, gdzie będą mogli się spotykać i przygotowywać do kolejnych koncertów.

- Jest ciasno. Staramy się, jak możemy, ale jest za ciasno. Nie mamy pracowni, gdzie byłyby zajęcia plastyczne, bo to lubimy robić. Trzeba ćwiczyć ręce, żeby nam jak najdłużej służyły. Chciałabym, żeby ten domek nam się rozszerzył i żebyśmy mogli działać, bo chcemy działać – opowiada pani Teresa Korczak, która śpiewa w zespole.

- Jest nas tutaj 80 osób, a lokal jest bardzo mały. Chociaż lat mi przybywa, to czuję się tu coraz młodszy –  mówi Zbigniew Karwacki, członek zespołu.*

Reporter: Michał Bebło

mbeblo@polsat.com.pl