Zmarł po wycięciu migdałków

Po prostu zabili mi syna. Zdrowego, młodego człowieka – rozpacza Jan Gad, ojciec 26-letniego Jakuba, który zmarł 3 dni po zabiegu wycięcia migdałków w Szpitalu Klinicznym Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Jakub dostał nagłego krwotoku z gardła. Sekcja zwłok wykazała, że miał uszkodzoną tętnicę.

Jakub Gad z Katowic był młodym, wysportowanym mężczyzną. Z Martą, swoją dziewczyną, planował założenie rodziny. Jakub miał tylko jeden problem.

- Cały czas bolało go gardło, bardzo często chorował na anginę – opowiada Marta, dziewczyna Jakuba.

- Poszedł do przychodni. Laryngolog stwierdził, że to bardzo brzydkie gardło i jedyne wyjście, to wyciąć migdałki. Mówił, że po operacji miał gorączkę, ale dostał zastrzyk. Po tym zabiegu krwawił, odpluwał do nerki (naczynia – przyp. red.) - mówi Jan Gad, ojciec Jakuba.

- Bolało go to gardło, cały czas pluł krwią. Przyszła lekarka, zapytała Kubę, która to już jest nerka. Powiedział, że chyba trzecia, a ona tylko zrobiła wielkie oczy – dodaje Marta, dziewczyna Jakuba.

Jakub miał wracać do zdrowia, ale 30 listopada ubiegłego roku, po 3 dniach od operacji, dostał krwotoku. Wtedy rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie.

- Siedziałam na korytarzu. Cały czas ktoś wybiegał z tego bloku. W końcu lekarz mi powiedział, że stan pacjenta jest bardzo zły i może nie przeżyć do następnego dnia. Reanimowali Kubę przez 45 minut, nie udało się go uratować – mówi Marta, dziewczyna Jakuba.

Z dokumentacji szpitala wynika, że operację przeprowadzała Agnieszka P. Młodej pani doktor, która jest w trakcie specjalizacji, miał asystować ordynator oddziału laryngologii Jacek M. Ojciec Jakuba nie wierzy, że ta operacja odbywała się z asystą.

- Nikt na świecie nie słyszał, żeby przez krwawienie z migdałków ktoś umarł. Właściwie to nie było z migdałków, tylko przez nieudolną lekarz, która pracowała bez asysty, bez uprawnień. Nacięła dwie tętnice – grzmi pan Jan.

- Po zabiegach operacyjnych zdarzają się krwotoki, także po operacji na migdałkach. Nie jest to żadna sensacja, że ten krwotok się zdarzył. Wszelkie działania ze strony zespołu lekarsko- pielęgniarskiego naszego szpitala były prowadzone zgodnie ze sztuka lekarską  – twierdzi Włodzimierz Dziubdziela, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. Andrzeja Mielęckiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Śmierć Jakuba to niewyobrażalny cios dla jego bliskich. Wyniki sekcji zwłok mówią o uszkodzonej tętnicy. Czy w katowickim szpitalu popełniono błąd? Czy 26-latek musiał umrzeć? Na te pytania odpowiedzi szuka już prokuratura.

- Zawiadomienie złożył ojciec zmarłego, bezpośrednio po zgonie. Została przeprowadzona sekcja, mamy już wyniki tej sekcji. Następnie zleciliśmy badania histopatologiczne, jeszcze wyników nie mamy. W tej chwili dokonujemy przesłuchania świadków – informuje Elżbieta Mizeracka z Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe.

- Po prostu zabili mi syna. Zdrowego, młodego człowieka – rozpacza Jan Gad, ojciec Jakuba.*

* skrót materiału

Reporterka: Dominika Grabowska

dgrabowska@polsat.com.pl