Nie ma co jeść, alimenty zapłaci!

Mężczyzna, którego nie stać na wyżywienie rodziny, musi płacić alimenty na dorosłego syna, oskarżonego o gwałt. Pan Grzegorz nie może znaleźć pracy. Utrzymuje maleńkie dziecko i żonę z zasiłków z pomocy społecznej. Z powody biedy wystąpił do sądu o zniesienie alimentów. Sprawę przegrał z kretesem. Dorosły syn argumentował, że pieniądze potrzebne mu są m.in. na szkołę, basen i siłownię.

Pan Grzegorz ma 46 lat. Kiedyś finansowo świetnie mu się wiodło – własna firma, duże pieniądze. Dziś to już wspomnienie.

- Ja bym cały czas płacił te alimenty, gdyby mnie było na to stać. W  życiu nie poszedłbym do telewizji i  nie naświetlił tej sprawy, jeżeli bym miał pieniądze - mówi pan Grzegorz.

5 lat temu mężczyzna ożenił się z panią Dagmarą. Ma z nią maleńkie dziecko. Ma też syna z pierwszego małżeństwa - 19-letniego dziś Arkadiusza. Jak twierdzi pan Grzegorz, mimo iż z pierwszą żoną rozstał się 10 lat temu, sumiennie płacił alimenty na dorosłego dziś syna.

- Tak jak się płaci prąd, gaz, tak płaciliśmy alimenty, bo to jest podstawowa opłata. Nieważne, że potem dla nas nie było na jedzenie, że jedliśmy zupkę chińską na połowę, nikogo to nie obchodziło – rozpacza pani Dagmara, żona pana Grzegorza.

O synu pana Grzegorza z pierwszego małżeństwa zrobiło się głośno w styczniu 2014 roku, kiedy wraz z 5 kolegami trafił do aresztu. Są oskarżeni o zbiorowy gwałt na 17-latce.

- Po tym, jak syn trafił do aresztu, przestałem płacić alimenty. Brakowało nam pieniędzy na doraźne potrzeby, na żywność, więc  stwierdziłem, że jeżeli jest w areszcie i nie chce się uczyć, zrobił to na własne życzenie, to po prostu może się sam utrzymać – mówi pan Grzegorz.

Mężczyzna wniósł do sądu o zniesienie alimentów. Pozew jednak odrzucono. Sąd uznał, że syn, który wyszedł za kaucją, ma swoje potrzeby, a pan Grzegorz pieniądze, które ukrywa...

- Dla mnie nie jest to kontrowersyjne, że ojciec płaci na dziecko do momentu, gdy dziecko jest się w stanie samodzielnie utrzymać, nawet jeżeli to dziecko jakieś popełnia błędy, dzieci nie są idealne – tłumaczy Jarosław Sablik, rzecznik Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej.

– Uzasadnienie mieli takie, że potrzebne mu są pieniądze na opłaty rachunków telefonicznych, na basen, na saunę, na wszystko. Dla mnie takie rzeczy są luksusem. Jeżeli człowiek nie ma pieniędzy, to jest to luksus – mówi pan Grzegorz.

- 420 zł na syna, który nadal się uczy, to myślę, że są niewielkie alimenty – mówi była żona pana Grzegorza, matka ich 19-letniego syna.

– Od stycznia do sierpnia nie był ani razu w tej szkole. Tylko tyle, że przed rozprawą przynieśli zaświadczenie, że zapisał się do płatnej szkoły, z datą dzień wcześniej niż była rozprawa – komentuje pan Grzegorz.

Pan Grzegorz od półtora roku szuka pracy. Sąd twierdzi, że mężczyzna może pracować w wyuczonym zawodzie. Zdaniem pana Grzegorza nie jest to możliwe, bo ostatni raz jako mechanik pracował w 1989 roku.

- Sąd wierzy panu Grzegorzowi, że szukał pracy. Stwierdził, że taka praca była i że skoro on szuka pracy, wykonuje pracę jako mechanik, to ma możliwości majątkowe i zarobkowe – mówi Jarosław Sablik, rzecznik Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej.

- Doświadczenie pana Grzegorza jest w tym momencie małe, daje mu małe szanse na znalezienie pracy w zawodzie – twierdzi jednak Katarzyna Haręźlak z Powiatowego Urzędu Pracy w Żywcu.

- Nikt nie wie, ile nas to kosztuje, jak Grzesiek ma iść odebrać paczkę żywnościową. Ktoś, kto kiedyś był właścicielem własnej firmy, teraz nie ma na chleb. Grzesiek może iść do więzienia za długi, my mamy mały dziecko, o tym nikt nie pomyśli  - rozpacza pani Dagmara, żona pana Grzegorza.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz-Przesmycka

ibrachacz@polsat.com.pl