Ofiara oszustów i ZUS-u

Andrzej Klukowski od prawie 20 lat prowadzi świetnie prosperujący biznes. Skorzystał z oferty firmy, którą - jak się później okazało – założyli oszuści i dziś jest na skraju bankructwa. Pana Andrzeja nie zrujnowali jednak przestępcy, lecz ZUS i Urząd Skarbowy.

Andrzej Klukowski od prawie 20 lat prowadzi koło Siedlec hurtownię słodyczy. Zatrudnia 15 osób. W 2012 roku pojawiła się u niego przedstawicielka firmy Royal i zaproponowała współpracę. Pan Andrzej miał przekazać pracowników firmie Royal i pokrywać tylko 60 procent składek ZUS, a pracownicy mieli wykonywać u niego tę samą pracę, co dotychczas.

- Tamta firma przedstawiła nam dokumenty, z których wynikało, że posiada dotację unijną w wysokości pełnych składek ZUS i podatku od płac swoich pracowników. Sprawdzałem w KRS-ie, zostało mi przedstawione zaświadczenie o niezaleganiu w opłacaniu składek przez tę firmę, przedstawiony został certyfikat marszałka województwa dolnośląskiego o wpisaniu tej firmy jako agencji pracy – opowiada Andrzej Klukowski, właściciel firmy Euro-Net Dystrybucja.

Oferta Royala wydawała się bardzo korzystna. Pan Andrzej 1 maja 2012 roku przekazał firmie 11 pracowników.

- W moim przypadku nie było to oszczędzanie na pracownikach. Pieniądze przeznaczyłem na zwiększenie płac pracowników, a budżet firmy nie został naruszony – opowiada Andrzej Klukowski, właściciel firmy Euro-Net Dystrybucja.

Przez pół roku wydawało się, że wszystko jest w porządku. Pracownicy byli zadowoleni, bo mieli wyższe pensje, które zawsze były wypłacane na czas.

- W listopadzie zaczęły przychodzić do pracowników niepokojące informacje o wysokości składek z II filaru z ZUS. Pracownicy pytali, co się dzieje, bo mają wpłaty rzędu kilkunastu groszy – opowiada pan Andrzej.

- W Białej Podlaskiej jest inspekcja pracy.  Kazano mi uciekać z tego jak najdalej – dodaje Bogdan Wylotek, który pracował w firmie Royal.

Pan Andrzej postanowił rozwiązać umowę z firmą Royal. Pracownicy dostali świadectwa pracy. Część z nich została ponownie zatrudniona w hurtowni. Problemy zaczęły się kilka miesięcy później, kiedy w firmie pojawiły się kontrole z ZUS-u i Urzędu Skarbowego.

- Jeżeli widzimy, że pracownicy nadal podlegają pod tego samego pracodawcę, wykonują te same obowiązki, w tym samym miejscu, oznacza to, że ich pracodawcą jest ta sama firma, w której pracowali od początku. Tak naprawdę była to umowa pozorna, a zgodnie z interpretacją Państwowej Inspekcji Pracy, ta umowa w ogóle nie powinna istnieć. Jest bezprawna – mówi Wojciech Andrusiewicz z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

- 200 tysięcy złotych to jest zbyt dużo pieniędzy. Będę musiał zamknąć swoją działalność – mówi pan Andrzej.

Sytuacja przedsiębiorcy nie jest odosobniona. Takie same problemy ma 500 firm w całej Polsce. Wszystkie skorzystały z oferty firm należących do Zdzisława Kmetki – były to najpierw Centrum Niderlandzkie, potem Royal i KUK. Zdzisław Kmetko, właściciel firm, do tej pory nie poniósł żadnych konsekwencji swoich działań. Prawdopodobnie uciekł za granicę. Jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym.

- Wszędzie mówią, że małe i średnie przedsiębiorstwa napędzają ten kraj, a tu się okazuje, że cokolwiek byś nie robił, to i tak znajdzie się na ciebie paragraf. Jak będą chcieli, to cię wykończą. Czy jest sens prowadzić działalność gospodarczą w tym kraju? Czy nie lepiej płacić milion zł podatku w innym kraju i  być szanownym i docenianym obywatelem? Tutaj jest się przestępcą – rozpacza pan Andrzej.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl