Oszukany na dom

Pan Stanisław musi jeszcze raz zapłacić za dom, który kupił legalnie w 2008 r. Mężczyzna ma na to dowód w postaci aktu notarialnego. Nie mógł się bronić w sądzie, bo zawiadomienia o rozprawach przychodziły na zły adres. Pan Stanisław twierdzi, że oszukać próbuje go tajemniczy pełnomocnik jego siostry. Dawnej właścicielki domu.

Stanisław Flis ma 72 lata. Przez kilka lat wraz z partnerką i synem mieszkał w Grecji. W kwietniu 2008 roku, po powrocie z zagranicy, kupił od swojej starszej siostry Reginy spalony dom. Budynek był w fatalnym stanie, ale pan Stanisław, z zawodu budowlaniec, postanowił go uratować. Zainwestował cały swój majątek.

- Wszystko było spalone, dachu nie było. Pani Regina wystawiła cenę 150 000 zł za ten dom. Pieniądze otrzymała, całą kwotę, potwierdziła to u notariusza, gdy zapytał - opowiada Emilia Świadek, partnerka pana Stanisława.

- Po roku, z racji zbyt wysokich kosztów utrzymania, pan Stanisław postanowił sprzedać remontowany budynek i przeprowadzić się do tańszego domu w Momotach pod Janowem Lubelskim. Tam życie rodziny płynęło spokojnie aż do września 2014 roku.

- I nagle cios… Przychodzi komornik i mówi, że mamy zapłacić za nasz wcześniejszy dom, bo podobno nie zapłaciliśmy. Dla nas to był szok – opowiada pani Emilia, partnerka pana Stanisława.

- Ja się przez to rozchorowałem. Byłem w szpitalu psychiatrycznym, miałem myśli samobójcze – mówi Marcin Flis, syn pana Stanisława.

Okazało się, że jesienią 2009 roku pan Stanisław i jego syn zostali pozwani przez panią Reginę i jej nikomu nieznanego pełnomocnika Krzysztofa S. Pozwano ich o to, że… nie zapłacili ani złotówki za dom kupiony od pani Reginy.

- Ponieważ pozwani nie stawili się na rozprawę, sąd wydał wyrok zaoczny, mocą którego zasądził od pozwanych solidarnie na rzecz powódki  kwotę 320 000 zł wraz z ustawowymi odsetkami. Jeśli się pozwani nie stawiają, to sąd przyjmuje za prawdziwe oświadczenia w pozwie – informuje Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.

- Zawiadomienia nie były przysyłane na nasz adres. Wysyłano je pod całkiem inny, nie byliśmy informowani. Krzysztof S. to tak załatwił – twierdzi Marcin Flis, syn pana Stanisława.

Próbowaliśmy porozmawiać z Krzysztofem S.:

Reporter: Skąd się pan wziął w życiu pani Reginy?
Krzysztof S.: Po prostu poznaliśmy się przez kogoś innego.
Reporter: Dlaczego akurat nią tak się pan zaopiekował? Skąd taki przypływ uczuć?
Krzysztof S.: Po prostu zaprzyjaźniliśmy się. Powiedziała, że nie ma syna, została oszukana, a ja mówię: babciu ja ci pomogę.

Pan Stanisław zgłosił sprawę do prokuratury. Okazuje się, że lubelskim organom ścigania Krzysztof S. jest świetnie znany.

- Aktualnie przed sądami toczą się dwie sprawy przeciwko Krzysztofowi S. W jednej z nich jest oskarżony o działanie w warunkach recydywy, czyli był uprzednio karany. Karany za przestępstwo przeciwko mieniu, za oszustwa, za paserstwa i co więcej odbywał karę pozbawienia wolności w wymiarze przekraczającym 6 miesięcy – informuje Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Reporterka: Ma pan czystą kartotekę, nie był pan nigdy karany?
Krzysztof S.: Nie. Nigdy na nikogo nie napadłem, nie okradłem, nic nie zrobiłem.
Reporterka: Nie wyłudziłem? Nie oszukałem?
Krzysztof S.: Nie wyłudziłem, nie oszukałem.

Pan Stanisław i jego syn odwołali się od krzywdzącego wyroku sprzed lat. Walczą, by sąd wysłuchał ich racji. Tymczasem pani Regina zmarła. Jej spadkobiercą została Aneta A. – żona Krzysztofa S. To ona domaga się teraz spłaty ogromnego długu.

- Czy ja będę żądał? Oczywiście. Ona prosiła mnie o to, błagała: nie podaruj jemu tego. Jak umierała, prosiła mnie – twierdzi Krzysztof S.

- Nie stać mnie. Prawnuki syna będą to musiały jeszcze spłacać, bo każdego dnia odsetki rosną o 180 zł – rozpacza pan Stanisław.

- Dziś to jest kwota 600 000 zł, której ja nie jestem w stanie spłacić, bo choruję – mówi Marcin Flis, syn pana Stanisława.*

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz-Przesmycka

ibrachacz@polsat.com.pl