Wegetują na strychu - mieszkania nie dostaną

Żona pana Jacka z Suwałk z dnia na dzień porzuciła jego i dwoje małych dzieci. Mężczyzna stworzył rodzinę z panią Ireną. Sen z powiek spędza mu zaledwie 15-metrowe mieszkanie, w którym żyje wraz z partnerką i 4 dzieci. Urzędnicy od dwóch lat nie są w stanie znaleźć rodzinie większego lokalu.

Pan Jacek ożenił się 8 lat temu z panią Katarzyną. Urodziło im się dwoje dzieci. Dziś Dominika ma 7 lat, a Wiktoria 4. Trzy lata temu pani Katarzyna z dnia na dzień porzuciła rodzinę i wyjechała nie wiadomo dokąd.  

- Poszła karpia kupić i nie wróciła do tej pory. Przy komputerze posadziła Dominisię, a  maleństwo stało w pokoju, obsikała się calutka, była tylko w bluzeczce, drżała z zimna – opowiada pani Jadwiga, matka pana Jacka.

- Później napisała, żebym jej nie szukał i na tym się zakończyło. Z dziećmi się nie kontaktowała. Konto mi wyczyściła, miałem 30 złotych na cały miesiąc – mówi pan Jacek.

Mężczyzna nie poddał się. Walczył o dzieci. Pracował, chciał stworzyć nową rodzinę. Dwa lata temu poznał panią Irenę. Zamieszkali razem wraz z jej sześcioletnim synem Wiktorem. Trzy miesiące temu urodził im się syn Eryk.

Pan Jacek  wierzył , że szybko  się rozwiedzie. Od roku żona nie stawia się jednak na rozprawach. W dodatku na jednej z nich pan Jacek dowiedział się , że pani Katarzyna urodziła kolejne dziecko, a on oficjalnie jest ojcem. Mężczyznę czekają więc kolejne sprawy sądowe, by ojcostwu zaprzeczyć.  

- Tego dzieciaczka też porzuciła. A że jesteśmy przed rozwodem, to dziecko ma moje nazwisko – opowiada pan Jacek.

Sytuacja rodziny jest trudna. Pan Jacek twierdzi, że musi spłacać długi żony. Żyje w tragicznych warunkach - w zaadaptowanym mieszkaniu na strychu. Na zaledwie 15 metrach mieszka 6 osób. W drugim pomieszczeniu, bez okna, mieszka matka i ojciec pana Jacka, który jest kaleką.

- Gdyby oni dostali mieszkanie, to byśmy się przenieśli do pokoju po nich. Teraz siedzimy w ciemnicy. Doktor
przychodzi na wizytę i dziwi się, jak możemy tu mieszkać. Mój mąż jest tu uwięziony – opowiada pani Jadwiga matka pana Jacka.

- To nie jest życie, to jest wegetacja – mówi pan Fabian, ojciec pana Jacka.

- Ta rodzina funkcjonuje prawidłowo. Dzieci na pewno mają problemy z odrabianiem lekcji, ze spaniem, bo powierzchnia jest bardzo mała. Nie wiem, jak można żyć w takich warunkach, tylko współczuć – mówi Wiesława Szyszko z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Suwałkach.

Pan Jacek pracuje, robi wszystko, co w jego mocy, by dzieciom nic nie zabrakło. Miesięcznie 6-osobowa rodzina ma na życie około 2 000 złotych. Do szczęścia potrzebne jest jej jedynie normalne mieszkanie. Jednak brak lokali, rozwodu i pieniędzy ciągle stoi na przeszkodzie, by zmienić tragiczną sytuacje rodzinny.

- Pani z Zarządu Budownictwa Mieszkaniowego powiedziała, że nie ma sensu składać dokumentów o przydział mieszkania, bo Jacek nie jest po rozwodzie, że musi najpierw załatwić wszystkie sprawy. Inaczej nie ma szans – twierdzi pani Irena, partnerka pana Jacka.

- Na pewno od strony prawnej musimy to zweryfikować. W dodatku nasz zasób jest za mały w stosunku do liczby potrzebujących – mówi Edyta Kimera-Lange z Zarządu Budynków Mieszkalnych w Suwałkach

Rodzina potrzebuje pomocy, bo na pomoc miasta w uzyskaniu lokalu szanse ma niewielkie. 

- Pomagamy im jak możemy, ale już nie mam siły. Też jestem chora. Nie idę do lekarza, bo minie nie stać, więc jak mam im pomóc? – pyta pani Jadwiga, matka pana Jacka. *

* skrót materiału

Reporter: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl