Sądowa batalia o maszyny rolnicze

Ani maszyn, ani ciągnika, pustka. Jest 8 hektarów i nie ma czym robić – żali się pan Julian. 88-letni mężczyzna twierdzi, że oszukał go siostrzeniec, któremu użyczał maszyn rolniczych. Pewnego dnia siostrzeniec ich nie oddał. Mężczyzna ma umowę ich sprzedaży z podpisem pana Juliana. Starszy mężczyzna uważa, że go oszukano.

Stary Nart to podkarpacka wieś niedaleko Dębicy. Mieszka tutaj starsze małżeństwo: państwo Julian i Zofia Rębiszowie. Ponad 50 lat prowadzili razem gospodarstwo rolne. Od kilku lat nie są w stanie sami się nim zajmować. Kiedy pojawił się u nich siostrzeniec pana Juliana oferujący pomoc, zgodzili się.

- W 1990 roku był kupiony ciągnik. Jak trzeba było nam pomóc, to przyszedł. Jak mu był potrzebny ciągnik, też przyszedł – opowiada 88-letni pan Julian.

- Mąż mówi: może byś pojechał w pole, to byś zorał, bo inni już zasiali. To wziął sprężynówkę i pojechał. Maszyny już nie przywiózł – mówi 83-letnia pani Zofia. 

Kiedy siostrzeniec pana Juliana nie oddał ani ciągnika, ani maszyn rolniczych, 88-letni mężczyzna postanowił poszukać pomocy w sądzie. Przegrał, bo okazało się, że siostrzeniec - Czesław P. w 2007 roku kupił ten ciągnik i jest jego właścicielem. Staruszek jest przekonany, że nigdy nie podpisywał umowy sprzedaży.

- Mamy umowę kupna-sprzedaży, jest grafolog sądowy, proszę sobie w sądzie sprawdzić – powiedzieli nam Czesławem P. i jego żona.

- Z tego wynika, że poszkodowany nawet nie widział żadnej umowy. To była kartka, że umorzy podatek gruntowy.
„Wujek podpisz czystą kartkę, a ja ci umorzę podatek”. Podatku nie umorzył, tylko napisał sobie umowę o sprzedaż ciągnika – twierdzi Józef Rębisz, syn pana Juliana i pani Zofii.

- Sąd przeprowadził dość obszerne postępowanie dowodowe, przesłuchał wielu świadków i  wyrokiem z 2011 roku powództwo państwa Rębiszów oddalił – informuje Marek Nowak z Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

- Pełnomocnik ojca już przed wydaniem wyroku dał kartkę, że nie będzie składał apelacji – dodaje Józef Rębisz, syn pana Juliana i pani Zofii.

Kiedy okazało się, że drugiej sprawy pan Julian również nie wygrał, sąd obciążył go kosztami sądowymi. Mężczyzna nie był w stanie zapłacić prawie 3 tysięcy złotych. Kiedy sprawą miał już zająć się komornik, syn pana Juliana i pani Zofii postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Znalazł adwokata i skierował już trzecią sprawę do sądu.

- Chodziło o to, żeby zabrać ludziom majątek, wygnać pod most. Samo to, że za 2400 zł długu pod egzekucję komornika dać 5 hektarów pola, 7 działek i jeszcze rentę kwartalną! To się w głowie nie mieści. Wykorzystali niepełnosprawność starszego człowieka i robili, co chcieli – mówi Józef Rębisz, syn pana Juliana i pani Zofii.

- Powód w pozwie żądał ustalenia nieważności umowy sprzedaży ciągnika. Twierdził, że w dacie zawarcia tej umowy, działał w stanie wyłączającym świadome lub swobodne podjęcie decyzji, ewentualnie odwoływał się do innego rodzaju wady oświadczenia woli, a mianowicie błędu lub podstępu ze strony pozwanego. Także i w tej sprawie powództwo zostało oddalone - informuje Marek Nowak z Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

Chcieliśmy porozmawiać z Czesławem P., ale nie zgodził się na oficjalną wypowiedź. Twierdzi, że umowa sprzedaży jest ważna, a pan Julian chciał sprzedać ciągnik. We wrześniu tego roku odbędzie się trzecia sprawa w sądzie. Starsze małżeństwo ma nadzieję, że odzyska albo pieniądze, albo ciągnik, bo bez maszyn rolniczych ich gospodarstwo popada w ruinę.

- Rodzice są bardzo pokrzywdzeni, mają ręce powykrzywiane od roboty, pół wieku na to robili, żeby kupić ciągnik, maszyny, a ktoś przychodzi i zabiera im – mówi Józef Rębisz, syn pana Juliana i pani Zofii.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl