Seryjni mordercy z Gliwic?

Roman C. i Tobiasz W. dokonali jednej z najbardziej okrutnych zbrodni w historii Polski. 10 lat temu napadli w Gliwicach na małżeństwo S. Na oczach męża podcięli gardło żonie, mężczyznę zakatowali kluczem od kół. Napastnicy usłyszeli wyroki dożywocia. Kilka dni temu okazało się, że mogą mieć związek z zabójstwem innego małżeństwa. Para była przetrzymywana w bunkrze. Podano jej środki psychotropowe i zakopano - najprawdopodobniej żywcem.

Gliwice, dzielnica Łabędy. To tam 10 lat temu zaatakowali 23-letni wówczas Tobiasz W. i jego dwa lata starszy przyjaciel, Roman C. - młodzi ludzie z tzw. dobrych domów.

- Tobiasz to były takie „ciepłe kluchy”. Inteligencją nie grzeszył. Tamten miał wpływ na niego, bo był starszy – mówi sąsiad Tobiasza W.      

- Ćpał, pił. Buciory miał, jak skin, te moro, ta czupryna stojąca, czerwona, tak chodził - opowiada sąsiadka Romana C.

Jest wieczór, 13 lutego 2004 roku. Około godziny 19 Roman C. i Tobiasz W. podjeżdżają pod dom młodego małżeństwa – Małgorzaty i Pawła S. Mają zamiar jedynie ich napaść i obrabować. Sprawy, szybko jednak wymykają się spod kontroli.

- Małżeństwo zostało wytypowane, bo dom ładnie wyglądał, były plastikowe okna i stał samochód – mówi oficer operacyjny Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

- Małgorzata S. leżała skrępowana, a oni swobodnie przeszukiwali wszystkie pomieszczenia. W tym czasie do domu wrócił mąż – opowiada Marcin Pietraszewski, dziennikarz Gazety Wyborczej.

- Użyto gazu wobec pana Pawła S. Natomiast dalsze zdarzenia są absolutnie niewytłumaczalne –dodaje Agata Dybek-Zdyń z Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Bandyci zabierają związane małżeństwo do samochodu. Jadą z nimi aż w okolice Wrocławia. Potem przemieszczają się w kierunku Kielc. W końcu skręcają do lasu. Dla Małgorzaty i Pawła zaczyna się piekło.

Fragment zeznań Tobiasza W.:

„Wzięliśmy kobietę i zaprowadziliśmy w znajdujący się w pobliżu lasek. C. wyjął z kieszeni sznurek, zarzucił jej od tyłu na szyję i usiłował ją udusić. W pewnym momencie kazał mi to robić, bo jego już bolały ręce. Podszedł do tej kobiety i wcześniej zabranym z samochodu nożem przeciął jej tętnice z obu stron szyi.”

Fragment zeznań Romana C.:

„Jak zobaczył żonę, to zaczął płakać. Położył się obok niej. Tobiasz zaczął dusić tego mężczyznę, a ja go trzymałem w pół ciała, za tułów. W pewnym momencie Tobiasz przyniósł klucz do kół. Podbiegł do nas i zaczął tym kluczem bić tego faceta po głowie.”
    
Bandyci wpadli kilka dni po morderstwie. Spowodowali wypadek, jadąc skradzionym zamordowanemu małżeństwu samochodem. W ich domach policja znalazła zrabowane przedmioty. Mężczyźni przyznali się do winy. Wyrok mógł być tylko jeden. Dożywocie. O wyjście na wolność Roman C. i Tobiasz W. będą mogli się ubiegać za 20 lat.
   
Kilka tygodni temu Roman C. i Tobiasz W. znów znaleźli się w zainteresowaniu policji. Okazało się, że mogą mieć związek z zaginięciem kolejnego małżeństwa – Zbigniewa oraz Doroty S. Trzy lata przed morderstwem na Łabędach, w dziwnych okolicznościach, zniknęli ze swojego mieszkania w Gliwicach. Śledztwo stało w miejscu przez 14 lat.

- W domu pies zabity leżał. W wannie już się rozkładał. Później znaleźli auto z łopatą w środku – mówi sąsiadka Zbigniewa i Doroty S.

- Miał wybitą szybę, w środku były bardzo dziwne przedmioty: kominiarki, nogi z taboretu powyrywane, sznurki i taśmy, którymi można krępować ręce i nogi. Kilka miesięcy temu specjalistom udało się wygenerować z kominiarki kod DNA – dodaje Marcin Pietraszewski, dziennikarz Gazety Wyborczej.

Okazało się, że znaleziony w samochodzie kod DNA należy do drobnego gliwickiego przestępcy. Po trwającym kilka dni przesłuchaniu, opowiedział o tym, co stało się w mieszkaniu Zbigniewa i Doroty S. Był tam razem z Romanem C. i Tobiaszem W. Kiedy otworzyły się drzwi, wszystko potoczyło się błyskawicznie.

- Wywieźli ich do bunkra w pobliżu Gliwic. Tam ich poili napojami, w których były leki psychotropowe, żeby ich otępić. Nie było śladów, że ktoś ich dźgnął nożem, strzelał do nich, wszystko wskazuje na to, że zostali zakopani żywcem – mówi Marcin Pietraszewski, dziennikarz Gazety Wyborczej.

Kilka dni temu jeden z bandytów wskazał śledczym miejsce ukrycia ciał. Były zakopane w lesie nad jeziorem – kilkanaście kilometrów od Gliwic. Zachowały się tylko szkielety. Wciąż, widać było na nich ślady więzów. Takich mrocznych tajemnic Roman C. i Tobiasz W. mogą mieć jednak znacznie więcej.

- Z tego, co wiem, to policja i prokuratura badają jeszcze sprawy dwóch zabójstw, które prawdopodobnie przypiszą tym zabójcom – zdradza Marcin Pietraszewski, dziennikarz Gazety Wyborczej.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl