Policjant się bił – zarzuty usłyszał rozjemca

Bartosz Sójka próbował rozdzielić dwóch bijących się pod sklepem mężczyzn. Nie wiedział, że jednym z nich jest policjant po służbie. W ramach podziękowań 18-latek został potraktowany gazem i usłyszał zarzut napaści na funkcjonariusza. Na filmie z monitoringu agresji Bartosza nie widać. Policja wie jednak swoje.

- Tak nie powinien się zachować policjant. Byliśmy w szoku, że nie dość, że on się źle zachował, to nasz syn poniósł konsekwencje jego głupiego zachowania – mówi Ewa Sójka, matka Bartosza.

- Nikogo nie zaatakowałem. I to najbardziej boli, bo mam nawet w dopisku, że strasznie ich zdziwiła obojętność przechodniów, a gdy ja okazałem się nieobojętny, to oni mi stawiają zarzuty – mówi 18-letni Bartosz.

14 lipca bieżącego roku w Brzozowicy Dużej koło Radzynia Podlaskiego doszło do bójki pod jednym ze sklepów spożywczych. Jej świadkiem był 18-letni Bartosz Sójka. Okazało się, że jednym z uczestników bójki był stryjeczny brat Bartosza - Grzegorz Sójka. Bartosz nie pozostał obojętny, postanowił rozdzielić mężczyzn.

- Przyjechałem pod sklep z kolegą na zakupy. Kierowca rozmawiał z panem K. W pewnym momencie pan K. powiedział do nas „frajerzy”. Oburzyłem się, wysiadłem z tego samochodu, ubliżyłem panu K. i naplułem mu w twarz. Wtedy zaczęła się bójka – opowiada jej uczestnik Grzegorz Sójka.

- Zdążyłem jednego, drugiego odciągnąć, Grzesiek w tym czasie odskoczył, a ten drugi mężczyzna złapał mnie w pół i zaczął atakować. Później podszedł do mnie trzeci mężczyzna, dużo większy ode mnie, uderzył mnie, odepchnął i krzyczał, że to jest „jeden na jednego”, żebym się nie wtrącał – opowiada 18-letni Bartosz.

- Na nagraniu widać, że syn nie próbował żadnego ciosu wyprowadzić czy uderzyć. Widać ewidentnie, że chciał ich rozdzielić – mówi Leszek Sójka, ojciec Bartosza.

18-latek twierdzi, że nie wiedział, że jednym z uczestników bójki jest policjant. „Nic nie krzyczał, ani nie miał blachy. Gdy Grzesiek leżał, on uderzył go piętą w głowę, to nie jest obezwładnianie” – mówi Bartosz.

W radiowozie zarówno pana Grzegorza, jak i Bartosza kilkukrotnie potraktowano gazem. Po 48 godzinach obu mężczyznom postawiono zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji.

- Dostaliśmy gazem, ja schowałem twarz w kurtkę. Grześkowi zaraz ją podałem, żeby się wytarł. Wtedy z drugiej strony otworzyły się drzwi. Odchylili mi głowę i psiknęli prosto w oczy, żebym nie mógł się zasłonić – twierdzi Bartosz. 

- Dzięki Bogu, że był ten monitoring pod sklepem. Rano, gdy to obejrzeliśmy, zbulwersowani zajechaliśmy pod komendę. Powiedzieliśmy, ze zaszło nieporozumienie – mówi Ewa Sójka, matka Bartosza.

- Bartoszowi S. został przedstawiony zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. Został on przesłuchany w charakterze podejrzanego. Po zakończeniu wszystkich czynności będziemy mogli podjąć decyzję o skierowaniu aktu oskarżenia czy też o umorzeniu sprawy – informuje Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

- Jak nasz syn mógł ponosić konsekwencje zachowania się zdesperowanego policjanta? Nie wytrzymuje jakiejś presji, uderza małolata w twarz, prawie godzinę tarza się z nim po ziemi, a mój syn ponosi tego konsekwencje – komentuje Ewa Sójka, matka Bartosza.*

* skrót materiału

Reporter: Dominika Grabowska

dgrabowska@polsat.com.pl