Wojna wnuków o spadek

Pan Robert do ostatnich chwil opiekował się swoją babcią. Twierdzi, że karmił, mył i zmieniał jej pampersy. Pewnie dlatego pani Zofia zapisała mu w testamencie cały majątek, w tym atrakcyjną działkę. Choć resztę wnuków wydziedziczyła, po jej śmierci rozpoczęły one bój o spadek. Twierdzą, że pan Robert znęcał się nad babcią, zastraszał ją, a nawet przyczynił się do jej śmierci. Innego zdania jest sąsiadka pani Zofii.

Zofia Kuchta miała 79 lat. Całe życie mieszkała w Bukowinie Tatrzańskiej. Po tragicznej śmierci syna, kobieta wychowywała swojego wnuka Roberta. To on zajął się babcią, kiedy ta wymagała już opieki.

- Wszystko musiałem robić: śniadania, obiady, kolacje, w piecu napalić, myć, pampersy zmieniać. Babcia nie mogła się samodzielnie poruszać, przytrzymywała się różnych przedmiotów. Stąd częste upadki, wybicie barku i tak dalej – opowiada pan Robert. 

Mimo że starsza pani miała sześcioro wnucząt, jak twierdzi pan Robert, nie było innych chętnych, żeby zająć się babcią. Pozostale wnuki pojawiały się w domu pani Zofii sporadycznie.

- Nikt sie nią nie zajmował, rodzina przyjeżdżała tylko po pieniądze z dzierżawy z wyciągu – twierdzi pan Robert.

- Drzwi były zamknięte, bo twierdził, że zamyka babcię przed Cyganami. Nie mogła telewizora włączyć, wody ugotować, wszystko było wyłączone. Zaniepokoiło mnie, że miała palec wygięty, źle zrośnięty. Była cała obolała. Ona była tak zastraszona, że bała się cokolwiek powiedzieć – uważa pani Justyna, wnuczka pani Zofii.

Pani Justyna twierdzi, że cała rodzina bała się pana Roberta, bo jest kryminalistą i ma na koncie kilka wyroków. - Zostałem skazany m.in. za napaść na funkcjonariusza policji – przyznaje pan Robert.

Reporter: Skoro wiedzieliście, że on jest tak złym człowiekiem, to dlaczego zostawiliście  z nim starszą osobę, wymagającą tak trudnej opieki?
Pani Justyna, wnuczka pani Zofii: Opieka społeczna pozwalała na to, wystawiała mu dobrą opinię. Ja, w takim wieku, nie miałam możliwości zaingerowania w to, a tam się źle działo od x lat.

Innego zdania jest sąsiadka pani Zoffi: „On  jej tylko został i on się nia zajmowął. Cieszyła się, że z nią siedzi, że nie oddaje jej do domu starców, że może umrzeć w chałupie. Nigdy na niego złego słowa nie powiedziała.“

Zofia Kuchta była właścicielką domu i dużej działki w Bukowinie Tatrzańskiej, którą dzierżawiła pod wyciąg. W 2007 roku sporządziła testament, w którym zapisala wszystko wnukowi.

- Wydziedziczyła pozostałych członków rodziny, bo nigdy nie pomagali jej w chorobie, w trudnym czasie, jakim jest starość – mówi wnuk Robert.

W 2011 roku pani Zofia zmarła. Pan Robert powiadomił pogotowie, a lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych.
Ale rodzina ze Śląska w naturalną śmierć babci nie uwierzyła. Przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała liczne obrażenia.

- Rodzina ze Śląska, która została wydziedziczona, pojechała w nocy na policję i zgłosiła, że moglem babci pomóc „zejść“. Zrobiono sekcję zwłok, zjawiła się policja i zostałem arestowany na 9 miesięcy – wspomina pan Robert.

- Sąd skazał Roberta K. za umyślne spowodowanie średnich obrażeń ciała i pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Nie przyjął, aby oskarżony znęcał się nad pokrzywdzoną. Wymierzył mu karę 6 lat pozbawienia wolności – informuje Bogdan Kijak z Sądu Okręgowego w Nowym Sączu.

- Babcia pana Roberta zażywała lekarstwo o nazwie Polocard.  Już sama ulotka stwierdza, że po zażyciu, mogą wystąpić siniaki. Nie zostało to jednak wyjaśnione  - mówi Iwona Kornaś-Pierzak, obrońca pana Roberta.

- Sina była często, nawet jak on siedział w więzieniu. Trudno kogoś oskarżać, że zamordował, dlatego że ma jakąś przeszłość – broni pana Roberta, sąsiadka pani Zofii.

Proces wnuczka zacznie się od nowa, bo Sąd Najwyższy uwzględnił jego kasację. Jednocześnie cały czas toczą sie sprawy o spadek po zmarłej Zofii Kuchcie. Pozostałe wnuki domagają swojej części majątku.

- Gdzie były wnuki, kiedy ona była w pampersach i trzeba było je zmieniać ? Dlaczego nie przyjechały? Teraz się martwią o babcię? - pyta sąsiadka pani Zofii.

- Do czego mam się przyznać? Że cztery lata komuś tyłek wycierałem, po leki jeździłem? Że się zajmowałem? Nigdy się nie przyznam, babcia mnie wychowala i ja tego tak nie zostawię – podsumowuje pan Robert. *

* skrót materiału

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl