Napadli na dom 90-latki. Ukradli 25 000 zł

Mrożący krewy w żyłach napad na 90-latkę i jej syna. Trzech napastników wdarło się do domu Ireny i Jana Sambołowskich. Uśpili starszą kobietę, a mężczyznę skrępowali i bili aż wskazał, gdzie ukrył 25 000 zł. Skąd wiedzieli, że w niepozornym domu ukryta jest taka suma pieniędzy?

- Krzyczeli: przyznaj się, gdzie masz pieniądze, bo jak cię trzasnę, to ci morda odleci. Jak syn zobaczył łom, to się przyznał i wzięli te pieniądze – rozpacza Irena Samborowska. Dom 90-letniej kobiety i jej 60-letniego syna Jana znajduje się we wsi Żarki koło Chrzanowa. 16 września, około trzeciej nad ranem napastnicy zdjęli z zawiasów bramę i weszli na teren gospodarstwa.

- Byłem związany i bity. Napadli mnie na „śpiączku”, grozili, że zabiją – opowiada Jan Samborowski, katowany 60-latek.

- Sprawcy otruli psa, włamali się do domu. Również nie byli litościwi dla jego 90-letniej matki. Kobietę uśpiono – informuje  Mariusz Ciarka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Trzej sprawcy zaczęli plądrować mieszkanie. Nie byli w stanie nic znaleźć, dlatego zaczęli bić i kopać związanego pana Jana. Katowany mężczyzna przyznał się, gdzie w domu trzymane są oszczędności życia.

- To było 25 000 zł, które tatuś, świętej pamięci, mi zostawił. My to zbieraliśmy ze 20 lat – mówi pan Jan.

- Cieszyłam się, że jak umrę, to syn będzie miał na życie, opłaty - dodaje pani Irena.

Sprawcy uciekli, a skatowanego mężczyznę zostawili związanego w jednym z pokoi. Uwolniła go dopiero matka, która kilka godzin później odzyskała przytomność.

- Obudziłam się o 9. Okno otwarte, pełno papierów na podłodze. Poleciałam do syna, a ta sierota moja spłakana, popuchnięta. Związane miał ręce i nogi – wspomina pani Irena.

- Sprawcą tego brutalnego napadu prawdopodobnie był ktoś znajomy, który wiedział, że rodzina trzyma w domu oszczędności życia – mówi Magdalena Balicka, dziennikarka Gazety Krakowskiej.

Zdaniem śledczych napastnicy nie mieli żadnych skrupułów. Gdyby po uśpieniu 90-letnia kobieta się nie obudziła, wówczas jej związany syn nie miałby szans na przeżycie.

- Zostały ujawnione ślady w ilości 11 sztuk. Są to ślady daktyloskopijne, ślady biologiczne jak i odcisk obuwia – informuje Elżbieta Jopek, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chrzanowie.

Napadnięta rodzina została bez środków do życia. Co prawda pomaga im zarówno ośrodek pomocy społecznej, jak i miejscowy sołtys, jednak staruszkowie opiekują się także swoimi zwierzętami.

- To bardzo spokojni, skromni ludzie. Ostatnia tragedia odebrała im nadzieję. Potrzebna jest pomoc w gospodarstwie domowym. Poprawić zabudowania, wymienić dach – mówi Stanisław Garlacz, sołtys wsi Żarki.

- Ja się boję spać, bo myślę, że wrócą i mnie uduszą – przyznaje pani Irena.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl