Do wojska z… Zespołem Downa

Urzędnicy z Poznania od 5 lat regularnie wzywają na komisję wojskową 24-latka z Zespołem Downa. Igor Łybacki jest ubezwłasnowolniony i ma bezterminowe orzeczenie o niepełnosprawności. Przez bałagan w ratuszu na komisję musi jednak stawiać się. Gdy raz tego nie zrobił, przyjechała po niego policja.

24-letni Igor Łybacki z Poznania choruje na Zespół Downa. Mimo to od pięciu lat jest regularnie wzywany przez magistrat poznański na komisję wojskową. Matka chłopca twierdzi, że pierwszy raz stawiła się z synem w 2011 roku. Wówczas przedstawiła bezterminowe zaświadczenie o niepełnosprawności syna w stopniu znacznym.

- Pojechaliśmy na komisję i przedstawiliśmy dokumenty, czyli dowód osobisty i orzeczenie o stopniu niepełnosprawności. Zabrakło nam jednego dokumentu – opowiada Ewa Łybacka, matka pana Igora.

- Matka przedstawiła orzeczenie o niepełnosprawności, ale brakowało świstka, że chłopak ma Zespół Downa, co może przecież stwierdzić lekarz z komisji gołym okiem – dodaje Joanna Labuda, dziennikarka Głosu Wielkopolskiego.

Matka Igora twierdzi, że wysłała brakujące zaświadczenie pocztą. Urzędnicy informują, że nie mogą potwierdzić słów matki, ale też nie negują tych faktów. Natomiast wojsko odcina się zupełnie od urzędniczego chaosu.

- Teoretycznie błąd może zdarzyć się w każdej instytucji – mówi  Anna Surma, rzecznik Urzędu Miasta Poznania.

- Przed Powiatową Komisję Lekarską wzywa w tym przypadku Prezydent Miasta Poznania. W ramach Powiatowej Komisji Lekarskiej uczestniczy przewodniczący, który nie jest żołnierzem, sekretarz, który nie jest żołnierzem i lekarz, który z wojskiem nie musi mieć nic wspólnego - tłumaczy Ryszard Grześkowiak Wojskowy  Komendant Uzupełnień w Poznaniu.

Kiedy w 2012 roku Igor otrzymał ponowne, drugie już wezwanie, matka zbagatelizowała je uznając, że to pomyłka.  Natomiast w 2013 roku, kiedy pojawiło się kolejne, jej syn przechodził rehabilitację. Nie mógł więc stanąć przed komisją. Do drzwi mieszkania zapukała policja.

- Dostał małą burę, że oni muszą przyjeżdżać po niego. Pozwoliłam sobie oświetlić pokój. Wtedy zorientowali się, że chłopak jest upośledzony. Zapytałam się panów czy wojsko utworzyło jakąś jednostkę specjalną dla takich dzieci – wspomina Ewa Łybacka, matka Igora.

- Policjanci otrzymali decyzję o przymusowym doprowadzeniu pana Igora na komisję poborową. Kiedy zobaczyli w jakim jest stanie, odstąpili od wykonania nakazu i stosowną notatkę przekazali do urzędu miasta – informuje Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Mimo że policjanci poinformowali oficjalnie urzędników o stanie zdrowia Igora, ci nie odpuścili i w 2014 roku wysłali kolejne wezwanie. Ale niepełnosprawny 24-latek przebywał wówczas w szpitalu, na co matka ma dokumenty. Wezwano więc ją na przesłuchanie do urzędu miasta.

- Kierownik, który nas przesłuchiwał, powiedział, że sprawa może otrzeć się o prokuraturę za lekceważenie, niestawiennictwo na komisję – opowiada Ewa Łybacka.

Matka Igora 2 lata temu ponownie dostarczyła miejskim urzędnikom wszystkie dokumenty o stanie zdrowia syna. Jednak zamiast do akt komisji, trafiły do archiwum. Urzędnicy twierdzą, że matka powinna je złożyć bezpośrednio w Powiatowej Komisji Lekarskiej. Jednak to właśnie Urząd Miasta Poznań odpowiada za organizację prac tej komisji. I miesiąc temu ponownie wezwał  Igora na komisję wojskową.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl