Żyją na krawędzi. Domy nad urwiskiem

Anna Burnagiel z Kąclowej koło Nowego Sącza od dwóch lat boi się, że jej dom stoczy się do przepływającej obok rzeki. Po tym, jak podczas powodzi woda zerwała brzeg, kobieta oraz jej sąsiedzi żyją nad samym urwiskiem. Każdy deszcz budzi w nich niepokój. Powódź była w maju 2014 r. Od tego czasu brzeg nie został uregulowany. Cześć urzędników twierdzi, że taniej będzie przenieść mieszkańców w inne miejsce.

- Jest makabra z tym brzegiem. Niech przyjdzie jeszcze jedna taka powódź, to nasze domu już pójdą… W zeszłym roku był wójt i sołtys. Mówili, że to jest sprawa oddana do Krakowa, ale do tej pory nie ma nic - mówi Anna Burnagiel, która mieszka nad rzeką Biała.

- To tykająca bomba. Nie wiemy, co się stanie w tym roku – dodaje Barbara Cholewa, mieszkanka Kąclowej.

Nad urwiskiem stoi też przedszkole i tartak. Mieszkańcy boją się o życie. Urząd gminy obiecał pomoc, tak samo jak Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie (RZGW). Od dwóch lat jednak żadne prace przy tej części rzeki nie zostały wykonane.

- Oni w razie czego mieszkań nie mają, to gdzie pójdziemy? Pod most? – pyta Anna Burnagiel.

- Niebezpieczeństwa, które roztoczyły media, są mocno przesadzone. Według najlepszej wiedzy inżynierskiej sytuacja nie jest tak groźna. Projekty mamy przygotowane. Trwa proces decyzyjny w trzech instytucjach. Dopóki nie będziemy mieli pewności, że inwestycja będzie sfinansowana, nie możemy wydawać publicznych pieniędzy – mówi Konrad Myślik, rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.

- Na dzień dzisiejszy w urzędzie prowadzone jest postępowanie zmierzające do wydania decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia polegającego na zabezpieczeniu brzegu – dodaje Marian Rolka, inspektor ds. ochrony środowiska Urzędu Gminy Grybów.

Urząd gminy wysyła pisma do administratora rzeki od kilku lat. RZGW w Krakowie zapewnia, że prace rozpoczną się niebawem, ale najpierw muszą znaleźć się pieniądze. Mieszkańcy twierdzą, że urzędnicy nie zrobią nic, póki nie wydarzy się tragedia.

- Przygotowujemy się do inwestycji, będzie ona nietania, bo wyniesie około  4mln 220 tys. zł. Dobrze by było, żeby państwo polskie zastanowiło się, czy nie taniej byłoby przenieść takie obiekty w inne miejsce – mówi Konrad Myślik, rzecznik RZGW w Krakowie.

- Jeżeli jest dokumentacja, to na co oni jeszcze czekają. Chyba że na tragedię – podsumowuje Barbara Cholewa.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl