Bratobójcza wojna o wodę

Anatol Gągała od ponad roku żyje bez wody, bo sąsiad i jednocześnie brat zamknął zasuwę od wodociągu. Nikt nie jest w stanie pomóc niepełnosprawnemu mężczyźnie. Brata nie zdyscyplinowała sądowa grzywna. W mediacje zaangażowali się przedstawiciele wodociągów, policja, a po naszej interwencji także prezydent Gdańska. Mężczyzna otwarcie przyznaje, że odciął pana Anatola w akcie zemsty. Jakie ma powody?

Anatol Gągała ma 59 lat. Jest po kilku operacjach kręgosłupa, porusza się o kulach. Od urodzenia mieszka przy ulicy Przegalińskiej w Gdańsku. Od ponad roku żyje wraz z żoną bez wody.

- Przedtem sobie radziłem przywożąc sobie sam wodę, teraz to mi siostra przywiezie, to jej mąż, to siostrzeniec, albo moja żona – mówi mężczyzna.

Zajmowany przez pana Anatola dom to spadek po ojcu. Cała działka należy do mężczyzny, jego dwóch sióstr i brata Adama. Zniesienie współwłasności trwa już 7 lat.
Zasuwę od wody zamknął panu Anatolowi mieszkający obok brat.

- Saur Neptun Gdańsk (firma zajmująca się miejskimi wodociągami – red.) przyjechał i zadzwonił po policję. Funkcjonariusze podeszli do furtki, ale Adam ich nie wpuścił – wspomina Anatol Gągała.

- Byliśmy tam 6 razy. Za każdym razem nie zostaliśmy wpuszczeni na teren nieruchomości – mówi Magdalena Rusakiewicz z firmy Saur Neptun Gdańsk.

Obsługujące wodociągi przedsiębiorstwo zwróciło się do prezydenta miasta o pozwolenie na przymusowe wejście na działkę. Prezydent może wydać taką zgodę, ale w tym przypadku odmówił. Powód? Pozwalający na wejście przepis nie przewidział złośliwego zamknięcia zasuwy.

- Nie ma pojęcia „otwarcia zasuwy” w ustawie o gospodarce nieruchomościami. Jest tylko mowa o konserwacji, remoncie lub usunięciu awarii. Gdybyśmy wydali decyzję zobowiązującą właściciela do udostępnienia taj nieruchomości, zaskarżyłby ją i miałby rację – tłumaczy Tomasz Gałązka z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

W ubiegły czwartek, chwilę przed naszą wizytą, odbyła się nieoczekiwana, pierwsza po ponad roku, wizja lokalna urzędu miasta i wodociągów. Skutek? Do zasuwy dalej nikt się nie dostał.

- Czy państwo nie widzą tabliczki, że jest zakaz wstępu, teren prywatny? Jestem we władaniu tej działki i wszystko się tu znajdujące jest moją własnością, dlatego proszę opuścić działkę – mówił wówczas Adam Gągało, brat pana Anatola.

Udało nam się porozmawiać z mężczyzną:

Reporter: To jest zemsta?
Adam Gągało: Zemsta za podział, bo ja się nie zgodziłem, tak naprawdę zostałem okradziony z działki, zostałem okradziony z majątku.
Reporter: Wolno tak robić?
Adam Gągało: Myślę, że nawet trzeba. Inaczej ludzi nie nauczymy współżycia sąsiedzkiego.

- On twierdzi, że to wszystko jest jego. W sądzie powiedział, że on to kupił razem z ojcem i posiada na to dokumenty, ale jak ojciec zginął, on miał tylko 3 miesiące, więc jak mógł to kupić? Nie pomogło nawet to, że brat został ukarany grzywną w wysokości 800 zł plus koszta sądowe za utrudnianie życia – mówi Anatol Gągała.

Pan Adam twierdzi, że to on jest ofiarą rodzeństwa, bo oni pierwsi odcięli mu trzy lata temu wodę, z której korzystał. Rodzeństwo ma jednak na ten temat nieco inne zdanie.

- Jakieś 3 lata temu pękła mi rura łącząca budynek mieszkalny ze studnią wodomierzową, podczas wymiany tej rury odkryłem lewe przyłącze, z którego korzystał Adam – mówi pan Anatol.

- Otrzymaliśmy zgłoszenie, że sąsiad, czyli brat nielegalnie podłączył się do jego zasilania, co faktycznie stwierdziliśmy. Zdemontowaliśmy nielegalnie założony wodomierz – potwierdza Magdalena Rusakiewicz z firmy Saur Neptun Gdańsk.

- Wydaje mi się, że istnieje tylko droga polubownego załatwienia tej sprawy pomiędzy zwaśnionymi stronami – podsumowuje Tomasz Gałązka z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.*

* skrót materiału

PS Po naszej interwencji sprawą zainteresował się osobiście prezydent Gdańska. Zaprosił zwaśnione strony na spotkanie mediacyjne do urzędu na 2.06. Postawił sobie za punkt honoru pogodzenie rodzeństwa.

Reporter: Irmina Brachacz-Przesmycka

ibrachacz@polsat.com.pl