Zabrali ziemię i obiecali pieniądze. Liczą je od 2,5 roku…

Urzędnicy zabrali starszemu, schorowanemu mężczyźnie ponad trzy ary ziemi pod budowę drogi i nie zapłacili! Ryszard Sowa z Darłowa na obiecane ponad 45 tys. zł czeka już 2,5 roku. I poczeka jeszcze długo, bo przez niekompetencję urzędników ziemię trzeba będzie wycenić jeszcze raz. – To kpina. Chyba liczą, że umrzemy – komentuje pan Ryszard.

71-letni Ryszard Sowa z Darłowa jest emerytowanym marynarzem. Mężczyzna ma problemy z poruszaniem się. Na dodatek od stycznia 2014 roku nie może się doprosić pieniędzy za zabraną ziemię pod przebudowę drogi. Wówczas to pisemnie poinformowano go, że ponad trzy ary z jego ojcowizny zostaną odebrane.

Pan Ryszard razem z żoną zgodził się na oddanie ziemi. Tym bardziej, że małżeństwo otrzymało decyzję od wojewody zachodniopomorskiego o wypłacie odszkodowania za zabrany fragment parceli, i to na podstawie operatu szacunkowego i opinii rzeczoznawcy powołanego przez urzędników ze Szczecina.

- Kwota wyceny łącznie ze zniszczonym drzewostanem to w sumie 45334 zł. Napisali, że po uprawomocnieniu się tej decyzji, muszą to wypłacić w ciągu 2 tygodni. Pieniędzy nie dostałem – mówi Ryszard Sowa.

- Nie można ufać urzędnikom, wykorzystano nas, oszukano. Nie wiadomo, ile to będzie się ciągnęło. Są niesolidni, nie dotrzymują słowa, wycofują się – punktuje Wanda Sowa, żona pana Ryszarda.

Ponad 2 lata temu działka państwa Sowów przeszła na własność Zachodniopomorskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Koszalinie, który odpowiada za budowę drogi. Wówczas jego urzędnicy zamiast wypłacić odszkodowanie za zabraną parcelę, oprotestowali wycenę rzeczoznawcy z urzędu wojewódzkiego. I pieniędzy nie wypłacili.

- Nie zgodziliśmy się z wyceną od wojewody, bo zawierała ewidentne błędy. Działka, która w miejscowym planie była przeznaczona pod działkę drogową, niestety została wyceniona jak działka budowlana - tłumaczy Michał Żuber, dyrektor Zachodniopomorskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Koszalinie.

- Pan Ryszard padł ofiarą machiny urzędniczej, która jest bezlitosna. Nikt nie patrzy z punktu widzenia tego pana, wszyscy patrzą przez pryzmat paragrafów, to trwa – ocenia Rafał Nagórski, dziennikarz „Głosu Koszalińskiego”.

- Sprawa z naszej strony jest dość prosta. Wojewoda w styczniu 2014 roku wydał decyzję, która przyznaje odszkodowanie temu panu . Od tej decyzji odwołał się zarząd dróg. My musieliśmy wszystkie dokumenty przesłać organowi nadrzędnemu, Ministerstwu Infrastruktury i Budownictwa – mówi Agnieszka Muchla z Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie.

Od czasu zabrania parceli pod przebudowę drogi mija już 2,5 roku. Zarówno urzędnicy z Urzędu Wojewódzkiego, jak i Zachodniopomorskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, który podlega marszałkowi województwa, uważają, że to oni mają rację.

Problem miało rozparzyć Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, ale sprawa przeleżała tam półtora roku. Dopiero kilka dni temu podjęto decyzję, że trafi ona do… ponownego rozpatrzenia. Dlaczego? Bo operat szacunkowy sporządzony przez rzeczoznawcę w 2014 roku stracił ważność. Był ważny tylko rok. Sprawa zaczyna się więc od początku.

- Gdyby sytuacja była odwrotna, gdyby to pan Ryszard był winny pieniądze państwu, to dawno miałby u siebie komornika i kłopoty – zauważa Rafał Nagórski, dziennikarz „Głosu Koszalińskiego”.

- To może trwać i 5, i 10 lat. To kpina, dziecinada.  Przedłużają to postepowanie i chyba liczą, że umrzemy – komentuje Ryszard Sowa.

- Oni mają swoje wysokie pensje, ich nie interesuje nasza sytuacja. Nam pieniądze są potrzebne, mąż choruje, potrzeba na rehabilitację i leczenie – dodaje Wanda Sowa.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl