Odzyskiwała siły w szpitalu. Wszystko zmieniło się jednej nocy

Rodzina chce poznać przyczynę śmierci 43-letniej Agnieszki Wróbel. Kobieta odzyskiwała siły po tym, jak dostała zapaści i w stanie krytycznym trafiła na oddział intensywnej terapii szpitala w Koninie. Wszystko zmierzało do szczęśliwego zakończenia, gdy jednej nocy w nieustalony jeszcze sposób doszło do wyrwania cewnika z szyi pani Agnieszki. Rodzina chce wiedzieć, dlaczego natychmiast tego nie zauważono, oraz jak długo kobieta czekała na ratunek.

- Ona była dla mnie wielkim wsparciem, wszystko, co robiłam, robiłam, żeby była ze mnie dumna – mówi Joanna Wróbel, córka zmarłej pani Agnieszki.

Grąblin to niewielka miejscowość niedaleko Konina. Mieszka tam Piotr Wróbel ze swoją rodziną. We wrześniu zeszłego roku jego żona trafiła do szpitala z objawami zatrucia pokarmowego. Nikt nie przypuszczał, że półtora miesiąca później dojdzie do tragedii.

- Przez dwa tygodnie mama miała biegunkę, nie chciała nic jeść, była osłabiona. Poszła do lekarza i dostała skierowanie do szpitala – opowiada Joanna Wróbel, córka zmarłej pani Agnieszki.

19 września kobieta trafiła do szpitala w Koninie na oddział zakaźny. Po kilku dniach wróciła do domu, jak twierdzi rodzina, w złym stanie.

- Po kilku dniach pobytu w szpitalu dostała dużych obrzęków całego ciała, była opuchnięta, ale mimo to została wypisana – mówi Joanna Wróbel.

- Z góry niosłem ją rano, płakała. Te obrzęki tak ją bolały, że nie mogła sama do łazienki dojść - opowiada o żonie Piotr Wróbel.

- Nigdy nie widziałam jej w takim stanie, żeby tak krzyczała, tak cierpiała, ona cały czas płakała – wspomina Joanna Wróbel.

Stan 43-letniej kobiety nie poprawiał się. Pan Piotr znów zawiózł żonę do szpitala, tym razem na oddział wewnętrzny. Po kilku dniach pani Agnieszka dostała zapaści, przewieziono ją na oddział intensywnej terapii.

- Na intensywnej terapii lekarz powiedział, że przywieźli mu nieboszczyka, że za nią aparatura oddycha, że daje jej dwie godziny życia. Uklęknąłem przed nim. Powiedział, że będzie robił, co w jego mocy – opowiada Pan Piotr.

- Odratowali ją, była w lepszym stanie, nerki, wątroba, wszystko wracało… Wiedzieliśmy, że będzie bardzo dobrze, bo mama była bardzo silną kobietą – dodaje pani Joanna.

Żona pana Piotra czuła się coraz lepiej. Rodzina była przekonana, że 43-latka niebawem wróci do domu. Stało się jednak inaczej. W nocy doszło do wyrwania cewnika z z szyi pani Agnieszki. Mąż i rodzina kolejny raz musieli żegnać się z panią Agnieszką.

- Lekarz kazał mi usiąść i powiedział, że doszło do wyrwania cewnika. Zatrzymało się serce, przywrócili akcję, ale są komplikacje – relacjonuje pan Piotr.  I dodaje: Nie wiem, gdzie były pielęgniarki, tłumaczą się, że u pacjentów, ale lekarz nie może potwierdzić, co wtedy robiły. Nawet nie wiemy, jak długo była reanimowana żona, bo w kartę wpisano 3-5 min. Była podłączona do sprzętu monitorującego każdy oddech i nagle zginął ten zapis.

- Mamy informacje jak wyglądało to zdarzenie, było ono przedmiotem kontroli i całość dokumentacji i wniosków dotyczące tej sprawy przekazaliśmy prokuraturze – informuje Mieczysław Piotr Czerwiński- Mazur, z-ca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie.

43-letnia kobieta zmarła 15 października 2015 roku. Do dziś jej rodzina nie może się z tym pogodzić. Pan Piotr zgłosił sprawę do prokuratury i Rzecznika Praw Pacjenta. Szpital twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

- Zostało wszczęte śledztwo w sprawie bezpośredniego narażenia życia i zdrowia podczas pobytu w szpitalu w wyniku czego doszło do zgonu – mówi Marek Kasprzak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koninie.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl