Bój o kamienicę. Tajemniczy spadkobierca, tajemnicze braki w księdze wieczystej

Głośny temat reprywatyzacji warszawskich kamienic dotknął m.in. lokatorów mieszkających przy ul. Zgoda 4 w samym centrum miasta. W 2002 roku w Anglii pojawiła się rzekoma wnuczka dawnych właścicieli budynku. Lokatorzy mają poważne wątpliwości, czy to nie jedynie zbieżność nazwisk. Tym bardziej, że z księgi wieczystej wyrwano stronę, która mogła tę sprawę definitywnie rozstrzygnąć.

- Odnieśliśmy wrażenie, że normalni ludzie nie mogą mieszkać w centrum Warszawy. Tu mają mieszkać ludzie bogaci, to są ci, którzy odzyskują kamienice – mówi Wiesława Piekut, lokatorka kamienicy przy ul. Zgoda 4.

- Tym właścicielom to chodzi o to, żeby to się najlepiej zburzyło, bo plac jest najważniejszy, nie lokatorzy. Chodzi o plac – dodaje Wojciech Bartoszyński.

Mieszkańcy kamienicy przy ul. Zgoda 4 w Warszawie od 16 lat walczą o jej zachowanie. Nowy właściciel odnalazł się w 2002 roku w Anglii. Sprzedał swoje roszczenia spółce, która teraz chce przejąć kamienicę. Jednak mieszkańcy mają zastrzeżenia do legalności nabytego spadku. Akt zgonu, który posłużył jako podstawa roszczeń, jest niepełny, a zatem nieważny.

- Gdyby przyszedł prawdziwy właściciel, to my nie mamy nic przeciwko temu, bo kiedyś został skrzywdzony. Jednak to nie są prawdziwi właściciele – mówi Wiesława Piekut.

- To są ludzie, którzy nabywają po 50 i po 200 kamienic. Polacy, którzy starają się o te kamienice, to są ludzie, którzy kupili roszczenia. Kupili roszczenia od dziwnych właścicieli. W naszym przypadku ktoś się znalazł w Anglii i odkupili roszczenia - opowiada Andrzej Żurawski.

- Z tego, co my się orientujemy, w czasie okupacji cała ta rodzina zginęła. A naraz dowiadujemy się, że jest jakiś spadkobierca w Anglii – dodaje Krystyna Zalewska

Inny lokator kamienicy, Hubert Wardzyński mówi, że z księgi wieczystej nieruchomości zniknęła kartka. - Nie byle jaka! To jest akt ślubu właścicieli kamienicy Redelów (z imionami ich rodziców - red.). Teraz wiemy, że po to zniknęła, żeby ukryć datę ich ślubu. Nasz sąd podjął decyzję, żeby przyjąć jako wiarygodny dokument ich akt zgonu, bez imion rodziców – tłumaczy.
Mieszkańcy zgłosili sprawę do prokuratury, ale postępowanie umorzono.

- To sytuacja naganna, jeżeli prokurator nie chce tego wyjaśnić. Szczególnie, że mówimy o próbie odzyskania majątku wielkiej wartości. W sprawie pojawiają się zagraniczne nazwiska, co może potwierdzać, że problem został już raz załatwiony odszkodowaniami przez rząd polski. Mam nadzieję, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Warszawie tej sprawie dokładnie się przyjrzy – mówi Jarosław Jóźwiak, wiceprezydent Warszawy.

Z „nowym” właścicielem kamienicy próbowaliśmy skontaktować się kilkukrotnie przez jego biuro. Bezskutecznie.

Mimo że dokument, na podstawie którego odnaleziony spadkobierca domaga się zwrotu majątku, wzbudza wątpliwości, sprawa toczy się przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Mieszkańcy czują się w tej walce osamotnieni. Mają żal do gminy, że im nie pomaga.

- Mamy poczucie, że gmina działa na naszą niekorzyść. Przez tyle lat miasto nie traktuje nas poważnie. Odnosimy wrażenie, że współdziała z czyścicielami kamienic – ocenia Krystyna Zalewska.

- Boimy się, że spotka nas los kamienicy Zgoda 1, która została sprzedana, niby nowemu właścicielowi i od 10 lat nikt się tym nie interesuje. Po co to stoi puste? – zastanawia się Wojciech Bartoszyński.

W kamienicy przy ul. Zgoda 4 jest 40 lokali, tylko kilka jest prywatnych. Reszta to mieszkania komunalne. Lokatorzy boją się przejęcia kamienicy, bo wtedy w pierwszej kolejności będą musieli opuścić swoje mieszkania. Ci, którzy wykupili lokale, drżą przed podwyżką czynszu.

- Jestem z budynku przy Tamce 45a. Spadkobiercy, nie wiem czy rzekomi, czy prawdziwi, odzyskali kamienicę. W 2009 roku została sprzedana, a nowi właściciele sprzedawali ją co parę lat, aż do tej pory. Narzucili mi 3 tysiące zł czynszu, gdzie miałem tysiąc złotych za 60 metrów. Tak to się odbywa – opowiada Marek Pariaszewski.

- My dbaliśmy o tę kamienicę. Ja przez 30 lat. Wydaję mi się, że coś mi się za to należy. Przynajmniej, żebym nie była potraktowana tak, że za kilka miesięcy pójdę na bruk. To nam wszystkim grozi – podsumowuje Wiesława Piekut.*

* skrót materiału

Reporter: Małgorzata Pietkiewicz

mpietkiewicz@polsat.com.pl