Wojna z synem. Awantury, interwencje policji, pożar

Awantury, uprzykrzanie życia, interwencje policji, a nawet pożar. Janina Kapusta zamiast spokoju na starość, przeżywa dramat. Twierdzi, że jest prześladowana przez syna, któremu w zamian za opiekę przepisała rodzinny dom. Pani Janina mówi, że grozi jej śmiercią, demoluje dom, a nawet, że celowo go podpalił. Jej zdaniem to zemsta za to, że chce cofnąć darowiznę.

O krok od tragedii w Przeworsku koło Przemyśla. 3 września w domu, w którym mieszka 78-letnia Janina Kapusta wybuchł groźny pożar. Kobieta o podpalenie budynku podejrzewa swojego jedynego syna.

- Koło godziny 11 byłam pozbierać bieliznę na strychu i nic podejrzanego się nie działo. Później wyszłam z ciuchami, a on wszedł na strych. Po chwili pojechał, a półtorej godziny później pożar był – mówi Janina Kapusta.

- A dlaczego podpalić miałbym swój dom, o który walczę w sądzie? – dziwi się syn pani Janiny.

- Tłumaczenie syna jest irracjonalne. Nie odpowiada na pytania, udziela wymijających odpowiedzi. Gdy z nim rozmawiałam, mówił, że pożar wybuchł od prądu. Pokazywał mi skrzynkę, która miała być przyczyną pożaru. Jak robiłam zdjęcia z pożaru, to na nich widać, gdzie dach jest już dawno spalony, że skrzynka cała, nietknięta – opowiada Beata Olejarka, dziennikarka Super Expressu i portalu Twoje Miasto Przeworsk.

Pani Janina po śmierci męża przepisała swój dom na jedynego syna – Adama. W zamian powinna w nim mieszkać do końca życia. A syn powinien się o nią troszczyć. Jednak jak twierdzi staruszka, od około 2 lat 43-letni mężczyzna znęca się nad nią.

- Teraz jest taki niedobry… Tak wyzywa, przeklina, żebym zdechła, zawału dostała. Dusił, pobił mnie – twierdzi pani Jania. Zdaniem jej córki, Doroty, od stycznia dom „jest sukcesywne niszczony”. - Pod pretekstem robienia remontu, wywiezione zostały wszystkie rzeczy, pamiątki po moim ojcu. Starał się wyrwać kaloryfery czy okna – twierdzi kobieta.

Mężczyzna na co dzień mieszka w Anglii, jednak według pani Janiny, jak tylko przyjeżdża, demoluje dom. Wszczyna awantury i uprzykrza jej życie. Lakierem zamalował nawet szyby w oknach od strony ulicy. Zdruzgotana matka złożyła do sądu wniosek żądając cofnięcia darowizny.

- Zamalowałem, żeby nas nie było widać z ulicy, bo jest przygotowanie do remontu – twierdzi syn. 
Reporter: Od tego, żeby nie było widać, są rolety, kotary, żaluzje.
- Wcześniej były gazety, ale to ciulowo wyglądało.

- Chcę mu odebrać to, co dałam, a on nie chce dać. Co przyjeżdża, to coś zrobi. Porozbijał drzwi, szybę w kominku. Potem nie miałam w czym sobie zapalić, jak było zimno. Boję się go. Powiedział: podpalę to wszystko i jeszcze przywiozę synów, żeby patrzyli – twierdzi Janina Kapusta.

Jak dowiedzieliśmy się w sądzie, kiedy jeszcze syn mieszkał na co dzień w Przeworsku z panią Janiną oraz swoją ówczesną żoną i dziećmi, w ich domu często interweniowała policja. Nigdy z powodu staruszki. Jednak małżeństwo mężczyzny się rozpadło.

- To małżeństwo miało problemy. Ograniczyłam władzę rodzicielską przez nadzór kuratora. To babcia wykazywała się troską o wnuki. Żona pozwanego zaniedbywała obowiązki była uzależniona od alkoholu. On robił awantury – informuje Grażyna Wrzosek z Sądu Rejonowego w Przeworsku.

Pani Janina, która teraz mieszka w bloku u córki, nie może liczyć nawet na pomoc policji. Pobita złożyła zawiadomienie o znęcaniu się. Przedstawiła wynik obdukcji. Mimo to przeworska policja postępowanie umorzyła.

- Z tej obdukcji wynikało, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej, ale znęcanie jest wielofunkcyjne… Zgromadzony materiał dowodowy nie dał podstaw, żeby kierować akt oskarżenia – mówi Ewelina Wrona z Komendy Wojewódzkiej Policji  w Rzeszowie.

- Policja w tej sprawie nie dopełniła swojego obowiązku. Była sytuacja z początku roku, kiedy kobieta dostała mandat za niesłusznie wezwanie policji. Ona obawia się swojego syna. Jeżeli jest sama, przychodzi do niej syn, a ona nie może sobie poradzić, to wzywa policję. Policjanci są po to, żeby pomoc, a nie karać – komentuje Beata Olejarka, dziennikarka Super Expressu i portalu Twoje Miasto Przeworsk.

Staruszka się nie poddaje. Kilka dni temu poprosiła o pomoc prokuraturę. Syn twierdzi, że konflikt z matką wynika z powodu nieporozumień finansowych z resztą rodziny. Na dodatek pani Janina ma być w stosunku do niego wulgarna i agresywna. Inaczej sytuację ocenia sąd.

- Konflikt zaczął się od tego, że pozwany wyjechał za granicę. Przestał się interesować tą nieruchomością i wszystko spadło na matkę: podatki, remonty, zakup opału – mówi sędzia Grażyna Wszołek z Sądu Rejonowego w  Przeworsku.

- On koniecznie chce to zniszczyć, żebym tu nie mieszkała. To za to, że chcę mu odebrać dom – mówi pani Janina.*

* skrót materiał

PS. Już po realizacji naszego reportażu, kiedy pani Janina niespodziewanie wróciła do domu, zastała zapaloną świeczkę obok gazet. Syn nie potrafił wyjaśnić, skąd się tam wzięła.

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl