Trzy lata walczyła o becikowe. Gdy wygrała… wyrok zaginął

Warszawscy urzędnicy robią wszystko, by nie wypłacić tzw. becikowego matce samotnie wychowującej trzyletnią już córkę. Najpierw odmówili wypłaty świadczenia wmawiając jej, że żyje z ojcem dziecka, a w związku z tym oboje przekraczają kryterium dochodowe. Później zaciekle walczyli o swoje racje w dwóch sądach. I choć obie batalie przegrali, to pieniędzy nie wypłacili. Twierdzą, że od czerwca nie dostali wyroku. Po naszej interwencji, dokumenty nagle się znalazły.

W lipcu tego roku pokazywaliśmy historię Anny Kopyść z Warszawy, samotnej matki, która od ponad trzech lat walczy o wypłacenie tak zwanego becikowego. W 2013 roku pani Anna zebrała wszystkie potrzebne dokumenty, złożyła je i czekała na należne pieniądze.

- Kiedy już to wszystko zgromadziłam, dowiedziałam się, że dzielnica Mokotów, moja macierzysta dzielnica, oczekuje, że ojciec dziecka też złoży te same dokumenty. Mimo utrudnionego z nim kontaktu, gdyż był już w nowym związku i niezbyt się nami interesował, zdecydowałam się na poproszenie go o zgromadzenie tych wszystkich dokumentów, gdyż był nam potrzebny ten 1000 zł – opowiadała nam wówczas Anna Kopyść.

- Złożyła ten wniosek i po niedługim czasie dostała odmowę. Oni uważali, że ona prowadzi z nim wspólne gospodarstwo domowe, razem zamieszkują i dzieckiem się zajmują. A to nieprawda. Ona jest typową samotną matką – przekonywała pani Mira, matka pani Anny.

Pani Annie odmówiono wypłaty becikowego, czyli ponad tysiąca złotych. Samotna matka nie zgodziła się z tą decyzją. Po urzędniczej batalii, w czerwcu tego roku uprawomocnił się wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wyrok był jednoznaczny: becikowe pani Annie należy się.

Do dzisiaj, czyli po upływie 4 miesięcy od wyroku, pani Anna nadal nie dostała należnych pieniędzy. Sąd twierdzi, że przesłał dokumenty do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO twierdzi, że dokumentów nie dostało.

- 12 września akta zostały wysłane do SKO w Warszawie. Mamy dokument potwierdzający nadanie przesyłki oraz potwierdzenie odbioru – informuje Joanna Kube, przewodnicząca Wydziału Informacji Sądowej WSA w Warszawie.
Problem próbowaliśmy wyjaśnić u Tomasza Podlejskiego, prezesa SKO w Warszawie.

- W repertorium komputerowym tuż przed państwa przyjściem sprawdzałem, że te akta nie wpłynęły, jeżeli one gdzieś leżą w kancelarii, to ja to sobie niezwłocznie wyjaśnię – oświadczył prezes.
Reporter: A możemy to teraz wyjaśnić?
Prezes: Jeżeli mnie państwo odepniecie od mikroportu…

2 minuty później…

Prezes: Są!
Reporter: Kiedy przyszło?
- Czternastego.
Pani Anna: Znalazły się. Dziwna sprawa. Teraz jestem ciekawa, jakie pan wyciągnie konsekwencje z tego.
- Będę musiał wyciągnąć… My mamy wpływ średni 25 tysięcy spraw rocznie.
- No, tak, ale pani tyle razy dzwoniła, interesowała się sprawą.
- Dlaczego pani się do mnie nie zapisała na wizytę?
Pani Anna: Nie, to są jaja. Jak mam wyrok, to ja nie sądzę, że będę jeszcze gdzieś chodziła.
Reporter: Pani dzwoniła, dowiadywała się, ja się dowiadywałam.
Pani Anna: Mówicie, że dokumentów nie macie, a tu się okazuje, że są.
- Szanowne panie, jest to zapewne problem techniczny, ale ja sobie to wyjaśnię.
Reporter:  Co teraz, skoro już się te dokumenty znalazły? W jakim terminie wyśle pan do urzędu Mokotowa?
- Jutro, kurierem.
- Miejmy nadzieję, że znowu nie zaginą.

- Jestem tym po prostu zszokowana. Myślałam, że takie rzeczy to się dzieją tylko w filmach. Kiedy przyjeżdżam z telewizją, to papiery się znajdują w 2 minuty. To jest żenada na skalę krajową – skomentowała spotkanie z prezesem SKO Anna Kopyść.

- My już kilkukrotnie pytaliśmy SKO, czy otrzymało już wyrok, wiedząc, że orzeczenie w tej sprawie zapadło. Jak tylko je dostaniemy, pieniądze zostaną wypłacone – poinformowała Monika Chrobak-Budzińska, rzecznik dzielnicy Mokotów.

- Walczyłam o zasady.  Myślę, że jest więcej oszukanych kobiet i chciałabym, żeby wszystkie te kobiety na moim przykładzie mogły walczyć o swoje. To jest obrzydliwe i okrutne oszukiwanie ich w biały dzień – podsumowuje Anna Kopyść.*

* skrót materiału

Reporter: Dominika Grabowska

dgrabowska@polsat.com.pl