Śmieciami i odchodami w sąsiadów

- Zaczęło się od przelewania moczu, potem były śmieci, jajka, słoiki, talerze i odchody. Cała ściana do sieni była nimi ubabrana – opowiada Teodozja Butkiewicz z Suwałk. 73-letnia kobieta i jej 87-letni mąż Wiktor są na skraju wytrzymałości nerwowej. A wszystko przez córkę ich sąsiadki - Katarzynę D. Kobieta notorycznie przerzuca na teren ich posesji śmieci, nieczystości i zgniłe owoce.

- Robi to codziennie. To nie miesiąc czy dwa, tylko sześć.  Jak był mocz i kupy, to w te upały smród był nie do wytrzymania – opowiada Teodozja Butkiewicz.

Wraz z mężem nagrała, jak ich sąsiadka przerzuca im na posesję śmieci oraz inne nieczystości. Małżeństwo boi się nie tylko o swoje zdrowie, ale nawet życie. Powołany biegły ocenił straty małżeństwa na ponad 20 tysięcy złotych.

- Mnie oblali wodą, męża jajkami, a żeby szuflą się nie zastawił, to by go talerzem w głowę uderzyła. A to starszy człowiek – ociera łzę pani Teodozja.

- Pokrzywdzona złożyła zawiadomienie o uporczywym nękaniu przez sąsiadkę. 24-latka usłyszała zarzut – informuje Andrzej Baranowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Od maja policja interweniowała w domu pani Teodozji już ponad 40 razy. Podczas jednej z październikowych interwencji Katarzyna D. w obecności funkcjonariuszy była na tyle agresywna, że ci musieli poprosić o pomoc.

- Policjanci zdecydowali o wezwaniu karetki. Decyzją lekarza 24-latka została przewieziona  do szpitala na obserwację – tłumaczy Andrzej Baranowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Jednak po dwóch tygodniach Katarzyna D. wróciła do domu i natychmiast zaczęła uprzykrzać życie staruszkom od nowa. Sprawą zajęła się prokuratura, która zakazała kobiecie przerzucać jakichkolwiek przedmiotów na posesję pani Teodozji i jej męża.  Jednak bez skutku. Praktycznie codziennie pojawiają się kolejne.

- Prowadzimy badania, czy była poczytalna w trakcie dokonywania tych czynów – informuje Izabela Sadowska-Rejterada, szefowa Prokuratury Rejonowej w Suwałkach.
Reporter: Co ci starsi ludzie mają zrobić? Jak poradzić sobie z tym problemem?
Prokurator: Muszą aktywnie uczestniczyć w postępowaniu i doprowadzić do skazania podejrzanej.
Reporter: Ale to może trwać latami, oni mogą nie dożyć.
Prokurator: To jest jedyne rozwiązanie. Nie ma podstaw formalnych do jej aresztowania.

Podczas realizacji reportażu Katarzyna D. cały czas obserwowała nas przez okno swojego domu. Jednak nie zdecydowała się porozmawiać z nami. Pani Teodozja poprosiła też o pomoc Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, jednak pracownicy socjalni ograniczyli się jedynie do rozmowy ze złośliwą sąsiadką i spisania notatki służbowej.

Po naszej wizycie u państwa Butkiewiczów, kolejny raz podwórko starszego małżeństwa zostało zasypane śmieciami. Na miejscu znów pojawili się policjanci.

- Moim zdaniem świnie tak nie robią, a co dopiero ludzie – komentuje Wiktor Butkiewicz.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl