Wyszedł z klubu ze sporą gotówką – zaginął

Wdał się w szarpaninę w klubie, został z niego wyproszony przez ochronę, a później zaginął. Od 30 grudnia trwają poszukiwania Remigiusza Baczyńskiego z Torunia. 29-latek bawił się ze znajomymi z pracy. Do domu wracał jednak sam. Wiadomo, że miał przy sobie sporo gotówki. Jego klucze znaleziono w okolicach Wisły, daleko od miejsca, gdzie był widziany po raz ostatni.

30 grudnia Remigiusz Baczyński wyszedł, jak co dzień, do pracy w drukarni. Potem miał się udać na imprezę firmową.

- Było na niej około 10 osób z firmy. Około 23:00 część grupy się rozeszła, Remek z dwojgiem znajomych chcieli bawić się dalej, poszli do klubu – opowiada Joanna Wenderlich, narzeczona zaginionego Remigiusza.

- Tam była jakaś szarpanina, tańczył z jakąś dziewczyną, ochrona go wyprosiła. Poszedł w stronę Rapaka ( Placu Rapackiego, skąd odjeżdża autobus nocny na osiedle Remigiusza – przyp . red.) i dalej nic nie wiemy – mówi Paulina Lewandowska, koleżanka Remigiusza.

- Dzwoniłam zaraz po północy. Miał ze dwadzieścia połączeń nieodebranych, był sygnał, ale nie odbierał. Nie odpisał na żadnego SMS-a. Później przebudziłam się około 3 w nocy. Próbowałam się z nim skontaktować, ale telefon był już wyłączony, włączała się automatyczna sekretarka – dodaje Joanna Wenderlich, narzeczona Remigiusza.

Co zaszło w klubie, gdzie Remigiusz był widziany po raz ostatni? Ani znajomi z firmy, ani pracownicy klubu nie chcą oficjalnie wypowiadać się przed kamerą.

- Widziałam tylko wyjście Remka, jak zostaje wyproszony przez tych ochroniarzy. Powiedzieli mi, że nabroił, był niegrzeczny. Zapytałam Remka, czy da sobie rade, odpowiedział, że tak i wyszedł – powiedziała nam nieoficjalnie koleżanka z pracy, która ostatnia widziała Remigiusza.

- Tańczyli sobie na parkiecie, podejrzewam, że jeden na drugiego wpadł, wywiązała się, nawet nie wiem, czy można to nazwać szarpaniną. Ten koleś bardzo posłusznie doszedł do wyjścia, po drodze się zagubił trochę, bo był już mocno nawalony – powiedział nam jeden z pracowników klubu.

- Ze sobą miał portfel ze wszystkimi dokumentami, z kartą pojazdu, miał też telefon komórkowy i gotówkę: około 1800 zł. Te pieniądze miał wpłacić parę dni wcześniej na swoje konto bankowe, na koncie ich nie ma – twierdzo Joanna Wenderlich, narzeczona zaginionego Remigiusza. Z wypowiedzi pracownika klubu wynika, że Remigiusz przy wyjściu zaczął chwalić się posiadaną gotówką, „ale nikt za nim nie wychodził”.

Monitoring znajdujący się w pobliżu klubu nagrał Remigiusza idącego po północy w kierunku Placu Rapackiego. Gdzie udał się dalej - nie wiadomo.

4 stycznia przypadkowy przechodzień odnalazł klucze od mieszkania, które w dniu zaginięcia miał przy sobie Remigiusz. Klucze leżały na ławce nad Wisłą, w pobliżu tarasu widokowego. To odludne miejsce znajdujące się daleko od Starówki, gdzie widziany był ostatni raz i od osiedla, gdzie mieszka Remigiusz.

- Policjanci podjęli próbę zbadania okolic tarasu widokowego, w okolicach Wisły, zbadali kilka miejsc, w których ewentualnie znalazłby się jakiś ślad po tej osobie. Nie odnaleziono niczego – informuje Wioletta Dąbrowska z policji w Toruniu.

- Założyliśmy konto bankowe, chcemy zbierać pieniądze na detektywa i nurków, żeby szukać go na własną rękę. Mam tysiąc myśli, co mogło się stać, ale nie chcę snuć teorii. Chcę po prostu wiedzieć, co się stało – mówi  Joanna Wenderlich, narzeczona Remigiusza.*

* skrót materiału

Reporter: Paulina Dzierzba

pbak@polsat.com.pl