Zamknął firmę, ludzi zostawił bez pieniędzy

Płacił nieregularnie i zdecydowanie mniej, niż wynikało to z umowy, a w końcu wysłał SMS-y, informując, że pracy już nie mają. Tak, zdaniem osób, które zgłosiły się do naszej redakcji, wyglądała praca w firmie Tomasza J. Byli pracownicy twierdzą, że z dnia na dzień zostali bez zaległych pensji i umów. Tomasz J. nie chciał nam wyjaśnić sytuacji, stwierdził, że pracownicy go oczerniają. Na widok kamery zareagował agresją.

Mikołów to miejscowość niedaleko Katowic. Pracownicy jednej z tamtejszych firm twierdzą, że mają problem ze swoim pracodawcą. Od pewnego czasu nie mają z nim kontaktu. Ostatnia wiadomość jaką mieli od niego otrzymać, to zwolnienie z pracy, które wysłał smsem.

- Ta firma wykonywała wszelkiego rodzaju prace ślusarskie i spawalnicze, czyli dla klientów indywidualnych, bramy przesuwne, płoty – mówi Aleksander Sinalski, były pracownik firmy.

- Zwodzi nas od 16 grudnia, a zaległości są jeszcze z października – dodaje inny były pracownik, Roman Olesiak.
Brak kontaktu to nie jedyny problem. Mężczyźni twierdzą, że nie otrzymali ani zaległych wypłat, ani swoich umów z Tomaszem J. W grupie pracowników są również obcokrajowcy. Ci twierdzą, że pracodawca nie dokonał formalności związanych z ich legalną pracą w Polsce.

- Podpisałem umowę z Tomaszem J., umowę-zlecenie. Nie widziałem jej od momentu podpisania. Teraz obawiam się, że po zakończeniu pracy przez sms muszę rozliczyć się z państwem polskim: złożyć zeznanie podatkowe w urzędzie skarbowym, a nie mam żadnych dokumentów – zaznacza Aleksander Sinalski.

- Na początku jakieś pieniądze płaci, żeby się człowiek zaangażował, żeby w tej robocie był, żeby pracował, a później zaczynają się problemy płaci po 200 zł, po 500 zł. Mi już 12 tys. zł uzbierało się tego długu – mówi Adam Kuźma, były pracownik firmy.

- Za pierwszy miesiąc miało być 14 zł na godzinę, a za drugi 16 zł na godzinę. Jestem kowalem artystycznym. Moich dokumentów on nie wyrobił. W ciągu dwóch tygodni miałem dostać od starosty pozwolenie na pracę, czekałem trzy miesiące, aż odszedłem do innej firmy  - mówi pan Walery z Ukrainy, były pracownik firmy.

Do byłych pracowników dołączyli również klienci firmy Tomasza J. Wpłacili oni zaliczki za zamówione bramy czy balustrady, po czym kontakt z przedsiębiorcą się urwał. Do dziś nie otrzymali tego, co zamówili.

- Zamówiłem bramę przesuwną. Później zrozumiałem że to jest firma wydmuszka, która ma na celu tylko pobieranie zaliczek. Ja akurat wpłaciłem 2 700zł, ale są osoby, które wpłaciły 12 tys. zł i więcej – opowiada Konrad Kania, niezadowolony klient.

Nie zastaliśmy Tomasza J. w firmie. Drugie przedsiębiorstwo, które prowadzi, było zamknięte. Po rozmowie telefonicznej zgodził się z nami spotkać.

Tomasz J.: Co pani robi za głupoty, ludzie oszczerstwa jakieś rzucają i pani… Wsiadaj z tą kamerą (do operatora kamery - red.)!
Reporterka: Proszę zostawić kolegę w spokoju.
- Włóż ją do auta!
Operator: Nie włożę.
Tomasz J.: Idź, ty, k… mendo bolszewicka!
- Reporterka: proszę pana, spokojnie, wyjaśnijmy, co się dzieje?
- Proszę pani od spraw finansowych jest inspekcja pracy, sąd pracy.
- Czyli uważa pan, że to, co mówili pana pracownicy to nieprawda?
- Nieprawda.
- W takim razie oni kłamią, że pan im nie wypłacił pieniędzy? Panie Tomaszu?
- Resztę adwokat będzie z państwem rozmawiał.

Byli pracownicy powiadomili inspekcję pracy i zgłosili sprawę do prokuratury. Dołączyli do nich niezadowoleni klienci, którzy chcą odzyskać swoje pieniądze.

- Będziemy to kontrolowali tym bardziej, że zgłoszenie dotyczy nie tylko samego zatrudniania obcokrajowców, ale generalnie legalności zatrudnienia, w tym również pracowników naszych krajowych – zapowiada Lesław Mandrak z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach.

- Pierwsza sprawa ma na celu ustalenie, czy doszło do popełnienia przestępstwa polegającego na niezgłoszeniu do ubezpieczeń społecznych osób uprawnionych – informuje Maria Zaręba z Prokuratury Rejonowej w Mikołowie.

- Pracownicy na święta zostali z niczym, a mają rodziny, dzieci, domy, które muszą utrzymać. Co ma taka osoba powiedzieć dziecku, że nie dostanie chleba bo…? Bo pan Tomek nie miał pieniędzy? Przecież dziecko się zapyta, ale tato, nie było cię cały miesiąc w domu – podsumowuje Rafał Czarnecki, były pracownik firmy.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl