"Gity" i "kiepy" - fala w ośrodku wychowawczym?

Agresja, poniżanie słabszych i pobicia - taki obraz Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Lidzbarku Warmińskim rysują jego wychowankowie. Dwaj bracia z Malborka mają za sobą całą serię ucieczek z ośrodka. Twierdzą, że uciekali przed falą w ośrodku, terrorem zaprowadzonym przez innych wychowanków.

W Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Lidzbarku Warmińskim przebywa ponad 70 podopiecznych w wieku od 13 do 18 lat. Chłopcy, którzy mieli problemy z prawem, mają wam nauczyć sie nowego, lepszego życia.

Kacper trafił do ośrodka dwa lata temu. Był tam już jego starszy brat Krzysztof. O umieszczenie chłopców w ośrodku wnioskował ich ojciec, zmęczony trudami wychowania szesnaściorga dzieci.

- Trafiłem do ośrodka, jak miałem 14 lat, bo uciekałem z domu, kradłem – opowiada Kacper.

- Żona nie chciała, żeby szli do ośrodka - to ja. Nie chciałem więcej nerwów, tylu nocy nieprzespanych. Dziś tej decyzji żałuję – mówi ojciec - Robert Cichecki.

Od samego początku pobytu w ośrodku starszy syn uciekał do domu. Opowiadał rodzicom o twardych zasadach, jakie panują w tym miejscu. Ojciec początkowo nie dawał temu wiary. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy z ośrodka zaczął uciekać także młodszy syn.

- Tak do końca to starszemu nie wierzyłem, ale były sygnały od młodszego, on dużo pisał na Facebooku, co mi córka mówiła, że go biją. Zresztą któregoś dnia dzwonił, płakał, że się powiesi, że tam go biją, gnębią i nik nie reaguje – mówi Robert Cichecki.
Kacper opowiada nam o powitalnym rytuale w ośrodku.

- Jak przyjeżdżasz za świeżaka, to chcą sprawdzić, czy się umiesz bić. Jest solówa albo basta, czyli trzy takie na buzie honorowe. I jak nie przyjmiesz, to cię będą gnębić. Ja nie przyjąłem i do tej pory gnębią – mówi. Jego brat, Krzysztof potwierdza: Ja to się nie dawałem, próbowałem bronić, ale nieraz jak dwóch albo trzech złapało i kopało, to nie było się jak bronić.

- Oni mówią, że są „gitami" i jak palą papierosy to cię od "kiepów" wyzywają. Obiadu nie możesz zjeść, bo jak masz coś dobrego - jakieś kopytka albo pyzy, to zabierają – opowiada Kacper.

Dyrekcja ośrodka zapewnia jednak, że o fali w placówce nie może być mowy.

- Zawsze młodzież będzie zmierzać do tego, bo to są rzeczy, które wynieśli z domów czy podwórek, nauczyli się tego od braci, ojców i matek, którzy byli w więzieniu. Takie tendencje młodzież ma, ale odkąd ja jestem tu dyrektorem, nie mamy problemu z falą – oświadcza Jacek Krzywdziński, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Lidzbarku Warmińskim.

Ale innego zdania są bracia Kacper i Krzysztof. Jak twierdzą – uciekali, bo bali się innych podopiecznych, a placówka nie zapewniała im bezpieczeństwa. Jak opowiadają, agresję wychowanków wzmaga alkohol i narkotyki przemycane do ośrodka.

- Przywożą z przepustki zielsko (marihuanę – red.) i inne dopalacze. Idą pod prysznic - piją i palą - twierdzi Kacper. Chłopak opowiada, że sprawdzane są jedynie torby wychowanków, a oni używki mają przy sobie. - W buty wkładają albo w spodniach, tam gdzie ma się sznurek, to nacinają i chowają – dodaje.

- Taki przypadek odnotowaliśmy jeden w tym roku, jest to rzadka sytuacja, podejrzewamy spożywanie używek przed przyjazdem do placówki. Na terenie placówki mamy swoje procedury, robimy przeszukania pomieszczeń, korzystamy z pomocy policji – odpiera zarzuty dyrektor ośrodka Jacek Krzywdziński.

Od policji dowiedzieliśmy się, że były zaledwie dwie takie interwencje.*

* skrót materiału

Reporter: Leszek Tekielski

ltekielski@polsat.com.pl