"Taksówkarz powiedział zamknij mordę". Ze złamaną szczęką trafiła do szpitala

Pani Kinga z Białegostoku twierdzi, że została pobita przez taksówkarza. Trafiła do szpitala ze złamaną w dwóch miejscach szczęką, wstrząśnieniem mózgu, licznymi stłuczeniami. Straciła też czucie w okolicy brody. Mężczyzna usłyszał zarzuty, ale nie przyznał się do winy. Przekonuje, że to on był ofiarą.

- Myślę, że jest na pewno niezrównoważony psychicznie, bo normalna osoba się w ten sposób nie zachowuje. To jest osoba, która pracuje z ludźmi, więc powinien odpowiedzialnie podchodzić do swojego zawodu – mówi pani Karina, przyjaciółka pani Kingi.

7 kwietnia tego roku pani Kinga poszła z 3 przyjaciółkami do jednej z białostockich restauracji. Około północy kobiety podeszły do taksówki na postoju, by pojechać do domu.

- Ten pan próbował jechać inną drogą. Zwracałam mu uwagę, że nie jest to droga do mojego domu. Najpierw do mnie mówił: siedź cicho, nie znasz się, a później powiedział: zamknij mordę. Powiedziałam do dziewczyn, że wysiadamy wszystkie pod blokiem, że nie będziemy kontynuować jazdy z tym panem – opowiada pani Kinga.

- Ja jestem matką karmiącą, siostra Kingi też, więc nie byłyśmy pijane - dodaje pani Karina, przyjaciółka pani Kingi.

Pani Kinga nie była zadowolona z zachowania kierowcy taksówki i zwróciła mu kilkukrotnie uwagę. Mimo jego postawy, kobiety chciały zapłacić za przejazd. Jak twierdzi pani Kinga, pod jej domem taksówkarz ją zaatakował.

- Najpierw próbował tylko szarpać torebkę, a kiedy mu się to nie udało, to drugą pięścią zaczął mnie uderzać już w twarz. Wybiegłam z tego samochodu, on wyszedł ze swojej strony i spotkaliśmy się przed maską samochodu. Wtedy uderzył mnie jeszcze raz, czy dwa z pięści w twarz – opowiada pani Kinga.

- Później ją kopnął tak jakby z półobrotu. Ona upadła, uderzyła potylicą o kostkę brukową i już nie wstała – dodaje pani Karina.

Kierowca taksówki nie przyznaje się do winy. Mateusz G. twierdzi, że pobicie nie miało miejsca. Nam, jako jedynym, przedstawił swoją wersję wydarzeń.

- Dziewczyny zaczęły wysiadać i ona wtedy mnie uderzyła w twarz. Złapałem ją za rękę, kilka razy mnie kopnęła, popchnęła, kopnęła nawet mnie w krocze, ale odsunąłem się. Jej koleżanki zaczęły mnie szarpać, popychać. Już wiedziałem, że nie odzyskam tych pieniędzy, że mi nie zapłacą – twierdzi Mateusz G.

- To śmieszny zarzut. Jeśli tak było, to dlaczego pan nie zgłosił tego na policję, że byłyśmy agresywne i go atakowałyśmy? – mówi pani Karina.

- Przez chwilę była szarpanina, one mi nic poważnego nie zrobiły, ale to one mnie atakowały, ja nikogo nie dotknąłem – zapewnia Mateusz G.
Reporter: To skąd u pani wzięła się ta złamana szczęka?
Mateusz G.: Właśnie nie wiem. Ciekawe, co tam się wydarzyło później, czy one się kłóciły? Nie mam pojęcia. Ja nic nie zrobiłem, gdy wsiadłem w samochód, one wszystkie stały.

Kobiety natychmiast po zdarzeniu pojechały do szpitala następną taksówką. Pani Kinga ma złamaną szczękę w dwóch miejscach, liczne stłuczenia i siniaki, wstrząśnienie mózgu oraz straciła czucie w okolicy brody. Sprawą pobicia zajęła się policja i prokuratura. Korporacja z Białegostoku, z którą od 6 miesięcy współpracował kierowca, nie chciała komentować sprawy.

- Kierowca nie pracuje, jest zawieszony do wyjaśnienia sprawy, tylko tyle mogę powiedzieć – usłyszeliśmy od właściciela firmy.

- Ustaliliśmy odpowiedniego mężczyznę. Został on zatrzymany, usłyszał zarzut spowodowania uszczerbku na zdrowiu powyżej dni 7, do którego się nie przyznał. Za ten czyn grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności – informuje Aneta Łukowska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- On miał dziwne oczy, strasznie takie nadpobudliwe, ale zauważyłyśmy to za późno, już jak byłyśmy właściwie na miejscu. Nie chcę nikogo oskarżać, ale nie zdziwiłabym się, że był pod wpływem jakiś środków – mówi pani Kinga.

Kobieta przez ponad tydzień po pobiciu była w szpitalu. Jeszcze przez kilka najbliższych tygodni będzie dochodzić do zdrowia. Zapowiada, że będzie walczyć o odszkodowanie za krzywdę, jakiej doznała.

- Miał bardzo dużo czasu, żeby okazać skruchę, przyjechać i chociaż te "przepraszam" powiedzieć. Nie było żadnego odzewu ani z jego, ani ze strony korporacji. Chciałabym, żeby ten człowiek nie wsiadł już więcej za kółko, żeby nie woził ludzi i żeby odpowiedział za swoje – podsumowała.*

* skrót materiału

Reporter: Klaudia Szumielewicz-Szklarska

kszumielewicz@polsat.com.pl