Kancelaria odszkodowawcza zniknęła z pieniędzmi za wypadek

Państwo Bruszczakowie z Malborka przeżyli poważny wypadek samochodowy. Kancelaria odszkodowawcza, która ich reprezentowała, wywalczyła dla nich 30 tys. zł odszkodowania z OC sprawcy i… zniknęła z pieniędzmi! Pod adresem jej biura zarejestrowanych jest kilkanaście firm. Ich prezesem lub prokurentem jest Damian L. Mężczyzna na widok samochodu Polsatu… rzucił się do ucieczki.

Mało brakowało, aby 15 marca 2014 roku życie rodziny państwa Bruszczaków: pana Radosława, jego żony Anny i dwóch synów: Marcela i Oskara zostało brutalnie przerwane. Tego dnia pan Radosław, ciężarna żona i niespełna 4-letni wówczas Marcel wracali swoim samochodem od lekarza. 

 

- Jechaliśmy z Kwidzyna w stronę Prabut, a on z Prabut. Wyprzedzał na łuku pod górę, znalazł się na naszym pasie i czołowo uderzył w nas – opowiada Radosław Bruszczak o kierowcy BMW, który spowodował wypadek.

 

Jeszcze w szpitalu poturbowaną rodzinę odwiedził Damian L., prezes kancelarii odszkodowawczej Happy End 24. Proponował pomoc w uzyskaniu odszkodowania z OC sprawcy wypadku.


- Przyjechał do nas do szpitala, powiedział, że żadnych kwot bezspornych nie biorą, żadnych zaliczek i w ogóle, że pomogą uzyskać odszkodowanie, że będą z tego jakieś pieniądze. My wówczas nie doszliśmy jeszcze do siebie, to był taki impuls, podpisaliśmy, bo ktoś chciał nam pomóc - wspomina Radosław Bruszczak.


Kancelaria w imieniu małżeństwa poszła do sądu. Koszty sądowe pokrywali państwo Bruszczakowie. Sądy obu instancji nie miały wątpliwości.


- Sąd Rejonowy w Kwidzynie uwzględnił powództwo do sumy 20 000 zł. Od tego wyroku zakład ubezpieczeń złożył częściową apelację. W styczniu 2017 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił ją i tym samym wyrok stał się prawomocny. Opiewał on na sumę 20 000 zł łącznie z odsetkami od stycznia 2016 roku oraz oczywiście z wszystkimi kosztami postępowania – informuje Rafał Terlecki z Sądu Okręgowego w Gdańsku.

 

Ubezpieczyciel przelał pieniądze firmie reprezentującej państwa Bruszczaków. Te wpłynęły jednak nie do firmy Happy End 24, a do Blythe Consulting, działającej pod tym samym adresem. Prezesem tej drugiej też jest Damian L. Zgodnie z umową kancelaria miała 7 dni na rozliczenie się z klientem.

 

Państwo Bruszczakowie zaczęli szukać swych pieniędzy. Gdzie są? Tego nie wiedzą do dziś! A kontakt z kancelarią Happy End 24 się urwał. Jej infolinia przekazuje informację, że jej wszyscy konsultanci są zajęci, a na drzwiach, gdzie mieściło się jej biuro, wisi kartka z napisem „przerwa techniczna".  

 

W kwidzyńskiej siedzibie oficjalnie firmy Happy End 24 już nie ma. Dziś funkcjonuje tu Lancaster Blythe. Wspólnym mianownikiem wciąż pozostaje jednak Damian L. Jest prezesem lub prokurentem w kilkunastu firmach zarejestrowanych pod tym samym adresem. Szukaliśmy go wraz z panem Radosławem i odnaleźliśmy. Niestety, na widok podjeżdżającego samochodu Polsatu, prezes uciekł!


Oficjalnie firmy powiązane z Damianem L. zarejestrowane są przy ulicy Nowy Świat w Warszawie. Idziemy tam z kamerą.

 

W recepcji dowiadujemy się, że sekretariat Blythe Consulting znajduje się w pomieszczeniu na drugim piętrze kamienicy. W środku jest jedna kobieta. Twierdzi ona jednak, że z firmą nie ma nic wspólnego, mimo wiszącego nad nią logo firmy.

 

- Ja prowadzę biuro rachunkowe – mówi.

 

- Nawet złotówki nie otrzymałem z tych pieniędzy. Oni powinni z tego zabrać jedynie swoją dolę, a nie uzyskałem nic – podsumowuje Radosław Bruszczak.*

 

 * skrót materiału

 

Reporter: Irmina Brachacz-Przesmycka


ibrachacz@polsat.com.pl