Proces trwa, a dziecko bez odszkodowania

Pani Agnieszka siedem lat temu urodziła syna. Niestety poród nie przebiegł prawidłowo i jej syn jest dzisiaj niepełnosprawny. Sąd po wielu latach postępowania, stwierdził, że odpowiedzialność za stan chłopca ponosi szpital, jednak zadośćuczynienie zostanie zasądzone w kolejnym, długotrwałym procesie.

Dramat Agnieszki Kupper z Olsztyna zaczął się 10 marca 2010 roku.  Kobieta  była wtedy 38.  tygodniu ciąży.  Kiedy przestała czuć ruchy dziecka,  pojechała do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego  w Olsztynie z prośbą o pomoc.


- Odsyłano mnie  z oddziału na oddział,  trafiłam na dyżurkę pielęgniarek,  gdzie kazali mi czekać w świetlicy ponad dwie godziny. W świetlicy można mnie było podłączyć do KTG i monitorować stan dziecka, ale nie zrobiono tego -  mówi Agnieszka Kupper, która walczy o zadośćuczynienie.


Po przeszło trzech godzinach zaniepokojona pani Agnieszka kolejny raz poinformowała, że nie czuje ruchów dziecka.  Powtórzono wówczas badanie monitorujące stan czynności serca płodu.


- W ciągu 5 minut znalazłam się na sali operacyjnej, gdzie nie zdążono mnie znieczulić, zaczęli  kroić mnie na żywca. Szymon był niedotleniony,  zaczęto  go reanimować. Trzeba było bardzo szybko go ochrzcić i czekać – opowiada pani Agnieszka.


- Ciąża rozwijała się prawidłowo. Matka przestrzegała wszystkich zaleceń lekarzy i pojawiła się w szpitalu, bo odczuwała słabe ruchy płodu. Zgłosiła się do szpitala o 9.40,  a cesarskie ciecie miała po godzinie 13  - mówi Agnieszka Żegarska  z Sądu Okręgowego w Olsztynie.


Szymona udało się uratować, jednak  do końca życia będzie  niepełnosprawny. Rok po porodzie pani Agnieszka zdecydowała się walczyć o sprawiedliwość. W pozwie przeciwko szpitalowi zażądała: 600 tysięcy złotych zadośćuczynienia, 57 tysięcy złotych odszkodowania oraz comiesięcznej renty dla Szymona. Dopiero cztery  tygodnie temu zapadł wyrok. Sąd uznał, że szpital ponosi odpowiedzialność za stan dziecka. Decyzja sądu w sprawie  odszkodowania, zadośćuczynienia i renty zapadnie w osobnym procesie. A takie postępowanie może trwać bardzo długo. 


-  Sąd będzie musiał powołać  biegłych, którzy stwierdzą czy żądane kwoty przez powoda są uzasadnione czy też nie - mówi Agnieszka Żegarska z Sądu Okręgowego w Olsztynie.


- Sześć lat walki jest za mną. Liczę, że w najlepszym wypadku  potrwa ona jeszcze dwa lata. To jest zdecydowanie za długo z perspektywy matki,  która chce zapewnić jak najlepszą rehabilitację dziecku, a mi  brakuje  środków,  żeby Szymon mógł chodzić na rehabilitację  – mówi pani Agnieszka.


W rehabilitacji Szymona pomagają terapeuci i pedagodzy z przedszkola gdzie niepełnosprawny siedmiolatek uczęszcza. Mimo, że nad poprawą stanu zdrowia dziecka pracuje sztab ludzi, potrzebne są dodatkowe prywatne zajęcia.


- Szymon jest dzieckiem z opóźnionym rozwojem mowy w zakresie nadawania i odbiorów. Mówi pojedyncze słowa. Przed Szymonem jeszcze dużo pracy,  żeby mógł optymalnie funkcjonować w społeczeństwie. Musi być intensywna terapia wielu specjalistów – mówi  Julita Mikołajska,  neurologopeda  Szymona.


Usiłowaliśmy porozmawiać z dyrekcją Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie oraz rzecznikiem prasowym olsztyńskiej placówki. Odmówiono nam udzielenia wywiadu. Przekazano jedynie krótkie oświadczenie:

 

,, Rozumiemy też dramat rodziców chłopca, ale prawa natury czasami przegrywają z naszymi oczekiwaniami i możliwościami  współczesnej  medycyny. Szpital złożył w sądzie wniosek o wydanie pisemnego uzasadnienia ww. wyroku, po zapoznaniu się jego treścią podejmiemy decyzję o złożeniu apelacji.  Z uwagi na dobro pacjenta i tajemnicę lekarską, nie udzielamy innych informacji.”

 

-  Szpital nie poczuwa się do winy, że nie popełnili błędu. Uważają, że jest to za wysoka kwota. Ja uważam inaczej. Szpital nie zna potrzeb mojego syna, aby mógł funkcjonować na normalnym poziomie – mówi matka niepełnosprawnego Szymona *

 

*skrót materiału

 

Reporter: Artur Borzęcki

 

aborzecki@polsat.com.pl