Przez konflikt rodzinny trafiła do szpitala psychiatrycznego

Pani Barbara kilka lat temu rozwiodła się z mężem. Kiedy jedna z córek wprowadziła się bez jej zgody do ich wspólnego domu, zaczął się konflikt rodzinny. Na początku sierpnia jedna z córek pani Barbary wezwała pogotowie, twierdząc, że matka wpadła w szał. Mimo że, według sąsiadki, nie było takiej sytuacji, ratownicy w asyście policji zawieźli panią Barbarę do szpitala psychiatrycznego.

Barbara Ciuraj z Kopic pod Goleniowem jest w konflikcie z mężem i dwiema córkami. Cztery lata temu małżonkowie rozwiedli się, wstępnie podzielili dom wartości 170 tysięcy złotych. Wyroku sądu jednak nie ma. Awantury zaczęły się, gdy na strych domu wprowadziła się starsza córka z rodziną.


 - Bardzo źle do mnie odnosiła się, jak ja zwracałam jej uwagę, to krzyczała, że jestem chora psychiczna – mówi Barbara Ciuraj.


- Zaczęła sama nas prowokować. Jak oni podzielą majątek, to matka będzie wiedziała, że to jest jej i ona będzie mogła zrobić z tym co chce – mówi córka pani Barbary.


Sprawa przybrała drastyczny obrót. Pogotowie ratunkowe w Goleniowie dostało wezwanie do kobiety, która rzekomo biega z siekierą i jest agresywna. Pomocy wzywała córka pani Barbary,  która wprawdzie nie była na miejscu, ale uznała, że matka jest niebezpieczna. Przyjechali ratownicy w asyście policjantów.


- Ona odgrażała się wiele razy, że schody wytnie, że nie będą tam mieszkać – mówi córka pani Barbary.


- Tytułem zgłoszenia było: mama wpadła w szał i biega z siekierą – mówi Elżbieta Sochanowska  z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.


 - Tam się nic takiego nie działo, tylko Barbara była zamknięta w domu, były mąż stał na zewnątrz, właściwie nie wiadomo było, o co chodzi – mówi Iwona Krępic, sąsiadka pani Barbary.


Interwencja ratowników i policji była niezrozumiała. Pani Barbara przez cały czas była spokojna, nie krzyczała, nie była agresywna, jednak załoga karetki zawiozła ją do szpitala psychiatrycznego.


- Policjanci na żądanie lekarza pomogli umieścić kobietę w karetce pogotowia. W tej chwili prowadzimy postępowanie skargowe, które pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy sposób ich działania był prawidłowy,  zgodny z prawem, czy nie naruszyli norm  dyscypliny służbowej i zasad etyki zawodowej – mówi Julita Filipczuk z Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie.


W szpitalu pani Barbara miała być trzy tygodnie, ale wyszła po czterech dniach. Pomogły jej koleżanki. Także sąd uznał, że nie ma przesłanek, żeby kobieta była w szpitalu. Kilka dni temu sąd  nie zgodził się na eksmisję byłego męża i córki. Konflikt trwa.


- Pani Barbara  została umieszczona w zakładzie psychiatrycznym,  jednak lekarz stwierdził po bardzo krótkim czasie, że tutaj nie ma podstaw do tego, aby ją w tym szpitalu zatrzymywać – mówi Michał Tomala z Sądu Okręgowego  w Szczecinie.


- Być może ona nie musi być zamknięta w szpitalu, tylko może ktoś powinien jej pomóc. I zapytać ją, dlaczego tak się dzieje, czemu jest tyle nienawiści w niej do nas – mówi córka pani Barbary.


-  Powinni  do podziału majątku wyprowadzić się, wtedy będzie spokój – mówi pani Barbara. *

 

*skrót materiału

 

Reporterka Małgorzata Pietkiewicz

 

mpietkiewicz@polsat.com.pl