Przez 20 tys. zł pożyczki straciła mieszkanie

Teresa Szmit z Warszawy wzięła pod zastaw mieszkania 20 tys. zł w firmie pożyczkowej. I choć regularnie spłacała raty, to dziś właścicielką lokalu już nie jest. Okazało się, że nieświadomie podpisała dokument jego sprzedaży podczas jednej z wizyt u notariusza. Cenę zaniżono niemal o połowę. W sprawie oszustwa zatrzymano już trzy osoby, ale eksmisji pani Teresy zatrzymać się nie da.

W ciągu jednego miesiąca straciła męża, córkę i zięcia. Teresa Szmit musiała znaleźć siłę, by pochować członków rodziny i zająć się swoim wnukiem. Wystarczyło jej siły, ale zabrakło pieniędzy. W 2012 r. kobieta wzięła 20 tys. w firmie pożyczkowej o nazwie: Narodowy Fundusz Pożyczkowy. Zabezpieczeniem była hipoteka jej mieszkania.

 - Usłyszałam, że nie będzie problemu, że jeśli będę spłacała raty, to po roku pożyczka będzie spłacona i oczywiście akt nieruchomości do mnie wróci. Więc tak zrobiłam, zawieźli mnie do notariusza – opowiada Teresa Szmit.

Jednak po 8 miesiącach spłacania rat firma pożyczkowa zniknęła. Pani Teresa szukała pomocy u notariusza- bezskutecznie. W końcu w jej mieszkaniu pojawił się człowiek, który przez kilka miesięcy nachodził ją i przekonywał, że zobowiązania pożyczkodawcy przejmie inna spółka. Trzeba tylko przepisać u tego samego notariusza resztę pożyczki na inną firmę.

Pani Teresa uwierzyła w wersję o przepisaniu pożyczki i pojechała z Rafałem K. do znanego już jej notariusza. Twierdzi, że umowa nie została przeczytana, a na jej pytania słyszała potwierdzenia, że wszystko jest w porządku. Dopiero w domu zorientowała się, że podpisała akt sprzedaży swojego mieszkania za 200 tys. zł.

- Prokuratura prowadzi wielowątkowe śledztwo w sprawie wyłudzeń na szkodę osób starszych, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, czasami niezaradnych. Jedną z osób pokrzywdzonych jest pani Teresa, która padła ofiarą oszustwa, w wyniku którego została pozbawiona prawa do mieszkania – informuje Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Niestety, warte co najmniej 350 tys. zł 50-metrowe mieszkanie pani Teresy na warszawskim Ursynowie zostało szybko sprzedane przez spółkę, która miała przejąć resztę jej pożyczki.  Pani Teresa próbowała udowodnić przed sądem, że jest ofiarą oszustwa i Tomasz D. nie powinien być właścicielem jej mieszkania - bezskutecznie. Kobieta odwołała się od wyroku.

- Sąd uznał, że ten kupujący mieszkanie nie miał przede wszystkim wiedzy o sytuacji powódki, o tym, że ona może mieć jakieś roszczenie względem sprzedającego ten lokal – informuje Dorota Trautman z Sądu Okręgowego w Warszawie.

- Mamy do czynienia z aktem paserstwa. Gdybym ja kupił kradziony samochód, poszedłbym siedzieć jako paser. Jeżeli ktoś kupuje coś znacząco poniżej ceny rynkowej, to powinien sobie zadać pytanie, jakim cudem to jest tak tanie. I w tym momencie tłumaczenie się, że on nie wiedział, jest śmieszne – uważa Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.

Pani Teresa ma orzeczoną eksmisję na 5 września, choć w związku ze sprawą jej pożyczki aresztowane zostały już trzy osoby, w tym notariusz, u którego podpisała dokument sprzedaży mieszkania. Niestety, dla komornika nie są to wystarczające powody, by wstrzymać eksmisję.

- Notariusz Mateusz R. usłyszał zarzut oszustwa w stosunku do mienia znacznej wartości oraz przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Notariusz jest tymczasowo aresztowany i przebywa w areszcie śledczym – informuje Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Nie ma żadnego przepisu, który umożliwiałby komornikowi rozpatrywanie czegoś, co było wcześniej, przed decyzją sądu o nadaniu klauzuli wykonalności – mówi Andrzej Kulągowski, rzecznik Rady Izby Komorniczej w Warszawie.

W firmie, która zgodnie z aktem notarialnym stała się właścicielem mieszkania, nie było nikogo, kto mógłby z nami porozmawiać.  Kobieta, która tę firmę reprezentowała u notariusza, już w niej nie pracuje.

Obecny właściciel mieszkania pani Teresy, Tomasz D.,  nie mieszka już pod adresem, który podaje w oficjalnych dokumentach. Pani Teresa czuje się bezradna i obawia się, że już wkrótce wyląduje na ulicy.

- Uczciwy człowiek, który się dowiaduje, że mieszkanie, które nabył, było wcześniej wyłudzone w drodze przestępstwa,
raczej się nie pcha z komornikiem, żeby kobietę wyrzucić – mówi Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.*

* skrót materiału

Reporter: Milena Sławińska

mslawinska@polsat.com.pl