Walczą z plagą much

Mieszkańcy niewielkiej wsi Lubartów w woj. lubuskim walczą z plagą much. - Zdarza się, że mam ich prawie cały garnek. Są i w kawie i w herbacie, we wszystkim – skarży się Katarzyna Paszewska. Muchy nie dają ludziom spokojnie zjeść, a w nocy spać. Skąd się wzięły? Mieszkańcy wskazują na pobliską fermę norek.

We wsi Lubartów żyje kilkanaście rodzin utrzymujących się głównie z rolnictwa. W 2007 roku w pobliżu ich domów zbudowano fermę norek.

Mieszkańcy twierdzą, że do 2014 roku, że nie było żadnych uciążliwości w związku z działalnością fermy. Później zaczęli uskarżać się na muchy w okresie letnim. Wskazują, że mogą one pochodzić od norek.

- Trujemy i bijemy łapkami. Cały czas chodzimy tylko z łapką. To walka z wiatrakami – opowiadają mieszkańcy.

- Na górze, na dole, wszędzie są muchy. Altankę mam zrobioną, nawet nie idzie usiedzieć, bo muchy "jedzą" – mówi Edward Chratycz z Lubartowa.

- Jeszcze w życiu takiego czegoś nie widziałem, a w lesie pracowałem całe życie – dodaje Wacław Wąchnicki.

Marcin Dudajek, kierownik fermy norek uważa, że muchy przy zabudowaniach nie pochodzą z hodowli.- Jest ferma to wiadomo, że jakieś tam skupisko much jest. Ale używamy środków zapobiegawczych przeciwko muchom i tak samo przeciwko larwom, żeby się muchy nie wytwarzały – zapewnia.

Mieszkańcy próbowali interweniować u wójta gminy. Ten również twierdzi, że plaga nie jest spowodowana działalnością fermy.

- Też się dzisiaj zastanawiam nad tym, czy przypadkiem nie jest tak, że wszyscy skupiamy się na fermie norek, na której to jest w miarę poprawnie, a ktoś za naszymi plecami czegoś nie robi – mówi Wojciech Olszewski, wójt gminy Wymiarki.

Rodziny twierdzą, że do pobliskich rowów wylewane są nieczystości i gnojówka z fermy, która nie tylko produkuje muchy, ale również śmierdzi. Przedstawiciele fermy odpowiadają, że tylko część nieczystości pochodzi z fermy, a "wylało" je, gdy intensywnie padał deszcz w regionie. Zapewniają, że teren uprzątną oraz że wszystkie wpływy do rowów mają pozamykane.

- Jak zrobili sobie szamba, to tam się legną te muchy, bo skąd? Z Ameryki by przyleciały? – mówi Wacław Wąchnicki, mieszkaniec Lubartowa.

- To jest jakaś syzyfowa praca. Zgłaszałam do wójta, zgłaszałam do pani z "komunalki" i oni obiecali zająć się tą sprawą. Ale ile ja mogę czekać? Każdy jest mądry, bo nie ma takiego problemu jak my – dodaje Elżbieta Wąchnicka.

- Rzeczywiście firma dokłada starań, żeby te niedogodności były, jak najmniejsze. I naprawdę na fermie nie ma much. Próbujemy to od pewnego czasu zlokalizować problem – tłumaczy Wojciech Olszewski, wójt gminy Wymiarki.

Mimo kontroli na fermie i zapewnień, że wszystko jest zgodnie przepisami, mieszkańcy boją się o swoje zdrowie. Mają obawy, czy woda z ich studni nie została skażona i nadaje się do spożycia.

- Myśmy kiedyś wodę brali do użytku. A teraz to jest normalnie gnojówa i śmierdzi – twierdzi Henryk Borkowski z miejscowości Lubartów.*

* skrót materiału

Reporter: Klaudia Szumielewicz-Szklarska

kszumielewicz@polsat.com.pl