Chciał sprzedać ziemię deweloperowi, został właścicielem bloku

Rolnik z Lublina zdecydował się sprzedać 2-hektarową działkę deweloperowi. Ta decyzja może kosztować go ponad 6 mln zł. Wszystko dlatego, że deweloper zbudował blok, gdy jeszcze obowiązywała umowa przedwstępna. Po jej upływie zmienił zdanie i zdecydował, że może kupić mniejszy teren - jedynie ten, na którym został wybudowany blok dla 50 rodzin. Rolnik się nie zgodził. Spór z deweloperem może kosztować go fortunę.

54-letni Bogumił Kozak mieszka w Lublinie. Jest rolnikiem. Wiosną 2012 roku mężczyzna dostał od jednego z lubelskich deweloperów propozycję sprzedaży dwuhektarowej działki. Według pana Bogumiła miały na niej powstać bloki mieszkalne. Ostatecznie wybudowano jeden, a rolnik do dziś żałuje swojej decyzji.

- Wynegocjowaliśmy warunki cenowe. Z działki większej dokonano podziału na trzy działki. Pełnomocnik dewelopera poprosił mnie o umowę użyczenia celem uzyskania pozwolenia. U notariusza okazało się, że oni proponują jedną działkę z umowy przedwstępnej – tłumaczy Bogumił Kozak.
Reporter: Czyli deweloper w tym momencie sam nie wywiązał się z umowy, bo nie chciał kupić całego terenu – jak wcześniej deklarował – tylko połowę?
Bogumił Kozak: Tak.

Według pana Bogumiła jego kłopoty zaczęły się w chwili, gdy jeden z planowanych bloków został już wybudowany. Wtedy deweloper zmienił swoje plany. Chciał odkupić już tylko połowę działki, tę na której postawił blok. Wtedy rolnik zażądał wyższej kwoty, na co nie zgodził się deweloper. 

- Deweloper odstąpił od zawarcia umowy przedwstępnej w czerwcu. Budynek stoi, a ja jestem jego właścicielem – mówi pan Bogumił.

- On nas postawił pod murem. Próbował od nas wyłudzić, żebyśmy zapłacili więcej, dlatego że mamy budynek postawiony. A my zagraliśmy inaczej. My zerwaliśmy umowę, żądając zwrotu pieniędzy – twierdzi deweloper Marcin C.

- Chodzi o to, że oni zrobili to po raz drugi. W tym samym miejscu. U nas sytuacja jest jeszcze wyprostowana, bo znieśliśmy współwłasność w porę i mogliśmy odebrać lokale – tłumaczy mieszkaniec pobliskiego osiedla.

- Po prostu na siłę deweloper chce mnie zrobić deweloperem – dodaje Bogumił Kozak.

Przepychanki z deweloperem trwają do dziś. Na działce pana Bogumiła stoi blok, który od lutego tego roku niszczeje. 54-letni rolnik twierdzi, że niedawno dostał od dewelopera propozycję nie do odrzucenia. Zagrożono mu, że albo zgodzi się na warunki dewelopera, albo sprawa trafi do urzędu skarbowego.

- Chodzi o to, że jestem wzbogacony tytułem ulepszenia terenu i muszę zapłacić podatek w wysokości 23 procent z nakładów, czyli mniej więcej z 6 mln zł. Jeżeli deweloper daje pieniądze, nawet zaliczkę, to taki właściciel musi mu iść na rękę w stu procentach. Jeżeli mu podskoczy, straszy go: oddaj pieniądze, bo podam cię do sądu – komentuje pan Bogumił.

- Podjęliśmy decyzję, że oddajemy mu budynek. Automatycznie ma podatek od wzbogacenia. On się wzbogacił. Czy to samoistnie, czy w dobrej, czy niedobrej wierze. Urzędu skarbowego to nie interesuje. On ma do zapłaty około 1,2 mln zł – twierdzi deweloper Marcin C. 

Współwłaściciel firmy deweloperskiej twierdzi, że od początku pan Bogumił stwarzał problemy. Marcin C., developer, również czuje się oszukany. Mężczyzna nie zgodził się wystąpić oficjalnie przed naszą kamerą. Dostaliśmy oświadczenie:

„Podkreślić należy, że budowa rozpoczęła się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa na podstawie pozwolenia na budowę, za zgodą Bogumiła Kozaka i Piotra Kozaka, który zobowiązał się do przeniesienia własności nieruchomości. Następnie Bogumił Kozak zmienił zdanie, nie dotrzymał warunków umowy i – wbrew umownym zobowiązaniom stron – próbuje uzyskać cenę wyższą, niż określona w umowie."

- Pan Bogumił znalazł się w mało komfortowej sytuacji, ponieważ jego niewiedza prawnicza została wykorzystana przez stronę przeciwną. Strony muszą się spotkać w sądzie – tłumaczy adwokat Maria Maleska.

Deweloper wystąpił do sądu z pozwem przeciwko panu Bogumiłowi. Domaga się zwrotu wartości działki, na której stoi blok - 700 tys. zł. Dodatkowo planuje złożenie kolejnego pozwu o zwrot nakładów poniesionych na budowę bloku, czyli - 6 milionów złotych. Pan Bogumił szuka pomocy.

- Teoretycznie ten rolnik powinien być w uprzywilejowanej sytuacji. Ponieważ czyja ziemia, tego wszystko, co na tej ziemi. Ale wiemy, jak to u nas z sądami bywa, od dłuższego czasu są kłopoty i przeważnie silny ma większe szanse niż ten rolnik – ocenia Witold Pisarski ze stowarzyszenia „Stop Bezprawiu”.

- W pozwie chce ustanowić hipoteki na wszystkie nasze nieruchomości z bratem włącznie, czyli za sumę 400 tysięcy, których się domaga, chce zabrać nam majątek kilkumilionowy.  Ja tego bloku nie chcę. Chcę sprzedać tę działkę razem z blokiem i pozbyć się
tego całego zmieszania – mów pan Bogumił.*

* skrót materiału

Reporter: Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl