88-letni były strażnik więzienny z niższą emeryturą. "Za to, że pracowałem w mundurze"

Mieczysław Ducki czuje się skrzywdzony przez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Schorowany, nie będący w stanie chodzić mężczyzna w październiku dowiedział się, że dostanie o 1000 zł mniejszą emeryturę. Pan Mieczysław całe życie był strażnikiem więziennym. - Może w państwie totalitarnym pracował, ale żadnym ubekiem nie jest, w żadnej partii nie był. Był zwykłym pracownikiem - mówi wnuczka mężczyzny.

W październiku tego roku pokazywaliśmy historię pana Jerzego Kamizeli z Kielc. Mężczyzna jest niepełnosprawny od 2. roku życia. Pan Jerzy został objęty ustawą dezubekizacyjną, co spowodowało obniżenie jego renty rodzinnej po ojcu, pracowniku więzienia.

- Mój ojciec 8 lat już nie żyje i wystawia im się jakieś rachunki. Po 8 latach nieboszczykowi. A później zdecydowali wziąć pod lupę ich rodziny. Żyją, to można ich ukarać – mówił w październiku Jerzy Kamizela.

- Ci, którzy służyli w aparacie represji, którzy z tego tytułu czerpali pewnego rodzaju przywileje, teraz te przywileje mają utracić. Tyle tylko, że w tym przypadku pojawia się pytanie: jakie przywileje mógł zyskać człowiek, który od 2. roku życia jest sparaliżowany? I w jakim aparacie represji miał służyć? – mówi Grzegorz Walczak z Gazety Wyborczej.

Do naszej redakcji zgłosiła się rodzina 88-letniego Mieczysława Duckiego, byłego pracownika służby więziennej. Emeryturę miał godną, prawie 3 tysiące złotych. Dziś mężczyzna jest leżącym i schorowanym człowiekiem. Za to, że pracował w mundurze, zabrano mu część emerytury.

- Poszedłem do pracy tak naprawdę prosto z wojska po skończeniu służby. Rok, może dwa pracowałem w ochronie, czyli na tych wieżyczkach. Później pracowałem na oddziale z więźniami – opowiada Mieczysław Ducki.

- Z opowieści dziadka wiem, że pracował na Białołęce w służbie więziennej. To była jego pierwsza i ostatnia praca – dodaje Żaneta Koman, wnuczka pana Mieczysława.

Mimo że pan Mieczysław był szeregowym pracownikiem więzienia przy Gęsiej i na Białołęce, według ustawodawcy pracował na rzecz państwa totalitarnego. Przez to dostanie prawie tysiąc złotych emerytury mniej. Schorowany mężczyzna nie może się z tym pogodzić. Utrzymanie i leki kosztują go 1500 złotych miesięcznie.

- Dziadek 5 października wziął emeryturę. Kilka dni wcześniej dostał informację, że zabrali mu z niej około 1000 zł. To już wtedy się podłamał. Powiedział, że na koniec życia dobili go – wspomina Żaneta Koman.

- Myślę, że to za to, że pracowałem tyle lat w mundurze. A służba - czy to policja, czy inna - jest w każdym państwie. Czy to państwo jest demokratyczne, czy jakieś inne, to te służby są – zauważa Mieczysław Ducki.

- W tej ustawie jest poruszona bardzo ważna rzecz: służba na rzecz państwa totalitarnego. Te służby pełnili strażacy, leśnicy, nauczyciele. Przecież służba zdrowia to też służba – komentuje Zdzisław Czarnecki z Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych.

- Sąd Najwyższy w ramach wydania opinii o projekcie tej ustawy wypowiedział się jednoznacznie, że ta ustawa w jego ocenie jest sprzeczna z konstytucją. Teraz pytanie jest, jak zachowają się sądy powszechne – dodaje adwokat Monika Gąsiorowska.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji kolejny raz, kategorycznie odmówiło nam wypowiedzi w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Dla wielu osób ta ustawa to kara i  odebranie godności. 

- Do chwili obecnej mamy potwierdzonych 6 samobójstw. Oprócz tego mamy 18 przypadków ewidentnego związku polegającego na tym, że ktoś dostał udaru, zawału, który spowodował śmierć, a który był bezpośrednią przyczyną otrzymania tej decyzji (o zmniejszeniu emerytury red.) – informuje Zdzisław Czarnecki z Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych.

- Przez ponad 20 lat ludzie Ci pobierali sowite emerytury za utrwalanie w Polsce porządku komunistycznego. Ale my to zmieniliśmy. Wprowadziliśmy ustawę dezubekizacyjną, obniżyliśmy wysokie emerytury byłych funkcjonariuszy SB – przekonywał w mediach Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji.

- Ustalili sobie jakąś ustawę i bach, zabieramy. Nie patrząc w ogóle na daną osobę. Zostali potraktowani jak zwykłe śmiecie – podsumowuje Żaneta Koman, wnuczka pana Mieczysława.*

* skrót materiału

Reporter: Klaudia Szumielewicz-Szklarska

kszumielewicz@polsat.com.pl