Przez pomyłkę sądu komornik zabrał mu pieniądze. Pomogliśmy

Historię pana Adriana Kowalskiego z Piastoszyna niedaleko Tucholi pokazaliśmy w listopadzie. 30-latek samotnie wychowujący 8-letnią córkę dowiedział się, że został obciążony kosztami rozprawy o alimenty na dziecko, którego nie jest ojcem. Ponieważ w dokumentach zgadzało się imię, nazwisko i numer pesel, sąd był przekonany, że nie popełniono żadnego błędu. Dzięki naszej interwencji mężczyzna odzyskał pieniądze.

- Problem zaczął się, kiedy dostałem wypłatę na konto. Okazało się, że jest jakaś egzekucja w kwocie 818 zł i postępowanie sądowe z Krakowa – mówił wówczas pan Adrian.

Okazało się, że 30-latek miał sprawę alimentacyjną w Krakowie, 500 km od Piastoszyna. Pan Adrian próbował wyjaśnić sytuację u komornika. Dzwonił też do sądu. W dokumentach imię i nazwisko oraz pesel zgadzają się z danymi pana Adriana.

- Pani w sądzie powiedziała mi, że to sprawa o alimenty na dziecko, które nie jest moje. Sprawa z panią, której nie znam, której nigdy nie widziałem na oczy. W tych dokumentach tylko adres się nie zgadza. Wysyłane z sądu dokumenty trafiały do tego prawdziwego ojca. On je odbierał, podpisywał. A ja dostałem dokument o zajęciu komorniczym – opowiadał pan Adrian.

W trakcie realizacji materiału sąd sprawdził akta sprawy. Okazało się, że doszło do błędu podczas wpisywania danych przez pracownika sądu. Dodatkowo dane pana Adriana zostały udostępnione przez sąd osobie trzeciej. 

- Urzędnik zatrudniony w sądzie sprawdza w bazie pesel prawidłowość wskazanego numeru. Wpisał w notatkę dołączaną do akt ten błędny numer. A pomylił pesel z tego powodu, że pan, o którym mówimy, ma dość popularne nazwisko i niestety okazało się tak, że dwie osoby o tym samym imieniu i nazwisku, urodzone tego samego dnia istnieją w tym kraju – mówi Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie.
Reporter: Jeżeli wychodzi więcej niż jeden wynik, nie warto tego zweryfikować?
Beata Górszczyk: Pewnie byłoby warto, tylko ktoś musiałby o tym wiedzieć poza tym pracownikiem.

Sąd przyznał się do błędu i przeprosił pana Adriana.

- Zrobiliśmy wszystko, co jest w naszej mocy, żeby naprawić tę sytuację, niestety ten numer pesel został udostępniony (osobie trzeciej) i  nic nie jesteśmy w stanie tak naprawdę w tej sytuacji zrobić – stwierdziła Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie.

- Z przeprosinami nie do końca było fajnie, słowo przepraszam usłyszałem tylko i wyłącznie w telewizji od pani rzecznik sądu. Poza tym nikt się ze mną nie kontaktował i nie powiedział mi: przepraszam – powiedział Adrian Kowalski.

- Sąd cofnął swój wniosek egzekucyjny, komornik umorzył postępowanie w całości, natomiast  wyegzekwowane pieniądze w sprawie zostaną zwrócone w całości – oświadczył Sławomir Szynalik, rzecznik Izby Komorniczej w Krakowie.

Po emisji reportażu komornik, zgodnie z obietnicą, oddał pieniądze panu Adrianowi. 30-latek z ulgą może szykować Święta ze swoją córką. To jednak nie koniec sprawy. Pan Adrian postanowił walczyć o odszkodowanie.

- Wszyscy przypisywali sobie wyjaśnienie tej sprawy: sąd, komornik, a tak naprawdę ta sprawa wyjaśniła się dzięki programowi Interwencja – podsumował pan Adrian.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl