Woda stoi na polach. Olbrzymie straty rolników

Rolnicy z Pozezdrza na Mazurach od 2 lat mają problem z nadmiarem wody na polach. Ostatni rok był dla nich katastrofą. Źródłem problemów są nie tylko obfite deszcze, ale też latami zaniedbane dreny oraz rowy melioracyjne. Wskazują, że jeden z takich drenów powinien udrożnić sołtys. Rolnik Wiesław Pawłowicz z 10 hektarów pola ma zalaną połowę. Nie mógł zebrać zboża ani wykopać ziemniaków, a z tego utrzymuje rodzinę.

Pozezdrze to nieduża miejscowość na Mazurach. Mieszka tam pan Wiesław Pawłowicz. Rolnik uprawia około 10 hektarów ziemi. W ten sposób utrzymuje swoją rodzinę. Od dwóch lat ma problem, który uniemożliwia mu pracę.

- W tym roku nic nie poorałem, w polu nic nie porobiłem, nie szło wejść. Co wjechane było, to ciągniki się topiły. Maszyny zostawiłem na polu, w takim punkcie, żeby nie zalało, a jednak zalało jeszcze gorzej – opowiada Wiesław Pawłowicz.

- Na polach zazwyczaj mieliśmy zboże, ziemniaki, swego czasu mieliśmy też ogrody i warzywa, a w tym momencie nie mamy już nic. Są po prostu nieudrożnione rury melioracyjne, stawy, no i mamy problem – mówi Katarzyna Pawłowicz, żona pana Wiesława

W podobnej sytuacji są inni rolnicy z Pozezdrza. Ich pola również zostały zalane, wszystko przez niedrożne dreny. Rolnicy są zdesperowani, zwrócili się po pomoc do wójta oraz starosty.

- Mam działkę, 39 ary, która jest w tej chwili zalana, od wiosny. Ani jej zaorać, ani obsiać, bo nie mam dojazdu – opowiada jeden z rolników.

- Mam też wydzierżawione 4 hektary pola, posiałem pszenżyto i 2 hektary mam pod wodą – dodaje inny.

- Przyczyna tkwi w wieloletnich zaniedbaniach ze strony właścicieli, na terenie których ta woda stoi. Rowy należy czyścić, udrażniać, a nie wszyscy rolnicy dbają o te urządzenia – tłumaczy Bohdan Mohyła, wójt Gminy Pozezdrze.

Rolnicy uważają, że problem powinien rozwiązać wójt.

- Skoro go wybraliśmy, powinien coś z tym zrobić, a problem jest zbywany. Wszystkie drogi są zalane, jedna, druga trzecia czwarta i wójt powie, że to prywatne? Drogi są gminne – mówią.

- Rolnicy przychodzili i przychodzą o pomoc, często mówiąc, żeby gmina uczestniczyła w wykonaniu czynności na ich działkach. Gmina nie może ponosić kosztów na prywatnych działkach. Bezsensowne jest ponoszenie kosztów na naprawę drogi która jest zalana wodą – odpowiada wójt.
Rolnicy sprawdzili rury na swoich polach. Wszystkie były drożne. Gmina sprawdziła dreny pod gminnymi drogami, te również działają bez problemu. Rolnicy oraz urzędnicy próbują ustalić, na czyjej działce doszło do zatoru. Wskazują na dwie.

- 4 stycznia wydaliśmy decyzję nakazującą udrożnienie tego rurociągu na wysokości działki pana Dwilewicza i Zalewskiego – informuje Halina Faj, Starosta Powiatu Węgorzewskiego.

Jedna ze wskazanych działek należy do sołtysa. Rolnicy twierdzą, że woda przez jego dren się sączy, a nie leje i należy ją przepchać.

- Sołtys udrążył, pokazał, że ta woda idzie, ale ona musi więcej iść. Tam musi strumień rwać. On musi dalej to otworzyć. W jedną stronę i w drugą stronę – uważa Wiesław Pawłowicz.

- Mnie się wydaje, że ona płynie cały czas. Czy ona ma możliwość płynąć więcej? Nie wiem, nie mam pojęcia – powiedział sołtys.
Rolnicy mają żal do urzędników, że problem wody nie był rozwiązany od razu. Zalane pola nie przynoszą dochodów, a jedynie straty. To stawia rolników w bardzo trudnej sytuacji, bo ziemia to źródło ich utrzymania.

- My się z tych pół utrzymujemy, siejemy, sprzedajemy, a teraz  musimy odpisać 4-5 hektarów z dopłat, bo jeśli przyjdzie kontrola, to dostaniemy mandat – tłumaczy Katarzyna Pawłowicz, żona pana Wiesława.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl