Pracowali i opiekowali się niepełnosprawnym dziećmi. Świadczeń nie dostali

Państwo podzieliło matki na lepsze i gorsze - mówią opiekunowie osób niepełnosprawnych, którzy nie dostali 1500 zł zasiłku pielęgnacyjnego na niepełnosprawne dzieci. Przepisy nie objęły osób, które mają renty lub emerytury. Dla tych osób, to krzywdzące. Twierdzą one, że pracowały, by zapewnić dzieciom byt, czy rehabilitację. A teraz są pomijane.

Pani Aldona ma 28 lat. Od urodzenia jest niepełnosprawna.  - Urodziła się z przepukliną rdzeniowo-mózgową. Nie dawali jej szans ze względu na wodogłowie. Aldonka ma niedowład kończyn – opowiada mama, pani Grażyna. 

- Nie jest to komfortowe, jest to sytuacja przykra,  którą wymusiło życie, nie ja. Ja się o to nie prosiłam - dodaje pani Aldona.
Pan Adam 38 lat, jest niepełnosprawny intelektualnie.

- Był mocno uszkodzony układ centralny, padaczkę miał taką, że jego ataki w ciągu dnia są nie do policzenia - mówi pani Katarzyna, mama pana Adama

Pani Aldona  mieszka w Żarach niedaleko Zielonej Góry. Pan Adam w podwarszawskim Legionowie. Choć dzielą ich kilometry, łączy ich jedno: walka ich matek o przetrwanie. 
- Państwo wydaje około 4 tys. zł na utrzymanie takiej osoby w ośrodku. Pytam się, skąd biorą pieniądze na to, jak to wyliczają, skoro takiej osobie, jak mój syn dają 724 zł na miesiąc – zauważa pani Katarzyna. 

Kiedy pani Aldona miała zaledwie 9 lat straciła ojca w wypadku samochodowym. Kobieta nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. O jej zdrowie i życie walczyła samotnie matka, 58-letnia dziś pani Grażyna.

Podobny los dotknął 38-letniego pana Adama. Ojciec rodzinę porzucił. Całe życie mężczyzna mógł  liczyć tylko na matkę, 68-letnią dziś panią Katarzynę.
-  Mama to anioł – mówi pan Adam i przyznaje, że nie wyobraża sobie bez niej dnia.

Pomimo ogromnych trudności matki niepełnosprawnych osób całe życie pracowały. Jak mówią nie miały wyboru - wsparcia nie otrzymywały.


- Chodziłam do pracy i wynajmowałam znajomych, by zostawali z Aldonką. Walczyłam do niedawna, ile mi pozwalały siły. Nie patrzyłam na swoje choroby, bo priorytetem była Aldona – mówi pani Grażyna.

Niestety opiekunowie są coraz starsi. Często sami wymagają opieki i leczenia, a brakuje im pieniędzy. Nie dostają stałego zasiłku w wysokości prawie 1500 zł na dziecko niepełnosprawne. Powód? Pracowali, więc taki zasiłek im się nie należy. 
- Żeby dostać zasiłek pielęgnacyjny na osobę dorosłą, czy dziecko jest jeden wymóg: brak prawa do emerytury – mów pani Aldona.

- Mam emeryturę w wysokości 863 zł, a mam przepracowane 28 lat. Zostałyśmy ukarane, bo jesteśmy ze "starego portfela", wcześniej nie było takich świadczeń jak teraz wywalczyły matki.
I chodzi o to, że to bardzo boli, bo zostałyśmy podzielone na matki lepsze i na matki wyklęte. A nie obarczaliśmy państwa naszymi dziećmi, pracowałyśmy cały czas i do dnia dzisiejszego opiekujemy się dziećmi. Prosimy, żeby nas tak nie traktować – opowiada pani Grażyna.

- Ja przepracowałam 20 lat. Poszłam na wcześniejszą emeryturę, bo jestem już w takim wieku, że nie dam rady nic więcej zrobić. Nie pójdę już do pracy – dodaje Pani Katarzyna, mama pana Adama.
Pani Aldona zastrzega, że cieszy się, że „młode matki otrzymują zasiłek pielęgnacyjny”.
- Żyjemy w tych samych czasach, dlaczego one mają dostawać, a my nie, jeżeli państwo stać na to? Dlaczego nie dać tym starszym? Pracowały, ale zajmowały się swoimi dziećmi o wiele dłużej. To jest nie w porządku – ocenia.

Opiekunowie niepełnosprawnych dzieci, którzy poświecili się pracy i opiece nad chorymi czują się oszukani. Próbowaliśmy zapytać urzędników dlaczego ci, którzy nie pracowali taki zasiłek otrzymują, a inni nie. Niestety, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odmówiło nam wypowiedzi przed kamerą pisząc m.in.: 

„W obecnym stanie prawnym rodzicowi sprawującemu opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem, który ma ustalone prawo do własnej emerytury, świadczenie pielęgnacyjne nie przysługuje. Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prowadzone są obecnie analizy możliwych do wprowadzenia zmian w systemie wsparcia osób niepełnosprawnych, ich rodzin oraz opiekunów osób niepełnosprawnych”.

- Moja mama została ukarana za to, że mnie urodziła, że trafiło się dziecko niepełnosprawne i rozsypało się wszystko. Nikt nie chce dać jej szansy na to, by mogła żyć normalnie – mówi pani Aldona.
 
- W tej chwili mam do wyboru: albo zająć się swoją rehabilitacją albo zapłacić mamie za insulinę, albo zapłacić rachunek za prąd. I jaki to jest wybór? – pyta pani Aldona.*

* skrót materiału

Reporter: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl