Zniknęło auto, w jej garażu parkuje inny lokator

Wiesława Pokorska z Łodzi straciła swój garaż i samochód, który w nim stał. Auto odholowano na strzeżony parking na polecenie Aleksandra M., administratora przyblokowych garaży, a miejsce pani Wiesławy przekazano innemu lokatorowi. Pani Wiesława ma dokumenty potwierdzające, że płaciła za garaż. Domaga się jego zwrotu i auta.

66-letnia Wiesława Pokorska mieszka w Łodzi. Kobieta jest niepełnosprawna, ma kłopoty z chodzeniem. Do poruszania się służył jej samochód, który do niedawna mogła parkować w swoim garażu. Dziś po samochodzie nie ma śladu, a garaż kobiety zajął ktoś inny.

W 1988 r. mieszkańcy jednego z łódzkich osiedli dostali zgodę od spółdzielni mieszkaniowej na dzierżawę terenu i wybudowanie tam kilkunastu wiato-garaży. Na własny koszt wykonali prace budowlane. Pośrednikiem między spółdzielnią a mieszkańcami został Aleksander M., który administrował garażami.

- On miał nas reprezentować w spółdzielni. Robić z naszych składek opłaty za cały rok, za korzystanie z wiat, ale zobaczyliśmy, że zaczyna robić przekręty, nie rozlicza się konkretnie – opowiada Antoni Lupa, właściciel wiato-garażu.

Pani Wiesława ze swojego garażu korzystała przez 27 lat. Jak twierdzi, do momentu aż Aleksander M. pozbawił ją prawa własności do miejsca postojowego. Wtedy też w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zniknął samochód kobiety.

- W tym czasie mnie nie było. Zadzwoniła do mnie sąsiadka, że wraca z psem i mój samochód jest w połowie na lawecie. Sprawcą był ten emerytowany pracownik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Aleksander M. Sąsiad z czwartej klatki - mówi Wiesława Pokorska.

- Postępowanie zostało umorzone z powodu braku cech przestępstwa. Sprawa ma charakter cywilnoprawny, mamy do czynienia z wzajemnym dochodzeniem roszczeń związanych z korzystaniem z wiaty – informuje Marcin Fiedukowicz z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

Policja do dziś nie ustaliła, jak samochód niepełnosprawnej kobiety znalazł się poza garażem. Wiadomo tylko, że został odholowany na wniosek prezesa stowarzyszenia, które zarządza parkingiem. Tego samego obawia się Antoni Lupa. Mężczyzna także budował sporne wiaty.

- Nie było problemu do momentu, gdy pan M. brał pieniądze do własnej kieszeni i nie rozliczał się z nami. W 2015 roku pani Pokorska zaproponowała, że ma założyć konto. Kiedyś przyszedł i powiedział mi kilka przykrych słów, żebym wyp… z tej wiaty, że mam mu oddać klucze. A ja odparłem, że po moim trupie. I w tej chwili mam sprawę w sądzie – twierdzi Antoni Lupa.

Aleksander M. nie ma sobie nic do zarzucenia. Prezes stowarzyszenia uważa, że pani Wiesława nie płaciła za miejsce postojowe. Tyle, że kobieta do dziś ma wszystkie potwierdzenia wpłat. Prezes nie chciał wyjaśnić nam sprawy. A spółdzielnia mieszkaniowa uważa, że to konflikt pomiędzy panią Wiesławą a stowarzyszeniem.

- Spółdzielnia mi odpowiedziała, że umowa jest nadal ważna, czyli nadal jestem właścicielką garażu – mówi Wiesława Pokorska.

- Oddaliśmy inicjatywę w ręce ludu, społeczności, która sama coś zorganizowała i sama się świetnie pokłóciła - komentuje Dariusz Banachowski, prezes spółdzielni Czerwony Rynek.

Pani Wiesława do dziś nie odzyskała swojego garażu. Jej samochód od ponad dwóch lat stoi na parkingu depozytowym łódzkiej policji. 66-latka o sprawiedliwość zamierza walczyć w sądzie.*

* skrót materiału

Reporter:  Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl