Adopcja dziecka w internecie

Pani Natalia i pani Sylwia znalazły ogłoszenie, w którym młoda kobieta w ciąży chciała oddać dziecko w dobre ręce. Później Justyna K. przesyłała m.in. zdjęcia USG czy kartę ciąży. Żądała też pieniędzy za adopcję ze wskazaniem.

- Ona wyłudza pieniądze. Każda ciężarna może sobie założyć konto na portalu, wrzucić zdjęcie i zbierać pieniądze przez 9 miesięcy, a na końcu jak Justyna, wycofać się, bo ma takie prawo – mówi pani Natalia, która mieszka na Dolnym Śląsku. Od kilku lat razem z mężem starają się o dziecko. Kobieta zaczęła szukać porad w internecie. Trafiła na forum o adopcji ze wskazaniem.

- Nie mogę mieć dzieci, poroniłam z 4-5 razy na początku ciąży i lekarz powiedzia, że jest po prostu ciężko. Zaczęłam czytać fora o adopcjach i napisałam do pani Edyty. Pisałyśmy dłuższy czas, chciałam się dużo dowiedzieć na jej temat, czy jest zdrowa, dlaczego chce oddać to dziecko, pani stwierdziła, że ma pieniądze, ma wszystko, ma dom – opowiada pani Natalia, która chciała adoptować dziecko.

W Niemczech mieszka pani Sylwia. Jest w takiej samej sytuacji jak pani Natalia. Znalazła ogłoszenie Justyny K. w internecie.

- Napisałam do niej, że jesteśmy zainteresowani adopcją i odpisała czy mam zrobiony kurs dla rodziców adopcyjnych. Napisałam, że nie i że chyba wtedy odpadamy, a ona że nie, że możemy to załatwić inaczej, że mój mąż może być wpisany jako ojciec – opisuje pani Sylwia. 

- Matka biologiczna z ojcem adopcyjnym mogłaby się udać do Urzędu Stanu Cywilnego,  gdzie poświadczyłby, że jest ojcem dziecka. On w ten sposób wyłudziłby poświadczenie nieprawdy i powinien być ścigany karnie – tłumaczy adwokat Katarzyna Tryniszewska.
Kobiety chciały ustalić szczegóły adopcji. Twierdzą, że wierzyły w każde słowo Justyny K. Zaczęły pojawiać się prośby o pieniądze.

- Justyna nie chciała tego załatwiać przez ośrodek adopcyjny, stwierdziła że notariusz przepisze to dziecko, tak jak mieszkanie, że ja będę wpisana jako matka tego dziecka – opowiada pani Natalia.

-  30 sierpnia przelałam jej pieniądze, bo rzekomo nie było jej stać na cesarskie cięcie. Spotkałyśmy się na kawie w galerii, 15 razy się jej pytałam, czy jest pewna, czy w ogóle będzie to legalnie. Zapewniała, że nie ma się czym przejmować, że wszystkim się zajmie. My wierzyłyśmy we wszystko co nam mówi, ona mi wysłała filmik z dzieckiem, które się rusza w brzuchu – relacjonuje pani Sylwia.

- Gdyby doszło do sytuacji, że pozyskałaby pieniądze i przekazała dziecko, to tutaj mocno trzeba się zastanowić, jakie to przestępstwo. Bo na pewno nie jest to handel ludźmi. Handel zawsze związany jest z wyzyskiem człowieka, adopcja ma na celu dobro – mówi prawnik Katarzyna Tryniszewska.

Dziecko dla pani Sylwii miało urodzić się we wrześniu. Dziecko dla pani Natalii w grudniu. W jednym i drugim przypadku nie doszło do adopcji.

- Nie było tego zabiegu, tydzień później powiedziała, że łożysko jest niedojrzale  i zmieniamy termin na 15 października. Wtedy też coś wymyśliła, że jest na 27 października. W listopadzie napisała, że jeszcze 500 złotych potrzebuje na badania. Wysłałam jej te pieniądze. Ostatni termin miał być w grudniu, napisała do mnie, że jak przyjedziemy, to malutka już będzie. Podjechaliśmy pod sklep, a ona wyszła z córką i z brzuchem – opowiada pani Sylwia.

- Wysłała mi swoje USG, żebym zobaczyła dziecko. My odmalowaliśmy pokój, od wózka byliśmy przygotowani po pampersy, mleko. Cały pokój był zawalony, wysłałam jej filmik i oczywiście stwierdziła, że małej będzie jak w bajce, że u nas jej będzie dobrze – mówi pani Natalia.

- Wprowadzono przepis, który wprost mówi, że rodzic biologiczny może wskazać do adopcji dziecka osobę krewną lub małżonka. Jeżeli osoby nie są osobami spokrewnione, to do adopcji nie dojdzie nawet jeśli będą miały szkolenia. Ta kwestia będzie zależała do sądu – wyjaśnia prawnik Katarzyna Tryniszewska.

Kobiety, które czują się oszukane przez Justynę K. skontaktowały się ze sobą. Okazuje się, że jest ich więcej.

Postanowiliśmy pojechać do Justyny K. Kobieta twierdzi, że nikogo nie oszukała.
- Była faktycznie sytuacja, że byłam w ciąży, dziecko oddałam do adopcji z tego względu, że one (pani Natalia i pani Sylwia) nie miały uprawnień żeby zaadoptować. 
Reporterka: One twierdzą, że brała pani od nich pieniądze.

- Tu akurat się nie zgodzę, od jednej pani wzięłam, potem zwróciłam, bo się okazało, że nie ma tych uprawnień i sprawa nie mogła pójść dalej. Ja je zwróciłam.
Sprawa trafiła do prokuratury, dziś zajmuje się nią sąd. Kobiety mają nadzieję, że Justyna K. zostanie ukarana za oszustwo.

- Wydaliśmy pieniądze, zostaliśmy z wyprawkami, my mamy złamane serca. Bo czeka się na dziecko, a jednego dnia wszystko pryska – podsumowuje pani Sylwia.*
* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl