Inwestycja przez prywatne działki. „Najdroższy i najgorszy wariant dla mieszkańców”

Mieszkańcy Zawady koło Zamościa protestują przeciw planom budowy nowej drogi i modernizacji linii kolejowej. W proponowanym wariancie inwestycja będzie przebiegała przez ich działki, blisko domów, a nawet pozbawiając lokalnych przedsiębiorców firm. Całość kosztować ma 300 mln zł i w przypadku kolei skróci połączenie z Zamościa do Lublina o… 15 min.

42-letnia Magdalena Marmaj mieszka w miejscowości Zawada koło Zamościa. W 2011 roku po kilkuletnim pobycie w Niemczech wróciła do Polski. Tu za oszczędności życia otworzyła komis samochodowy. Dobrze prosperujący biznes stał się jedynym źródłem utrzymania rodziny.

- Chcemy budować jeszcze warsztat samochodowy. Planujemy to od trzech, czterech lat. Wszystkie zgody już są – opowiada Magdalena Marmaj.

W marcu tego roku okazało się, że najprawdopodobniej pani Magdalena nie zrealizuje swoich planów. Wszystko przez budowę nowej drogi i linii kolejowej, która ma przebiegać przez środek jej komisu.

- Jest to związane z budową wiaduktu, przebudową drogi krajowej 74. To jest nasze źródło utrzymania, ale jakoś nikogo to nie interesuje. Tu, gdzie jest mój komis, przebiegać będzie droga. Oprócz tego będziemy mieć ekrany, nie będzie nas widać. Wjazd (na lokalną drogę dojazdową – red.) będzie kilka kilometrów dalej, żeby się dostać do posesji – powiedziała pani Magdalena i dodała, że żaden urzędnik nie przyszedł, by z nią negocjować.

Pani Magdalena nie jest jedyną osobą, która sprzeciwia się inwestycji w przedstawionym wariancie. Mieszkańcy Zawady twierdzą, że o planach inwestycji dowiedzieli się przez przypadek. Do tej pory pod sprzeciwem zebrano ponad 150 podpisów.

- Pobudowałam się w Zawadzie 15 lat temu. Chciałam spokoju dla siebie, a kiedyś dla wnuków. W zasadzie 10 metrów od mojego tarasu będzie przebiegała droga lokalna – mówi Urszula Majchrowska, mieszkanka Zawady.

- W moim przypadku, będę miał zabrane dwie działki pod budowę wiaduktu – dodaje inny mieszkaniec miejscowości, a jego sąsiadka opowiada, że przez jej działkę będą prowadziły tory, którymi będzie jeżdził pociąg między Zamościem a Lublinem.

- Jeśli chodzi o ten wariant budowy łącznicy, nie podpisuję się pod nim ze względu na duży koszt, duży koszt społeczny oraz nikłe planowane zyski – ocenił Ryszard Gliwiński, wójt gminy Zamość.

Mieszkańcy Zawady mają żal do urzędników. Uważają, że o sprawie powinni być powiadomieni wcześniej. Nie chcą też, by pozbawiono ich dorobku życia. Sami urzędnicy uspokajają, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, a na konsultacje z mieszkańcami będzie jeszcze czas.

- Obecnie mówimy o przygotowaniu studium wykonalności, więc jesteśmy na etapie konsultacji. Badamy, jakie są możliwości, uwagi i na tej podstawie będziemy wybierali optymalny wariant – tłumaczy Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK.

- Kolej ręce zaciera przy budowie takiego wiaduktu, bo nie będzie odpowiadać za przejazd, za konserwację, za utrzymanie – ocena kolejarz Stanisław Jakubczak, mieszkaniec Zawady.

- Wiemy, że ta inwestycja będzie kosztowała 300 mln zł. Są inne propozycje. Ponieważ są propozycje przeprowadzenia rogatek oraz zmienienia linii kolejowej, żeby ona nie przebiegała przed starym wiaduktem, już istniejącym, ale pod nim. Akurat ta przebudowa nie kolidowałaby z niczym – dodaje inna mieszkanka Renata Terlecka.

Argumentacją, zwłaszcza patrząc na koszty inwestycji, przykuł uwagę Przemysław Czarnek, wojewoda lubelski. - Proszę państwa, na miły Bóg. Jesteśmy w 2018 roku. Z Lublina do
Zamościa jest 90 kilometrów, a pociąg pana marszałka województwa lubelskiego jedzie 2 godziny 15 minut. Jak ktoś ma dobry rower i dobrą kondycję, to niewiele dłużej mu zejdzie. Łącznica, która skracałaby tę trasę o 15 minut jest naprawdę na wagę złota - powiedział.

Urzędnicze zapewnienia nie przekonują protestujących. Obawiają się, że urzędnicy podejmą decyzję za ich plecami, a wtedy na sprzeciw będzie już za późno. Mieszkańcy protestu nie zamierzają przerywać dopóki ich głos nie zostanie wysłuchany.

- My w naszym państwie nie mamy nic do powiedzenia. Przychodzą, robią, zabierają grunty i tyle – podsumowała Magdalena Marmaj.

- Wybrano najgorszy wariant ze względu na mieszkańców i niestety najdroższy – stwierdziła Urszula Majchrowska.*

* skrót materiału

Reporter: Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl