Wybuch gazu odebrał im wszystko. Odszkodowań nie będzie

Chociaż wybuch gazu zabrał im dobytek życia i dach nad głową, do dziś pozostają bez odszkodowania, bo prokuratura nie potrafi ustalić, kto zawinił. Śledztwo umorzyła, bo nie wie czy wybuch spowodował rozszczelniony gazociąg czy gaz butlowy. Na odszkodowania liczy pięć rodzin z Juszkowa koło Pruszcza Gdańskiego.

Życie rodzin z kamienicy w Juszkowie runęło wraz ze ścianą ich domu. 24 stycznia ubiegłego roku straciły wszystko. 

Najbardziej ucierpiała 67-letnia pani Teresa, która do dziś nie jest w stanie nawet spojrzeć na zgliszcza kamienicy. Tego dnia tuż przed godz. 15 przygotowywała jak zwykle obiad.
- Od strony pokoju mojej mamy, taki świst przeleciał i uderzył w tę kuchenkę, co szykował się tam obiad. Potem odbiło się w stronę łazienki, taki jakby ogień i centralnie w twarz, że aż mnie przewróciło. Na pamiątkę trzymam okulary, które paradoksalnie ocaliły mi wzrok. Gdyby nie te okulary, to byłabym niewidoma – opowiada Teresa Małek.

Co spowodowało wybuch? W pierwszym odruchu podejrzenie padło na butle z gazem. Wyniesiono je z budynku. Ale mimo ich braku, następnego dnia gaz się znów ulatniał.

- Było bardzo duże stężenie gazu, sprawdzono je poza budynkiem w pobliskiej kaplicy, gdzie było około 80% stężenia gazu, czyli tej dolnej granicy wybuchowej – wspomina Wojciech Wanat z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pruszczu Gdańskim.

- Wyciągnęliśmy w między czasie plany, jeżeli chodzi o infrastrukturę gazową i okazało się, że w odległości około 4-5 metrów od budynków przebiega linia. Służby zaczęły odkopywać ten gazociąg i trafiono na uszkodzoną rurę na średnim ciśnieniu – mówi Marek Tułowiecki, inspektor ds. spraw wojskowych, Zarządzania Kryzysowego i Przetwarzania Informacji Niejawnych, Urząd Gminy Pruszcz Gdański.

- Pierwszy biegły w swojej opinii określił, że doszło do wybuchu gazu ziemnego z powietrzem w skutek pęknięcia rurociągu średniego ciśnienia o średnicy 25 cm – dodaje Karol Karc, mieszkaniec kamienicy.

Dla mieszkańców wobec takiej opinii biegłego było jasne, że odpowiedzialność za zdarzenie bierze Polska Spółka Gazownictwa. Spółka uważa jednak, że absolutnie nie jest to jej wina.
 
- Ten gazociąg nie mógł być rozszczelniony w dniu wybuchu, ponieważ była zrobiona kontrola terenu wzdłuż tego gazociągu. Nasze ekipy sprawdziły bardzo dokładnie, wykonały to szpilkowanie tak zwane, nie wykazano tam żadnej obecności metanu – zapewnia Artur Michniewicz, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa.
Skąd więc rozszczelnienie, stwierdzone dzień później?

- Według naszej wiedzy było to skutkiem tego, że pracował tam przez całą noc ciężki sprzęt i prawdopodobnie wtedy mogło dojść do jakiś drgań, naprężeń, które nieznacznie uszkodziły ten gazociąg – wyjaśnia Michniewicz.

Mieszkańcy czekali na akt oskarżenia. Ale prokurator powołał drugiego biegłego. Ten uznał, że nie można jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną wybuchu, ale skłaniałby się do wersji, że nie gazociąg, a wybuch gazu z butli. W oparciu o tę opinię prokuratura umorzyła śledztwo.

- Ja te butle widziałem osobiście i widziałem też jak gazownicy je sprawdzali, to mogę stwierdzić, tak jak gazownicy stwierdzili, że żadna z butli nie była uszkodzona i z żadnej z butli nie wydostawał się gaz – zapewnia Marek Tułowiecki, inspektor ds. spraw wojskowych, Zarządzania Kryzysowego i Przetwarzania Informacji Niejawnych, Urząd Gminy Pruszcz Gdański.
 
- Nie wiem w jakim państwie żyjemy. Latamy już na Marsa, jakieś misje są, a prokurator umarza śledztwo, bo nie można ustalić czy to gaz ziemny, czy propan butan – ocenia Stanisław Kułaga, mieszkaniec kamienicy.

Po 15 miesiącach od tragedii lokatorzy kamienicy wciąż tułają się po wynajętych lokalach. Ich własnościowe mieszkania nie były ubezpieczone, a po umorzeniu śledztwa na odszkodowanie nie mają co liczyć.

- Śledztwo zostało umorzone więc trudno żebyśmy się poczuwali w tej sytuacji do konieczności wypłaty jakiegokolwiek odszkodowania – przyznaje Artur Michniewicz, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa.

- Koszt rozbiórki, odgruzowywania to gdzieś 200 000 zł. Nie jesteśmy w stanie nawet zapłacić za rozbiórkę tego, nie mówiąc o kupnie mieszkań. Ja nie dostanę kredytu, bo mam 65 lat, w tym roku idę na emeryturę - mówi Stanisław Kułaga, mieszkaniec kamienicy.

- Gdzie ja pójdę? Teraz za mieszanie płacę 1500 zł plus opłaty, a mam emerytury 1700 zł. Żyjemy tylko z żony emerytury. Co mamy zrobić? Usiąść i płakać?  - dodaje Leszek Małek, mieszkaniec kamienicy.*

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz-Przesmycka

ibrachacz@polsat.com.pl