Komenda siedział za Ireneusza M.? „Syn zostanie wrobiony”

- Szukają dowodów i chcą wrobić następną osobę – mówi matka Ireneusza S., podejrzewanego o zgwałcenie i zamordowanie 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. To właśnie za dokonanie tej zbrodni został niesłusznie skazany na 25 lat Tomasz Komenda. Teraz śledczy wskazują na Ireneusza S. W jego winę nie wierzy jego matka i okoliczni mieszkańcy.

W sylwestrową noc 1997 roku w Miłoszycach doszło do makabrycznej zbrodni. Ofiarą gwałtu i zabójstwa była 15-letnia Małgosia. Wówczas uznano za winnego i skazano na 25 lat więzienia Tomasza Komendę. Jednak w czerwcu zeszłego roku śledczy znaleźli dowody wskazujące, że sprawcą może być ktoś zupełnie inny. Zatrzymano Ireneusza S.

– W godzinach wieczornych wyszedł na zabawę sylwestrową. Wcześniej pokłócił się z żoną, a mieli iść razem na tę zabawę. Ona nie chciała, bo z pracy przyszedł lekko wypity. Stwierdził, że pójdzie sam. Rano wrócił normalnie, a na drugi czy trzeci dzień przyjechała policja. Zabrali go, ale długo nie trzymali. Po paru godzinach wrócił – opowiada pani Romualda, matka Ireneusza S.

W 1997 roku Ireneusz S. nie znalazł się w gronie podejrzanych. Dopiero 20 lat później prokuratura uznała, że być może jednak jest winny. Przypuszczenia śledczych ma też uprawdopodabniać fakt, iż przez 20 lat od zbrodni w Miłoszycach, Ireneusz S. był trzykrotnie skazany za gwałt.

- Syn po rozejściu się z żoną zapoznał dziewczynę z Laskowic. Postanowił sobie z nią układać życie, ale to dziewczyna nie dla niego. Alkoholiczka, miała czworo dzieci, każde z kim innym. Kiedy w końcu postanowił się z nią rozejść, to ona go podała o gwałt – twierdzi pani Romualda.

– Z koleżanką to żeśmy się śmiały, jak powiedzieli, że on taką i taką zgwałcił. Bo to była taka, która szła z każdym, a później go o gwałt podała – mówi jedna z mieszkanek Jelcza-Laskowic.

- Dostał wyrok w zawieszeniu i później spotkał następną z ich towarzystwa. Podobna sytuacja była. Koleżanki się zmówiły i wtedy mu odwiesili wyrok i dostał za tę drugą. I jeszcze jedna dziewczyna dochodzi. To były wszystko koleżanki z jednego kręgu. Zaczął jeszcze z jedną i ta sama sytuacja. Po paru miesiącach współżycia, gdy widział, że nic z tego nie będzie, ona go podała o gwałt. I to jest to, za co on w tej chwili siedzi – opowiada pani Romualda.

W Jelczu-Laskowicach, z którego pochodzi zarówno Ireneusz S., jak i ofiara zbrodni miłoszyckiej - Małgosia, nikt nie wierzy w winę mężczyzny. Tak jak nikt nie wierzył w winę Tomasza Komendy. Od 20 lat lokalna społeczność ma na temat tragicznych wydarzeń zupełnie inne zdanie niż kolejni prokuratorzy.

– To jest śmieszne dla takiego prostego człowieka jak ja. 90 procent tu mówi, że to nie on. Dla mnie to on jest pijaczek. Musiałby mieć pieniądze, żeby łeb ukręcić takiej sprawie - mówią mieszkanki Jelcza-Laskowic.

- Nie wierzę, że to będzie sprawiedliwy wyrok. Syn zostanie wrobiony. Nie wiem, co chciał zrobić, ale pożegnał się z rodziną i powiedział, że on tego nie wytrzyma, żebym się nie zdziwiła, jak on już nie zadzwoni – opowiada pani Romualda.*

* skrót materiału

Reporter: Jan Kasia
 
jkasia@polsat.com.pl