„Znikąd pomocy, tylko wegetować w milczeniu”. Dramat 68-latki z Ustki

Do naszej redakcji napisała 68-letnia pani Teresa z Ustki. Zrozpaczona, samotna kobieta walczy z przewlekłym owrzodzeniem nóg i błaga o pomoc. „Mam 68 lat i brak widoków, że ktoś mi pomoże. Praktycznie znikąd pomocy, tylko umierać, wegetować w milczeniu” – napisała w liście. Kobieta żyje za około 1100 zł i nie stać jej na kupno wszystkich podstawowych pomocy medycznych.

Pani Teresa była cukiernikiem. Miała wiele planów i marzeń. Niestety plany przerwała okrutna choroba - owrzodzenie żylne nóg. To przez nią kobieta w wieku 40 lat musiała przerwać pracę. Na jej nogach pojawiły się rany.

- Budzi się z bólem, wstaje z płaczem. Kilka razy dziennie bierze tabletki przeciwbólowe i dopiero jakoś funkcjonuje – opowiada pani Mariola, opiekunka pani Teresy.

Leczenie w szpitalach niewiele pomogło.

- Pani ordynator powiedziała , że tego się nie wyleczy. Innym razem, jak pielęgniarka mi odwinęła nogi, a lekarz zobaczył, to uciekł. Nie wiedział, co z tym zrobić w ogóle, co przykładać - wspomina pani Teresa. - Zawsze myślę, że będzie lepiej, a tu nie jest lepiej. Lekarze nie mogą nic poradzić – dodaje.

- Od kilku lat jest naszą pacjentką, przynajmniej dwa razy w miesiącu nasza pielęgniarka ją odwiedza. Długotrwały pobyt w szpitalach nie ma sensu medycznego, po prostu  jest to choroba przewlekła – uważa Artur Zdrojewski, kierownik przychodni, gdzie leczy się pani Teresa.

Pani Teresa od ponad 20 lat jest więźniem własnego domu – nie może wychodzić. Dwa razy w tygodniu - po dwie godziny - odwiedza ją opiekunka.
Reporterka: Gdyby nie opieka społeczna, gdyby nie pani, to pani Teresa przez te wszystkie dni nie miałaby z kim porozmawiać?
Pani Mariola: Tak, to prawda . Jedyne to, że może włączyć sobie na chwilę telewizor. Samotność zawsze jest przykra.

Pani Teresa ma niewiele ponad 1100 złotych emerytury. Jej choroba jest przewlekła, wymaga stałych leków i bardzo dużej ilości nierefundowanych leków, a to koszt 300 złotych. Za opiekunkę musi zapłacić około 100 złotych miesięcznie. Pani Teresa otrzymuje wsparcie z MOPS-u, ale to wciąż zbyt mało, by normalnie żyć.

Reporterka: Dlaczego za opiekunki się płaci, kto to wprowadził ?
Małgorzata Otręba, MOPS w Ustce: Jest to uchwała rady miasta, odpłatność jest ustalona i zależna jest od dochodu. Jest to zgodne z ustawą o pomocy społecznej, ulgi i zwolnienia są na podstawie rady miasta.

- Najwięcej pieniędzy pochłaniają opatrunki, ponieważ kupujemy je aż trzy razy w miesiącu. To są bardzo duże sumy. Nigdy nie starcza do ostatniego, tak jak dzisiaj zostało w portfelu te parę groszy, to zastanawiałam się, czy wziąć za opiekę – tłumaczy pani Mariola, opiekunka pani Teresy.

- Muszę mieć codziennie zmieniony opatrunek, bo bym nie wytrzymała. Z czego ja mam płacić, mam pieniądze te same.  Pani sobie wyobraża, że ja na święta nie miałam pomarańczy ani nic. Nie miałam pieniędzy – mówi pani Teresa.

Pani Teresa czuje się bezradna. Samotna wegetuje we własnym mieszkaniu.

- Boję się, że kiedyś się położę i już nie wstanę. Dopóki człowiek chodzi, to jeszcze ta nadzieja jest, że się żyje – podsumowuje pani Teresa.*

* skrót materiału

Reporter: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl