Rozmowy nie do końca kontrolowane. Prokuratura wycofała kuriozalne zarzuty

Rafał Modrzewski usłyszał zarzut oszustwa prywatnej firmy na kwotę 180 tys. zł. Śledczy ustalili, że dokonano go przy pomocy numeru telefonu, który kiedyś należał do pana Rafała. Nikt nie słuchał wyjaśnień mężczyzny, że zanim wyłudzono pieniądze, jego karta SIM została wyrejestrowana, a następnie sprzedana jako tzw. pre-paid komuś innemu. Sprawy nabrały innego obrotu dopiero po realizacji naszego reportażu.

Rafał Modrzewski z Działdowa w 2014 roku kupił kartę z numerem telefonu w sieci Orange. Zarejestrował go na siebie, a warunkiem utrzymania numeru było comiesięczne doładowywanie konta.

- Po pewnym czasie chciałem zrezygnować całkowicie z tego numeru, ponieważ drugi telefon wziąłem całkowicie na abonament. Jak już przestałem doładowywać kartę, to miałem zablokowane rozmowy wychodzące z tego numeru. Po jakimś czasie zablokowano mi konto – rozmowy przychodzące. A później ten numer został całkowicie usunięty z sieci. Tak jak bym już go nie miał – opowiadał w grudniu pan Rafał, gdy nagłośniliśmy jego historię.

- Następnie, po dość krótkim terminie: miesiąca, dwóch okazuje się, że ten telefon był ponownie w użyciu – dodał wówczas adwokat Stanisław Rzeszotalski.

Podczas pierwszego przesłuchania pan Rafał był tylko świadkiem w sprawie. Jednak ku jego ogromnemu zdziwieniu, ten status szybko zmienił się na podejrzanego, bowiem prokuratura postanowiła przedstawić mu zarzuty. 

- Próbowałem porozmawiać z panią prokurator, ale nie chciała mi dać w ogóle dojść do słowa. Powiedziała po prostu, że dla niej wszystko jest w tej sprawie jasne – twierdził pan Rafał.

- Zarzut dotyczy doprowadzenia pokrzywdzonej firmy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w postaci oleju rzepaku, w ilości około 50 ton. Jego wartość to około 180 tys. zł – poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

- Dowodem ma być to, że jeden ze sprawców posługiwał się numerem telefonu, którego kiedyś używał pan Modrzewski – mówił adwokat Stanisław Rzeszotalski.

- Do tego czynu dochodziło w okresie między 18 maja a 24 maja i w tym okresie ten numer był aktywny – dodała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Pan Rafał zwrócił się do operatora sieci z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu zaistniałej sytuacji. Z otrzymanej odpowiedzi jasno wynika, iż numer został usunięty z sieci w kwietniu 2016 i potem w każdej chwili mógł trafić do kogoś innego. 

Reporter: Prokurator twierdzi, że takim koronnym dowodem przeciwko pana klientowi są bilingi. Jednak z bilingów nie wynikają personalia osoby dzwoniącej, szczególnie jeśli mamy do czynienia z tzw. pre-paidem, tylko z jakim numerem, kto do kogo dzwonił, tak? 
Stanisław Rzeszotalski, adwokat: To jest dla mnie oczywiste. Tym bardziej, jeżeli prokurator dysponuje pismem operatora sieci komórkowej, że telefon został wyłączony dwa miesiące przed popełnieniem przestępstwa.
Reporter: Pan Modrzewski nie mógłby tego telefonu przecież samodzielnie włączyć? To operator musiałby go włączyć?
Adwokat: To może zrobić tylko operator. Nikt inny nie odblokuje karty.

- Dodatkowy materiał dowodowy wskazuje, że osobą, która dysponowała tym numerem, jest właśnie podejrzany. Na tym etapie oczywiście nie przedstawię państwu informacji, jakiego rodzaju materiał wskazuje na to, że w dyspozycji podejrzanego ten numer się znajdował – mówiła Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Prokuratura nie wzięła również pod uwagę faktu, iż pracujący jako zawodowy kierowca pan Rafał, w czasie kiedy miał rzekomo dopuścić się oszustwa, przebywał za granicą. Mężczyzna posiada dokumenty potwierdzające ten fakt.

- Mam dokumenty związane ze świadczeniem pracy przez pana Modrzewskiego. Wynika z nich, że kiedy wykonywane były połączenia, on znajdował się być może na morzu (na promie - red). Wystarczyłoby zapytać operatora, gdzie logowały się telefony – zauważa adwokat Stanisław Rzeszotalski.

Dopiero po naszej interwencji sprawa pana Rafała zaczęła toczyć się inaczej. Prokuratura jeszcze raz przeanalizowała materiał dowodowy i doszła do wniosku, że mężczyzna jednak nie mógł mieć związku z prowadzoną przez nich sprawą. Pan Rafał został oczyszczony z zarzutów. 

- Po tym programie dopiero zaczęło coś się dziać. W końcu wydaje mi się, że przyłożyli się do tego, żeby jednak posprawdzać te wszystkie fakty, wszystkie dowody, które mogły mnie uniewinnić . Stres odbił się na mnie i rodzinie, na mojej mamie, która już nie żyje. W tym uniewinnieniu nie było nawet głupiego słowa przepraszam – podsumowuje pan Rafał.*

* skrót materiału

Reporter: Jan Kasia

jkasia@polsat.com.pl