Handel w Solinie dla wybranych

Skandal w sercu Bieszczad. Do naszej redakcji zgłosiło się siedmioro handlowców z Soliny. Ich kramy z pamiątkami od lat usytułowane są na miejscowym deptaku, jednak w tym roku sytuacja się zmieniła. Wójt swoistym dekretem zakazał im handlu, bo choć są z okolic, to w granicach gminy nie mieszkają. Handlarze podejrzewają, że ich miejsca zajmą osoby powiązane z lokalną władzą.

- Wójt gminy postanowił pozbyć się nas z deptaka. Nie przedłużył umowy na zajęcie pasa drogowego. Twierdzi, że nie jesteśmy mieszkańcami gminy Solina – wyjaśnia Barbara Bobak, która prowadzi kram z serami owczymi i pamiątkami.

- Zdecydowanie jest to dyskryminacja terytorialna. Sprzedaję tutaj wyroby w skórze, tak od 30 lat. Mam mnóstwo nagród, również najlepszą pamiątkę z regionu od Polskiej Organizacji Turystycznej – mówi jeden z handlowców.
Reporter: Czyli promujecie to miejsce?
- Tak, gminę. Mieszkamy 10 km stąd, ale nie na terenie tej gminy.

- My tutaj z mężem jesteśmy od 20 lat. Sprzedajemy rękodzieło lokalnych twórców. Czujemy się pokrzywdzeni. Nasze całe życie związane jest z Soliną, a mieszkamy w Ustrzykach Dolnych – dodaje inna sprzedawczyni.

Sprzedawcy, którym nie przedłużono umów, kramów nie zlikwidowali. Od wszystkich decyzji urzędników zabraniających im handlować odwołują się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Krośnie. 

I jak tłumaczą, SKO uchyla decyzje wójta, a ten wydaje kolejne decyzje zabraniajace handlu i koło się zamyka.

- Jesteśmy tu 33 lata. Nie jesteśmy innymi ludźmi niż ci z gminy. Zostaliśmy oszukani i czujemy się z tym źle. Tak być nie powinno – powiedzieli handlarze.

Pani Barbara samotnie wychowuje syna. Wraz z rodzicami prowadzi stoisko z serami, skórami owczymi i ludowymi pamiątkami. Kilka dni temu otrzymała od wójta kolejne pismo.
 
- Dostaliśmy decyzję z karą od wójta za zajęcie pasa drogowego. Razem z rodzicami na jednej decyzji od stycznia do lutego stracimy 13,5 tys. zł – mówi pani Barbara.

- Polsat? Raczej nie rozmawiam z Polsatem – zaczął rozmowę wójt gminy Solina Adam Piątkowski. Później zapewnił, że dopóki będzie wójtem, będzie preferował „to,  aby takie zezwolenia dawać mieszkańcom gminy”.
 
- Dyskryminowani są młodzi mieszkańcy gminy, którzy zgłaszają się do wójta, prosząc o dzierżawę tego terenu. Nie możemy tego udostępnić, bo te miejsca zajęte są przez inne osoby. To jest pewien sposób, żeby zatrzymać młodych bezrobotnych, którzy wyjeżdżają do Krakowa czy Warszawy – stwierdził wójt.

- Postępowanie wójta istotnie ingeruje w swobodę działalności gospodarczej. Nie znajduję w kompetencjach wójta takich uprawnień, które umożliwiłyby wójtowi postępowanie ograniczające prowadzenie działalności gospodarczej z uwagi na miejsce zamieszkania. Nie możemy ograniczać działalności gospodarczej z powodu różnych kryteriów, bo to otwiera pole do nadużyć – oceniła prawnik Aleksandra Cempura.
 
- Pan wójt też pracował jako strażak zawodowy w Lesku. Nikt go nie zwalniał, że nie pochodzi z gminy Lesko. Wyrobił emeryturę, mimo że był z innej gminy – zauważa Marcin Pomykała, który ma kram z miodem. Swoimi produktami handluje na straganie od ponad 10 lat. Bartnik, który mieszka 15 km od Soliny, utrzymuje ze sprzedaży miodu całą rodzinę. Decyzja wójta oznacza dla pszczelarza bankructwo.
 
- Mam trojkę dzieci i dom w budowie. Mam kredyt, który będę spłacał 30 lat. Pan wójt chce nas wysiedlić. Jest XXI wiek, każdy ma prawo prowadzić działalność. Tu może Francuz przyjechać, czy my do Francji. Pochodzimy 20 km stąd, ale pasieki mamy w gminie Solina – argumentuje.
 
- Wszystkie miejsca są już rozdysponowane cichaczem znajomym, ludziom powiązanym z gminą. Mamy listę – przekonuje Barbara Bobak.

- To dostały osoby spokrewnione ze skarbnikiem gminnym, byłym radnym powiatowym, sołtysem. Jestem pewny – dodaje Janusz Krupa, radny gminy Solina.
- Mogę powiedzieć, że to nie jest prawda. Tyle mogę powiedzieć – odpowiada wójt.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl