Praca za granicą, a program 500+. Problem przerasta urzędników

Małżeństwo z dziećmi w wieku 13 miesięcy i 10 lat ledwo wiąże koniec z końcem, czekając na 1000 zł świadczenia rodzicielskiego oraz 500+. Pieniądze powinny być wypłacane od ponad roku, co miesiąc. Niestety, urzędnicy najpierw muszą ustalić, czy ojciec dzieci nie pobiera na nie świadczeń w Czechach, gdzie pracuje. To najwyraźniej przerasta możliwości dolnośląskich urzędników.

To, że państwo Witkowie z Nowej Rudy w województwie dolnośląskim zdecydowali się napisać do naszej redakcji prośbę o pomoc. Zawsze byli samowystarczalni. Pan Remigiusz jest mechanikiem samochodowym, pani Justyna kasjerką. 10 lat temu urodziła im się pierwsza córka i wiedli spokojne życie.

- Na początku mieszkaliśmy u moich rodziców, później poszukaliśmy sobie mieszkania i mieszkamy już tu 8 lat. Wynajmujemy, płacimy 1000 złotych – mówi Justyna Witek.

- Było ok, jakoś dawaliśmy radę. Pracowałem w Nowej Rudzie, jeszcze nie wyjeżdżałem zagranicę, a Justyna pracowała w sklepie i jakoś wiązaliśmy koniec z końcem – dodaje Remigiusz Witek.

Pan Remigiusz ponad dwa lata temu zaczął pracować w Republice Czeskiej. 13 miesięcy temu urodziła im się druga córka. Zaraz po porodzie rodzina złożyła do MOPS-u wniosek o świadczenie rodzicielskie wysokości 1000 zł, które ustawowo przysługuje na dziecko przez rok od momentu urodzenia i świadczenie wychowawcze 500 plus na drugie dziecko.

- Do dnia dzisiejszego nie otrzymuje żadnych pieniędzy ani złotówki – mówi Justyna Witek. 

- Ja pracuje w Czechach na pełen etat. Zarabiam w przeliczeniu na złotówki około 3300 zł. Pracujesz, bierzesz wypłatę  i z wypłaty nic ci nie zostaje. Tu mleko potrzebne, tu ciuszki, tu co innego. A urzędnicy mają to wszystko gdzieś. Justyna nie może pójść do pracy, ponieważ w Nowej Rudzie nie ma żłobka i nie ma z kim maleństwa zostawić. Rodzice mieszkają daleko stąd, a teście pracują – tłumaczy pan Remigiusz.

- Jak mąż przyniesie wypłatę, to po wszystkich opłatach, a długi też mamy, musimy co miesiąc coś pożyczyć czy od moich rodziców, czy od Remika rodziców, czy siostry. 
Dużym wydatkiem jest mieszkanie. Jest bardzo ciężko – dodaje pani Justyna.

Małżeństwo w naszej obecności udało się po wyjaśnienia do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nowej Rudzie. Wnioski złożyło w czerwcu 2017 r.

- Ośrodek Pomocy Społecznej nie jest organem właściwym do wydania decyzji w tych sprawach. Z dat wynika, że już po dwóch dniach kompletna dokumentacja została przesłana do Dolnośląskiego Ośrodka Polityki Społecznej, gdyż wówczas organem właściwym do rozstrzygania tych spraw był marszałek województwa. Nie otrzymaliśmy decyzji w tej sprawie, w związku z tym nie możemy wypłacić świadczeń – tłumaczy Barbara Sobczak, kierownik Sekcji Pomocy Środowiskowej w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Nowej Rudzie.

Zdesperowani Witkowie piszą już kolejne zażalenie do Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego na brak decyzji w ich sprawie. Wrocławscy urzędnicy cały czas sprawdzają, czy pan Remigiusz nie pobiera świadczeń rodzinnych na dzieci w Czechach,  choć ojciec dziewczynek już ponad rok temu złożył oświadczenie, że żadnych pieniędzy z zagranicy nie bierze.

- Nie wiadomo, czy sprawdzili mnie, nic. Wiem tyle, że złożyłem dokumenty 13 czy 14 miesięcy temu do urzędu – komentuje Remigiusz Witek.

- W tym przypadku czekamy ciągle na informacje z instytucji zagranicznej, były wysyłane ponaglenia, były telefony, natomiast bez dokumentów z Czech nie możemy podjąć decyzji w tej sprawie – informuje Sylwia Jurgiel, rzecznik Wojewody Dolnośląskiego we Wrocławiu.
Reporter: Czyli chce pani powiedzieć, że ze strony polskiego urzędu wszystko było wykonane w terminie, tylko czekacie na odpowiedź ze strony czeskiej?
Rzeczniczka: Tutaj sprawa jest troszeczkę bardziej skomplikowana, chcę podkreślić, że wojewoda dolnośląski koordynacją świadczeń zajmuje się od stycznia tego roku.
Reporter: Czyli można powiedzieć, że ci państwo padli jeszcze dodatkowo ofiarą tego , że zmieniły się urzędy, które się w tej chwili tym zajmują tak?
Rzeczniczka: Ja udzieliłam pani informacji, sprawa jest w toku, badamy ją i państwo zostaną poinformowani.

- Urzędnicy może są w innej sytuacji niż my , że im tych pieniędzy wystarcza od wypłaty do wypłaty. Nie muszą się starać, żeby jakoś to było. Może nie zdają sobie sprawy, że inni ludzie potrzebują tych pieniędzy – podsumowuje Remigiusz Witek.*

* skrót materiału

Reporter: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl