Z niepełnoprawną córką tułają się po mieszkaniach. Lokalu od gminy nie ma

Rodzina z niepełnosprawną, 19-letnią córką, która w dodatku walczy z rakiem, tuła się po stancjach, mimo że 15 miesięcy temu otrzymała od gminy mieszkanie. Gmina deklarowała, że mieszkanie wyremontuje i dostosuje do potrzeb. Nie zarobiła tego, nawet okazało się, że umowę podpisała na pomieszczenia, które według gminnych planów miały być przeznaczone na bank.

Państwo Żołdakowie mieszkają w Maszewie w województwie zachodniopomorskim. Wychowują 19-letnią córkę, która od urodzenia jest niepełnosprawna. Ramona ma zaburzenia mowy i jest opóźniona w rozwoju. Dwa lata temu zachorowała na raka.
 
- Dziecko mam niepełnosprawne, z białaczką. Walczyło o życie. Przestały funkcjonować nerki i płuca, maszyny za nie pracowały. Woda w brzuchu się zebrała – opowiada o Ramonie jej mama Renata Żołdak.

- Musi przy niej być ktoś na okrągło. Żona wyjedzie, ja muszę być, ja wyjadę, to żona – dodaje Andrzej Żołdak, tata Ramony.

Rodzina rozpoczęła starania o mieszkanie z gminy już 10 lat temu.  - Odkąd zostałam pracownikiem od osób niepełnosprawnych u nich – dodaje pani Renata.

Ponieważ Ramona jest podatna na infekcje, nie powinna przebywać i spać w tym samym pomieszczeniu, co rodzice. Kiedy półtora roku temu chora nastolatka przebywała w szpitalu, burmistrz Maszewa zobowiązała się do przekazania państwu Żołdakom mieszkania. 15 miesięcy temu podpisano umowę z panią Renatą na użyczenie lokalu mieszkalnego.

- Było obiecane, że będzie wyremontowane, jak byłam z dzieckiem szpitalu, mieszkanie dostałam na papierze. Kluczy nie mam, ale moje meble w środku stoją. Tam moje wszystko jest i nie mam dostępu. Nawet nie wiem, jak to teraz wygląda. Rzeczy wstawiłam rok i trzy miesiące temu – opowiada pani Renata.

- Tamto mieszkanie spełniałoby warunki Ramony: po remoncie, osobny pokój, łazienka przystosowana, a tak się tułamy z jednej stancji na drugą, a z drugiej na trzecią – mówi Andrzej Żołdak, tata Ramony.

Pełnomocnik rodziny, Artur Zachaba tłumaczy, że nie może ona zamieszkać w lokalu, bo nie został on przeznaczony… na lokal mieszkalny.

Oficjalnie budynek po byłej szwalni gminni urzędnicy przed laty przeznaczyli na bank. Jak się okazuje, przez półtora roku nie zrobili nic, aby zmienić plan zagospodarowania przestrzennego.

- Budynek jest własnością miasta Maszewo. Żeby był tam lokal użytkowy, należałoby wnieść do starostwa wniosek o zmianę zagospodarowania tego lokalu. Taki wniosek powinien wnieść burmistrz Maszewa, a taki wniosek nie wpłynął do nas – informuje Tomasz Stanisławski, wicestarosta powiatu goleniowskiego.

Rodzice Ramony tułają się po stancjach. Do końca lipca zajmowali jeden pokój w Maszewie, ale musieli go opuścić. Ponieważ nie mieli gdzie się podziać, kawalerkę użyczyła im pani Aleksandra. Jednak Ramona ze względu na strome schody jest w tym mieszkaniu uwięziona. Na dodatek dziewczyna musi być myta w misce, bo nie mieści się w kabinie prysznicowej.

- Wraz ze swoją ciotką, która jest właścicielem mieszkania, postanowiliśmy bezpłatnie użyczyć je ze względu na chorą dziewczynkę – mówi Aleksandra Niedomagała.

- Wszyscy urzędnicy w Maszewie, włącznie z panią burmistrz, powinni się wstydzić. Rodzina w dużej potrzebie jest pozostawiona bez żadnej pomocy – ocenia Paweł Palica, dziennikarz  „Twojego Radia” i „Gazety Goleniowskiej”.

Burmistrz twierdzi, że pomaga rodzinie jak może. Część kosztów poprzednich wynajętych stancji gmina pokrywała. Problem w tym, że były to mieszkania jednopokojowe,  które nie były przystosowane do potrzeb osoby niepełnosprawnej.

- Szukamy rozwiązania, będziemy to załatwiać. Ale nałożyły się problemy z sytuacją finansową gminy, nie oznacza to jednak, że rodzinie nie pomożemy. Proszę rodzinę o cierpliwość, będzie docelowo lokal – zapewniła burmistrz Jadwiga Ferensztajn.

- Ja już nie mam siły, co więcej trzeba, żeby dziecko dostało kąt? – pyta bezradnie pani Renata.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl