Na wózku w kawalerce. Nie wiedzie nawet do łazienki

Mężczyzna po trzech udarach i amputacji obu nóg żyje w zaledwie 20-metrowym mieszkaniu w Kożuchowie niedaleko Zielonej Góry. Wózkiem nie jest w stanie wjechać do swojej łazienki. Nie może też sam wyjechać na zewnątrz. Burmistrz obiecuje panu Sławomirowi inne mieszkanie, ale na obietnicach się kończy.

Sławomir Unierzyński mieszka w raz żoną Janiną. Zeszły rok był dla nich bardzo trudny. Schorowanemu 67-latkowi amputowano nogi.
 
- Choruję na cukrzycę, insulinę biorę co dzień, do tego leki na serce. Przeszedłem trzy udary, ostatni w zeszłym roku. Do tego amputowano mi nogi – mówi pan Sławomir.
Problemy ze zdrowiem ma również pani Janina, która przez dźwiganie męża ma problemy z kręgosłupem.

Małżeństwo żyje w mieszkaniu spółdzielczym. Kawalerka ma jedynie 20 metrów. Mała przestrzeń uniemożliwia panu Sławomirowi poruszanie się po mieszkaniu.
- Do muszli jak podjadę, na siłę się wepcham, to już wózkiem się nie odwrócę. Dlatego nożem wyciąłem dziurę z tyłu wózka. Siadam, a żona podstawia basen. Ja od roku pod prysznicem nie byłem. Nie chodzę brudny, bo żona mnie dzień, ale na łóżku – wymienia problemy pan Sławomir.

- Jako spółdzielnia nie jesteśmy w stanie mu zapewnić lokalu innego, niż ten, którym teraz dysponuje, bo takiego nie mamy. Większość lokali jest wykupionych i nie ma takiej możliwości – informuje Paweł Zwolski, prezes zarządu spółdzielni mieszkaniowej „Odrodzenie” w Kożuchowie.

Problemem jest też wyjście na zewnątrz. Pan Sławomir wyjeżdża tylko za drzwi mieszkania. Od świata dzieli go kilka schodków.

- Jak chce wyjść na dwór, to żona wychodzi na zewnątrz i czeka 2-3-4 godziny, aż ktoś przechodzący obok pomoże – mówi pan Sławomir.

Mężczyzna zwrócił się po pomoc do burmistrza Kożuchowa. Ten miał obiecać, że znajdzie mieszkanie w ciągu 5 miesięcy. Termin minął, a pan Sławomir nadal jest uwięziony w małej kawalerce.

- W maju się skończył termin jego zobowiązania i do dziś nie ma ani umów, ani nic. On mówi, że na dziś z zasobów mieszkalnych mieszkanie mi się nie należy – opowiada pan Sławomir.
 
- Gdzieś tam w piśmie do wojewody padł taki termin, ale w życiu różnie bywa, nie jesteśmy w stanie wybudować mieszkania albo komuś zabrać, bo inna osoba oczekuje. Problemy są natury formalnej, z tego względu, że pan Sławomir zajmuje mieszkanie spółdzielni, nie figuruje u nas na liście oczekujących na mieszkanie - wyjaśnia Paweł Jagasek, burmistrz Kożuchowa.

Po naszej interwencji burmistrz złożył kolejną obietnicę. Pan Sławomir i jego żona nie mają już sił. Chcą wierzyć, że tym razem burmistrz dotrzyma słowa.

- Mamy już zlokalizowane jedno mieszkanie na parterze, jest troszeczkę większe. Czekamy na decyzję mieszkanki, czy zdecyduje się na zamianę na mniejszy lokal. Mam nadzieję, że w ciągu miesiąca, półtora sprawa będzie załatwiona – mówi burmistrz. *

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl